Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Poniedziałek

Opublikowano: sobota, 08 sierpień 2020

Poniedziałek – 17.08

1) Liturgia Słowa

(Iz 61, l-3a)

Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie, aby dać im wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu. Oto słowo Boże.

(Ps 40 (39), 2 i 5. 7-8a. 8b-10)

Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.

Z nadzieją czekałem na Pana,

 a On pochylił się nade mną

i wysłuchał mego wołania.

 Szczęśliwy człowiek, który nadzieję pokłada w Panu,

 a nie naśladuje pysznych i skłonnych do kłamstwa.

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,

ale otworzyłeś mi uszy.

Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.

Wtedy powiedziałem: « Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:

Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,

a Twoje prawo mieszka w moim sercu ».

Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu 

i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.

( 2 P 1, 2-11)

Czytanie z Drugiego Listu świętego Piotra Apostoła. Bracia: Łaska wam i pokój niech będą udzielone obficie przez poznanie Boga i Jezusa, Pana naszego. Boska Jego wszechmoc udzieliła nam tego wszystkiego, co się odnosi do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który powołał nas swoją chwałą i doskonałością. Przez nie zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury, gdy już wyrwaliście się z zepsucia wywołanego żądzą na świecie. Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. Gdy bowiem będziecie je mieli, i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi przy poznaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Komu bowiem ich brak, jest ślepym, krótkowidzem, i zapomniał o oczyszczeniu z dawnych swoich grzechów. Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór. To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Oto słowo Boże.

(Mk 1, 14-20)

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: « Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię ». Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: « Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi ». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim. Oto słowo Pańskie.

2) Konferencje

KONFERENCJA I

Starotestamentalne zapowiedzi Eucharystii

POSŁUCHAJ

                Wprowadzenie               

   Rozpocznijmy nasze przemyślenia od przypomnienia sobie pięknej i głębokiej w swej treści pieśni – może zaśpiewanej wspólnie:

Ref.: Lud Twój, Panie, lud pielgrzymi,

prosi, byś był światłem,

byś na drodze do Królestwa

wzmacniał serca swoim Ciałem.

Zostań, zostań wśród nas, o Panie!

  1. Chlebie życia, Tyś sam jest naszą siłą,

i czynisz trudną drogę tak bezpieczną.

Jeśli siły na tym szlaku w nas osłabną,

ręka Twoja niech obdarza wciąż nadzieją.

  1. Twoje Krew niechaj jest napojem mocy,

i kieruje zapał kroków w Twoje ślady.

Jeśli radość gaśnie w sercach od słabości,

Twój głos sprawi, że obudzi się w nas świeżość.

  1. Twoje Ciało, o Jezu, rodzi Kościół,

bo uczysz, żeśmy braćmi w pyle drogi.

Jeśli krzywdy niszczą światło Twej miłości,

z Twego serca płynie nowe przebaczenie.

   Słowa tej pieśni są w tym roku szczególnie ważne, kiedy nie możemy z powodu epidemii, kroczyć w tradycyjnych grupach pielgrzymim szlakiem ku Jasnej Górze, zaś nasze duchowe pielgrzymowanie powinno mocno podkreślić prawdę, że całe ludzkie życie jest drogą, jest pielgrzymką i nie zawsze układa się ono tak, jakbyśmy tego chcieli.

U progu każdej drogi trzeba sobie postawić trzy pytania: dokąd? – po co? – jak?

                Dokąd? – coroczny sierpniowy szlak do Częstochowy tylko częściowo odpowiada na to pytanie. Pielgrzymka jest, dla wielu z nas bardzo ważnym, ale tylko etapem, niewielką cząstką o wiele ważniejszego wydarzenia, jakim jest nasze życie. Warto często stawiać sobie pytanie o ostateczny cel naszego życia i w jego świetle korygować poszczególne wydarzenia i decyzje, by zawsze do właściwego celu prowadziły. Niech najbliższe dni będą w takim wymiarze swoistymi rekolekcjami – czasem zadumy i modlitwy.

                Po co? – na jasnogórskim pielgrzymim szlaku u progu wędrówki wzbudzaliśmy intencje, które nieśliśmy w sercu i którymi każdy chciał nadać głęboki sens poszczególnym krokom, kilometrom, dniom. Tym razem nasze pielgrzymowanie jest inne. Nie opuszczając swych domów i zajęć, duchowo jesteśmy w drodze, ale tej formie pielgrzymowania też trzeba nadać konkretne intencje – od dziękczynienia po żarliwe błaganie, od spraw osobistych i rodzinnych po ważne i trudne sprawy społeczne. Warto je przed Bogiem nazwać po imieniu.

                Jak? – przede wszystkim nie samotnie! Pielgrzymka jest wydarzeniem wspólnotowym, przeżywanym w grupie, gdzie jedni drugich brzemiona noszą i dzielą się wszystkim co radosne i smutne, co wielkie i małe, a przede wszystkim ubogacają się nawzajem wiara i pobożnością. Doświadczeniu wspólnoty wszystkich, którzy podejmują to duchowe pielgrzymowanie, mają służyć przygotowane rozważania na poszczególne dni oraz świadomość, że w jednym Duchu trwamy na modlitwie. To poczucie wspólnoty warto w sobie często ożywiać. Zwornikiem tego pielgrzymowania w poszczególnych dniach niech będzie duchowa łączność w wymiarze online na wspólnej (na ogół wieczornej) Eucharystii i dołączonym do niej nabożeństwie, z różnych sanktuariów naszej diecezji.

   Zgodnie z programem duszpasterskim w naszej Ojczyźnie, tematyka tegorocznych pielgrzymkowych rozważań (dostępnych w radio DOXA i w Internecie) związana jest z Eucharystią.

Myśl przewodnia tegorocznego pielgrzymowania: „Pod opieką Matki – zanurzeni w Wielkiej Tajemnicy Wiary” nawiązuje do pierwszego roku trzyletniego programu „Wielka tajemnica wiary” i przypomina, że Eucharystia jest tajemnicą wyznawaną.  Cały program nosi tytuł: „Eucharystia daje życie”

Kolejne dni naszej duchowej pielgrzymki mają nam pomóc do pogłębienia wiary i potrzebnej wiedzy wokół problematyki eucharystycznej, aby jeszcze bardziej nią żyć.

Dzisiaj, w dwóch naukach, będziemy rozważali temat: „Chleb z nieba – aby nie ustać w drodze”, zaś to rozpoczęte zadumanie ma nam pomóc zrozumieć prawdę, że Pan Bóg już w Starym Testamencie przygotowywał lud na przyjęcie jakże trudnej prawdy o Eucharystii.

                Lud w drodze potrzebuje chleba

   Od dzieciństwa pamiętamy wszyscy opowiadanie z księgi Wyjścia (rozdział 16) o narodzie wybranym, który w drodze do Ziemi Obiecanej odczuwając głód i zmęczenie, szemrał przeciw Bogu i Mojżeszowi. Wtedy Pan Bóg zesłał im chleb z nieba nazywany manną – od pytania ludu: „Man-hu? czyli „Co to jest?” (por. w. 15).

Jeżeli do tej dobrze znanej myśli o mannie dodamy treść wiersza 31.– „była ona biała jak ziarno kolendra i miała smak placka z miodem”, to wydaje się, że wiemy już wszystko o tym tajemniczym pokarmie, na długie lata danym ludowi w drodze, który za nauką teologów i tradycją Kościoła odczytujemy jako zapowiedź Eucharystii.

Warto jednak ten rozdział przeczytać uważniej i wtedy przekonujemy się, że Pan Bóg swój lud nie tylko karmił, ale i wychowywał.

   Czytamy w wierszu 16., że  każdy ma zebrać dla siebie omer na głowę. Omer czyli issaron to jedna dziesiąta efy – takie były starożytne jednostki miar – a zrozumiałym dla nas językiem było to mniej więcej 4 litry. Ale kolejne wiersze pokazują, że jedni zebrali dużo, a inni mało. Kiedy jednak mierzyli swoje zbiory, to ci, którzy zebrali dużo, nie mieli nic zbywającego, a tym, którzy zebrali mało, nie brakowało niczego.

Można wnioskować, że wobec Bożego daru ludzka pazerność albo opieszałość nie ma większego znaczenia – każdy otrzymuje tyle, ile potrzebuje.

W odniesieniu do Eucharystii, każdy w białej Hostii otrzymuje pełnię łask według miary, którą Bóg wobec swoich dzieci zna najlepiej – jak w przypowieści o przyznanych talentach.

Dalsza lektura zadziwia jeszcze bardziej. Niektórzy zostawiali część zebranego pokarmu na następny dzień,  ale wtedy roiły się robaki i następowało gnicie. Bardzo gniewało to Mojżesza.

Jaka refleksja się nasuwa? Eucharystyczny dar łaski dla ludzkiego serca nie jest materiałem do przechowywania – jak w banku, ale Bóg pragnie, byśmy Jego łaską intensywnie żyli na co dzień i hojnie obdarowywali dobrem naszych bliźnich,. Tej mocy dobra nam nie zbraknie, bo dobry Bóg wciąż na nowo obdarza nas swoimi darami. Może warto odczytać w tym wydarzeniu zachętę do częstego, a nawet codziennego korzystania z Komunii Świętej.

Oczywiście, ta refleksja nie przeczy wielowiekowej tradycji przechowywania Najświętszego Sakramentu w tabernakulum. Chodzi raczej o zrozumienie prawdy, że nie należy darów Bożych „odkładać” w skarbcu swego serca na później, tylko żyć nimi w codzienności.

   Wychowawczy wymiar manny odczytujemy także w kolejnych wierszach, kiedy tego daru z nieba nie było w szabat, a zebrane dnia poprzedniego większe ilości pożywienia, w tym dniu się nie psuły. Pan przypominał swemu ludowi o potrzebie zachowywania szabatu i niewykonywaniu w tym dniu żadnej pracy – nawet dla zdobycia pokarmu. Jakże kłoci się ta Boża wizja dnia świętego z tym, co współcześnie przeżywamy. Nie ujmując szacunku tym, którzy naprawdę muszą pracować w niedziele i święta – zwłaszcza w różnorakiej służbie bliźnim – obserwujemy, jak wielu wyznawców Chrystusa lekceważy niedzielny odpoczynek i święty charakter tego dnia. Najdobitniej świadczą o tym wypełnione tłumami galerie handlowe i coraz bardziej pustoszejące nasze świątynie. W obliczu takiej rzeczywistości powinien każdy z nas uczynić rzetelny rachunek sumienia i podjąć wręcz radykalne postanowienia, by niedziela była naprawdę dniem świętym, z Eucharystią w jej centrum. Podsumowaniem tej myśli niech będzie wołanie Boga z wiersza 28. tego 16. rozdziału: „Jak długo jeszcze będziecie się wzbraniali zachowywać moje nakazy i moje prawa?”.

                Znużony człowiek potrzebuje Bożego chleba

  Drugą opowieść, która jest starotestamentalną zapowiedzią Eucharystii, znajdujemy w Pierwszej Księdze Królewskiej w rozdziale 19. Jej bohaterem jest prorok Eliasz. Jako głosiciel i obrońca prawdy Bożej oraz czci Jednego Boga prześladowany jest przez Jezabel, żonę króla Achaba. Dzieje się to mniej więcej w połowie IX wieku przed Chrystusem.

Uciekając w niebezpieczeństwie śmierci na pustynię, Eliasz czuje się krańcowo zmęczony i na swój sposób przegrany. Powiedzielibyśmy dzisiaj, że ma już wszystkiego dość. Kładzie się pod krzewem janowca i chce umrzeć. Wtedy budzi go ze snu anioł Pana i zachęca do posiłku. Eliasz ujrzał przy swojej głowie podpłomyk (wtedy najprostszy chleb) i dzban z wodą. Posilił się i powtórzyło się to raz jeszcze. Tak umocniony Eliasz szedł potem czterdzieści dni i nocy aż do Bożej góry Horeb. Tam spotkał Pana.

   W osobie i sytuacji życiowej tego proroka może odnaleźć siebie niejeden z nas.

Zwłaszcza czas, w którym znaleźliśmy się aktualnie w wymiarze pandemii i różnorakich jej skutków sprawia, że wielu ludzi czuje się życiowo przegranymi i nie widzą przed sobą sensownej przyszłości. Ale do takiego poczucia nie trzeba pandemii. Doświadczenie słabości i osamotnienia nie jest chyba obce nikomu, a żyć trzeba – wciąż jesteśmy w drodze, może jeszcze bardzo długiej.

To właśnie na takie stany ducha, na najtrudniejsze momenty życia, na ciemne noce w środku słonecznego dnia, przychodzi nam z pomocą Pan Jezus i już nie przez anioła, ale przez swoich kapłanów sprawujących Eucharystię ze słowami: „Bierzcie i jedzcie (...) To jest bowiem Ciało moje” zdaje się mówić: „Wstań i jedz, długa droga przed tobą”. Co więcej, słowami: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”, zdaje się nam Jezus przypominać, że On  dobrze wie, co znaczy cierpienie i osamotnienie. On tego wszystkiego doświadczył w skrajnym wymiarze. Jemu też ukazał się w Ogrójcu anioł z nieba i umacniał Go (por. Łk 22,43).

   Warto więc, na przekór częstemu, niestety, pesymizmowi i poczuciu bezsensu (jakże często jako slogan można usłyszeć to słowo z ust przedstawicieli młodego pokolenia!), odnajdywać w Eucharystii wciąż na nowo źródło siły duchowej (i nie tylko!) oraz prawdziwego pokarmu. Zamiast jak prorok kłaść się zrezygnowanym pod krzewem janowca, lepiej uklęknąć przed tabernakulum i z modlitwy adoracji zaczerpnąć siły na kolejne etapy naszej życiowej wędrówki. A przede wszystkim trzeba wciąż na nowo z wiarą czerpać moc do życia „pod prąd” i wiernej realizacji swego powołania z częstej Komunii Świętej. To jest Chleb życia i mocy! O Nim śpiewaliśmy w pierwszej zwrotce pieśni na rozpoczęcie tego rozważania.

                Zakończenie

   Zapewne można na kartach Starego Testamentu znaleźć więcej odniesień do Eucharystii, ale te dwa epizody nieprzypadkowo stały się osią naszego rozważania. Podkreślają bowiem zarówno wspólnotowy jak i indywidualny wymiar eucharystycznego daru. To jest naprawdę „Wielka Tajemnica Wiary” dla ludu Bożego i dla każdego z nas.

Niech kolejne rozważania jeszcze bardziej pomogą do jej pogłębienia i do coraz większego, z wielkim dziękczynieniem, uwielbiania Boga, który dla nas jest Chlebem życia.

KONFERENCJA II

Rozmnożenie chleba i mowa eucharystyczna Jezusa – potrzeba wiary.

POSŁUCHAJ

W tym szczególnym roku, który przeżywamy w klimacie lęku i strachu przed koronawirusem, Kościół w naszej ojczyźnie zaprasza nas do ponownego odkrycia Wielkiej Tajemnicy Wiary – Eucharystii. Poprzez Słowo świętej Ewangelii pozwólmy się zaprosić Jezusowi, aby rozważyć i przejąć się ogromem obdarowania, jaki pozostawił nam Pan Jezus. Nim się ono dokonało w Wieczerniku, podczas Ostatniej Wieczerzy, a dopełniło na Golgocie, Chrystus zapowiedział ustanowienie Eucharystii, rozmnażając cudownie chleb i, następnie, podprowadzając słuchaczy do największego daru: prawdziwego pokarmu, którym jest Jego Ciało i Krew w ofierze za życie świata. Wsłuchajmy się z uwagą w przejmujące opowiadanie św. Jana.

  1. Lectio

1 Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. 2 Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. 3 Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. 4 A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. 5 Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? 6 A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. 7 Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. 8 Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: 9 Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? 10 Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść. A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. 11 Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. 12 A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. 13 Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. 14 A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. 15 Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

16 O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro 17 i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; 18 jezioro burzyło się od silnego wiatru. 19 Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. 20 On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się. 21 Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.

22 Nazajutrz lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. 23 Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły do Tyberiady inne łodzie. 24 A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. 25 Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? 26 W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. 27 Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. 28 Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? 29 Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. 30 Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? 31 Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. 32 Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. 33 Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. 34 Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba. 35 Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. 36 Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. 37 Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, 38 ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. 39 Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. 40 To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

41 Ale Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. 42 I mówili: Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem. 43 Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nie szemrajcie między sobą. 44 Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. 45 Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. 46 Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. 47 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto /we Mnie/ wierzy, ma życie wieczne. 48 Jam jest chleb życia. 49 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. 50 To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? 53 Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił ‑ nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. 59 To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

60 A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? 61 Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? 62 A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? 63 Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. 64 Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. 65 Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. 66 Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło.

67 Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? 68 Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. 69 A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga. 70 Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem. 71 Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem – jeden z Dwunastu – miał Go wydać.

  1. Meditatio

Św. Jan tak bardzo wrażliwy na znaki Jezusa i na ich poprawne odczytanie oraz przyjęcie, przekazuje relację o nadzwyczajnych dwóch wydarzeniach w Galilei oraz przytacza ich wyjaśnienie dane przez Jezusa słuchaczom w Kafarnaum.

Pierwszym jest wydarzenie cudownego rozmnożenia chleba. Obfitość obdarowania wskazuje na zapowiedź ery mesjańskiej. Bliskość święta Paschy i wędrujących z Jezusem ludzi podkreśla moment objawienia się Mesjasza i jego działania. W wierzeniach żydowskich Pascha miała być świętem objawienia się Mesjasza. Do dzisiaj tak jest, że w czasie Nocy Paschalnej czuwanie jest związane z oczekiwaniem na Mesjasza. Tak też przez pierwsze wieki chrześcijanie oczekiwali na powrót Chrystusa. Ten aspekt jest i dziś mocno podkreślany, gdy celebrujemy Wigilię Paschalną w nocy.

Wzgórze, na które Jezus się udaje i siada, wyraźnie nawiązuje do góry Synaj; Jego postawa to postawa nauczyciela, który daje nowe prawo, a samo rozmnożenie chleba przypomina dar manny na pustyni. A to wszystko w nawiązaniu do bliskości Paschy oraz z tym, co naród wybrany doświadczył na pustyni.

Jezus w obliczu tłumu zadaje pytanie możliwości zdobycia chleba na tej pustyni. Tym samym prowokuje odpowiedzi, które wyraźnie cechuje czysto ludzkie myślenie: brak nam dwustu denarów, by kupić chleba dla tak wielu; mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby, a to tak mało, by nakarmić tyle ludzi. Te odpowiedzi są świadectwem ludzkiej słabości, niewystarczalności ludzkiego przewidywania i planowania. Z takim myśleniem stają też uczniowie. Kiedy ludzkie możliwości są u kresu, wtedy pełniej jest widoczne działanie Boże. To jest przedziwne, ale braki, czy też niewystarczalność, nie są przeszkodą dla Bożego działania. Boże działanie wtedy pełniej się ujawnia, ponieważ odsyła człowieka do Tego, który jest jedynym Dawcą – gdy sam doświadcza swojej niewystarczalności, słabości i braku.

Przyniesione przez chłopca pięć chlebów i dwie ryby nie tylko podkreśla tę niewystarczalność na pięć tysięcy mężczyzn, ale uwydatnia także wielkość znaku, jaki czyni Jezus.

Polecenie Pana, by usiedli, to zaproszenie do uczty. Jego gesty: „wziął chleb, odmówił dziękczynienie, rozdał siedzącym”, to wyraźnie czynności eucharystyczne. Jezus najpierw zwraca się do Boga jako Stwórcy i Jemu ofiarowuje chleby i ryby. W ten sposób łączy się wewnętrznie dary materialne z ich Dawcą, a dzięki temu mogą one służyć wszystkim. Jezus czyni to sam i rozdaje tyle, ile kto chciał, a więc według jego osobistej potrzeby człowieka. Św. Jan podkreślił, że Pan karmi te pięć tysięcy ludzi osobiście. Mateusz, Marek i Łukasz, gdy mówią o rozmnożeniu chleba to podkreślają, że On dawał uczniom, a uczniowie dawali tłumom. U św. Jana Jezus sam to czyni. To nie jest przypadek. Podkreśla Jego osobiste zaangażowanie. Oto prawdziwa scena do kontemplacji, do zatrzymania: Jezus, który bierze pożywienie, składa dziękczynienie, rozdaje i karmi.

Zebranie ułomków, i to tak dokładne, z polecenia Pana, to wyraz szacunku dla Bożego daru; nic się nie może zmarnować. Cyprian Kamil Norwid wychwalał taką postawę w naszym kraju, będącym wtedy pod zaborami: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba, tęskno mi, Panie”. Myślę, że to nie jest przypadek, że ta postawa głęboko wrastała w to, co nazywamy kulturą narodu: czyli wiara, która staje się funkcjonowaniem codziennego życia w łączności z Panem. Dziś może brakuje szacunku i dla chleba eucharystycznego i dla chleba powszedniego, ponieważ brakuje tego odniesienia do Stwórcy.

Liczba dwunastu pełnych koszów (dwanaście to liczba doskonała), pozostałych ułomków pieczętuje wielkość dokonanego znaku i stanowi symbol albo dwunastu apostołów, którzy tutaj posługiwali (choć Jan nie akcentuje tego elementu), albo dwunastu pokoleń Izraela, którym nigdy niczego nie zabraknie – bo już przyszedł Mesjasz.

Chęć obwołania Jezusa królem pokazuje, że tłum dobrze skojarzył ten znak z obiecaną ucztą mesjańską i wyciągnął wniosek, iż Jezus musi być tym oczekiwanym prorokiem wielkim, o którym Mojżesz mówił w Księdze Powtórzonego Prawa (Pwt 18, 15-20). Ale, tak jak w drugim rozdziale Ewangelii św. Jana (2,23-25), gdy Jezus oczyszczał świątynię, Jezus nie podziela ich entuzjazmu, któremu daleko do prawdziwej wiary w Niego (J 6,15). To usunięcie się Jezusa na górę, odejście, wyznacza kierunek korekty: „Szukajcie tego, co jest w górze”. Dla Jezusa samo wydarzenie było jedynie sposobem skierowania uwagi na rzeczywistość Bożego obdarowania; dla tłumów zaś staje się On godnym obwołania go wodzem i królem, ponieważ jest zdolny zapewnić im dobrobyt i doczesne utrzymanie.

W nocy ma miejsce drugie wydarzenie, które jest udziałem wyłącznie uczniów: Jezus chodzący po jeziorze (J 6,16-21). Niektórzy komentatorzy widzą w tym znaku przypomnienie panowania Boga nad naturąi nad złymi mocami(tu rzeczywiście Pan „…kroczy nad bezmiarem wód” – Hi 9,8). Można też odnieść się do przejścia przez Morze Czerwone (Wj 14,15-29). Po przejściu przez morze następujeopowiadanie o nakarmieniu Izraelitów manną na pustyni; to manna utrzymywała ich przy życiu, aż doszli do ZiemiObiecanej (Wj 16,4.15.35; Ps 78,24).

Sama sceneria wydarzenia: wieczór i zapadający mrok, przeciwny wiatr i burzące się jezioro, staje się obrazem życia ludzkiego, gdzie łatwo o lęk, o strach i niepewność; wtedy nawet bliska osoba, jak Jezus, nie zostaje od razu rozpoznana i napawa lękiem. Dopiero Jego osobiste słowo wprowadza pokój. Jest to słowo objawienia Bożego: „Ja jestem” (ego eimi) słowo, które Mojżesz usłyszał z krzaku gorejącego, imię Boże. Ale równocześnie  jest to słowo skutecznego działania, które sprawia to, co głosi: „Nie bójcie się”. Łódź od razu znalazła się przy brzegu, choć wcześniej bezskutecznie wiosłowali – to kolejny znak panowania Jezusa nad siłami natury. Napłaszczyźnie ludzkiej chodzenie po wodzie ukazuje także rzeczywistą troskę Jezusa o swych uczniów. Ponieważznajdowali się na jeziorze w jedynej łodzi, jaka była tam dostępna, jedynym sposobem przyjścia im z pomocąbyło właśnie kroczenie po jeziorze, przyjście do nich. Umocnił w ten sposób ich wiarę, że On jest Panem życia i śmierci, i skrócił trudną drogę do brzegu.

Należy pamiętać, że woda, która jest używana w sakramencie chrztu, symbolizuje paschalne wydarzenie naszego przejścia od mroku niewiarydo nowego życia w światłości w Chrystusie (por. Rz 6,1-14). To nowe życie musi być podtrzymywane chlebemz nieba, w drodze do celu, jakim jest ziemia obiecana, czyli niebo. Trudy tego życia będą łatwiejsze do zniesienia, jeżeli wtej wędrówce będzie nam towarzyszył Jezus, który przychodzi (por. Mt 11,28).

Po tych dwóch wydarzeniach, pełnych zaskoczenia i dramatyzmu, następuje ich długie wyjaśnienie w dyspucie Pana Jezusa z Judejczykami w synagodze w Kafarnaum (J 6,22-71). Słuchacze szukali Jezusa, ale faktycznym powodem było pragnienie doczesnego pożywienia, zapewnienia sobie codziennego pokarmu. Jezus ich nie odrzuca, ale cierpliwie odsłania prawdziwe motywy postępowania za Nim. Widząc ich gotowość do pełnienia dzieł Bożych (J 6,28), zaprasza do uznania, że to On jest posłanym przez Ojca Chlebem życia, który z nieba zstąpił (J 6,34-40). Już nie ten pokarm, który służy do podtrzymania życia tu na ziemi, ale prawdziwy pokarm – na wieczność. Zaprasza tym samym, aby odczytali i przyjęli prawdę Jego Osoby i Jego Słowa, które prowadzi do życia wiecznego, bo pochodzi z nieba. Jednak fakt ten może być poznany i przyjęty jedynie przez wiarę, czyli przez słuchanie Boga i przez naukę, którą się przyjmuje, pochodzącą od Boga. A „wykonywanie dzieł Bożych” (w. 28) polega na słuchaniu i uczeniu się (w. 45-46). Co to znaczy? W starożytnym Izraelu uczeń to ten, kto trwa przy mistrzu stale, 24 godziny na dobę. Powtarza wiernie i biegle słowa, które wypowiadał nauczyciel. Uczył się więc sposobu życia, ale także przejmował jego nauczanie. Życie było pieczęcią tego, co słyszał, co wiernie przyswajał, co uczył się także wiernie przekazywać. Potrzeba bycia przy Jezusie, ale ta potrzeba już jest darem samego Ojca.

W tym miejscu pojawia się pierwszy sprzeciw w postaci szemrania, podobny do reakcji ludu wybranego na pustyni (J 6,41-43), sprzeciw wobec boskiego pochodzenia Jezusa: Jezus nie może być chlebem z nieba, ponieważoniznają Jego ziemskiego ojca, Józefa. Pojawia się wyraźny brak wiary w Niego, w Jego Słowo i posłannictwo od Ojca, który blokuje ich na dalsze objawienie ze strony Jezusa.

Ta blokada ze strony słuchaczy nie powstrzymuje Jezusa przed jeszcze głębszym ujawnieniem, Kim jest i co przygotował dla ludzi: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata (…) Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (J 6,51b.55). Oto samo centrum Eucharystii: ofiarowane ciało i krew Jezusa Chrystusa. Gdy pozostali ewangeliści w opisie jej ustanowienia wspominają, że Jezus mówi o swym „ciele” i „krwi”, na oznaczenie ciała używają greckiego słowa soma („ciało”). Jan używa słowa bardziej dosadnego: sarks (dosłownie „mięso”) dla podkreślenia człowieczeństwa Jezusa jako naszego pokarmu (por. J 1,14). Dlaczego? Mamy tutaj pewną tradycję paschalną dotyczącą Wyjścia, która opowiada o spożywaniu mięsa baranka, mięsa przepiórek darowanych przez Boga. I to mięso baranka jest tutaj obecne jako „ciało i krew”, przekraczające jednak nieskończenie dar z Egiptu, pokarm i napój (J 6,53.54). Ciało (mięso) i krew baranka paschalnego odgrywałykluczową rolę w Księdze Wyjścia (Wj 12,13). W opisie ofiary biesiadnej w Księdze Kapłańskiej czytamy o jedzeniu„mięsa” (Kpł 7,18-27). Stąd terminologia mięsa nie była całkiem obca żydowskim słuchaczom Jezusa. Ale było to dla nich słowo trudne do przyjęcia. Stawiają oni zarzut Jezusowi: „Jak On może nam dać ciało do spożycia?” (J 6,52)

Jezus odpowiada na ten zarzut (J 6,53-58), jeszcze raz podkreślając konieczność spożywania Jego ciała i piciaJego krwi jako warunku życia wiecznego.Nie chodzi tu o jakiś kanibalizm, lecz o wiarę w moc Boga i Jezusa dawania życia za pośrednictwem środków,które On wybrał (w. 63). Powtarza się jak refren: uwierzyć… uwierzyć… uwierzyć… To jest doskonały i jedyny klucz, który otwiera człowiekowi dostęp do życia Bożego. Jezus, jako wysłannik Ojca,obdarowuje tym życiem przez słowo i przez swoje ciało i krew. Dlaczego tak trudno przyjąć spożywanie ciała i krwi? W judaizmie był – do dzisiaj zresztą jest – bardzo surowy zakaz spożywania krwi. Istotne jest to, że Jezus wypowiada te słowa bardzo świadomie. Pamiętam podczas moich studiów, gdy ten fragment był wyjaśniany przez jednego z naszych wykładowców, ten powołał się na rozmowę z pewnym Żydem. Jego rozmówca znał trochę Nowy Testament i postawił ważne pytanie: „Czy wy chrześcijanie w ogóle wiecie, co wy spożywacie, kiedy mówicie: ‘pijemy krew Pańską’? – To jest krew samego Boga, jeżeli w Niego wierzycie. Jego krew płynie w waszych żyłach! Wy czerpiecie z życia BOŻEGO!”. Być może nam to trochę spowszedniało, dlatego dobre jest takie przypomnienie głębokiego szacunku – w symbolice biblijnej krew oznaczała życie, które przepływa. Krew człowieka ożywia – a tu jest krew Syna Bożego, która płynie w nas, aby nas wewnętrznie ożywiać. Ktoś zauważył, że w języku polskim mamy powiązane słowa „krew” i „krewny”: staliśmy się „krewnymi” Jezusa przez to, że spożywamy Jego Krew.

W ten sposób Jezus, Słowo Ojca, które stało się ciałem, dokonawszy cudownego rozmnożenia chleba, wprowadza ludzi w Misterium tego, co ma się stać najwyższym obdarowaniem człowieka: Słowo, które stało się ciałem; ciało, które staje się chlebem za życie świata: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54).

Te słowa Jezusa są jednak szokujące i prowokują pytajniki oraz szemrania również wśród samych uczniów – zacieśnia się krąg ludzi, którzy dotknięci słowami Pana, nie rozumiejąc, szemrają jak naród wybrany na pustyni wobec trudności, wobec prób, jakie doświadczają: „Trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?” (J 6,60). Faktycznie, bazując jedynie na ludzkim rozumie ludzie chcą przyjąć tylko to, co sami uznają za słuszne, racjonalne, w granicach doczesności zmysłowej, ale serce tak naprawdę pozostaje zamknięte na Ducha, który daje życie, na nowość Ducha, na Słowa dające życie, które wypowiada Jezus (J 6,63).

Ale wobec oporu ludzi, ich zamknięcia, a nawet odejścia Pan Jezus nie zmienia nic ze swego nauczania. Przy Nim zostaje jedynie krąg dwunastu, do których kieruje pełne bólu pytanie: „Czy i wy chcecie odejść?”(J 6,67). Oto pytanie wolności, w którym pobrzmiewa drżenie serca Boga przepełnionego miłością do człowieka, w trosce o jego szczęście, ale też w szacunku dla wolności jego serca, dla wyboru, który ma dokonać. Pozwólcie, że w tym miejscu, tak ważnym dla naszej medytacji, przytoczę słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział na Tor Vergata dwanaście lat temu podczas spotkania z młodzieżą – wtedy właśnie było to tematem głównym Światowych Dni Młodzieży w Rzymie (papież nie stawiał żadnej taryfy ulgowej, na celebrację jubileuszową z młodymi wybrał pytanie, które jest jak potarcie żelaza po szkle):

„Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6,67). Chrystusowe pytanie przekracza wieki i dociera aż do nas, domaga się od nas osobistej odpowiedzi i pobudza do decyzji. Jaka jest nasza odpowiedź? […] Wokół was rozbrzmiewa wiele słów, jednak tylko Chrystus ma słowa, które nie ulegają wytarciu z biegiem czasu, ale pozostają na wieki. Okres [młodości], który przeżywacie, narzuca wam pewne rozstrzygające wybory: specjalizację w studiach, ukierunkowanie w pracy, samo zaangażowanie w społeczeństwie i w Kościele. Ważne jest, byście zdali sobie sprawę, że wśród tak licznych pytań, jakie przed wami stają, rozstrzygające pytania nie dotyczą tego, ‘CO’. Zasadnicze pytanie dotyczy tego, ‘KTO’: do KOGO się udać, za KIMpójść, KOMUzawierzyć swoje życie. Myślicie o swoim wyborze w sferze uczuć i, jak sądzę, przyznacie, że tym, co naprawdę liczy się w życiu, jest osoba, z którą decydujemy się je dzielić. Uważajcie jednak! Każda osoba ludzka jest nieuchronnie ograniczona: nawet w najbardziej udanym małżeństwie trzeba liczyć się z pewnymi rozczarowaniami. A więc, drodzy przyjaciele: czyż nie potwierdza to tego, co słyszeliśmy od Apostoła Piotra? Każda istota ludzka prędzej czy później będzie musiała zawołać wraz z nim: ‘Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego’. Tylko Jezus z Nazaretu, Syn Boży i Syn Maryi, przedwieczne Słowo Ojca, zrodzone przed dwoma tysiącami lat w Betlejem Judzkim, jest w stanie zaspokoić najgłębsze pragnienia ludzkiego serca. W pytaniu Piotra: ‘Do kogóż pójdziemy?’ zawiera się już odpowiedź dotycząca drogi, jaką należy iść. Jest to droga, która prowadzi do Chrystusa»[1].

Św. Piotr dodaje: „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6,69). Oto wyznanie, które Kościół przez wieki powtarza za św. Piotrem i wraz z nim. W jego wierze znajduje oparcie i moc w obliczu nowych sytuacji i wyborów. Tak było w dniu inauguracji pontyfikatu świętego Jana Pawła II, tak jest i teraz w posłudze obecnego papieża Franciszka: „poznaliśmy i uwierzyli, że Ty jesteś Świętym Boga”. To jednak nie zwalnia człowieka od stałego wyboru, nawet gdy jest blisko Pana. Przytoczenie przykładu Judasza jest tu bardzo znaczące, gdzie Jezus już zapowiada, że obecność przy Nim wymaga stałych, codziennych wyborów, przylgnięcia do Niego „na przepadłe”.

Zaproszenie do dalszej refleksji

-Dar rozmnożonego chleba miał skierować wzrok ku Dawcy i do wiary w Niego. A lud domagał się kolejnego znaku, dla zaspokojenia ciekawości i potwierdzenia własnych doczesnych oczekiwań. Wielokrotnie można doświadczyć tego rozminięcia się ludzkich oczekiwań dobrobytu i Bożego prowadzenia ku życiu prawdziwemu, dla którego został nam dany Pokarm na drogę. Nie należy się dziwić, że postawa taka wciąż się ujawnia i dominuje nawet wśród ludzi idących za Jezusem. Cierpliwie podprowadzać własną postawą wiary i ufną modlitwą do osobistego spotkania z Jezusem – oto jest zadanie: tak podawać chleb, by prowadzić do Pana. Wzorcem pozostaje On sam w cierpliwym prowadzeniu ludzi i tłumaczeniu im Bożych spraw.

-Gdy ludzie ubodzy – przychodząc – oczekują pomocy materialnej, jedyną drogą do ich serc jest dobroć i miłość służebna, która właśnie poprzez bezinteresowność może zwrócić ich serca wyżej, od daru ku Dawcy wszystkich darów. Ale to wymaga od nas postawy ofiarniczej. Pan wzywa nas, abyśmy w codziennej trosce o zapewnienie elementarnych potrzeb przychodzącym ubogim, trwali zakorzenieni w Jego obecności eucharystycznej, czyli ofiarniczej. Adoracja przed Panem, trwanie przed Nim, oznacza najczęściej trwanie bez wzniosłych myśli i uczuć, a więc w ubóstwie duchowym; i to jest uprzywilejowanym czasem uczenia się ofiary bezinteresownej i daru z siebie wobec człowieka, którego Pan stawia na naszej drodze. Ofiarę Pana można przyjąć jedynie będąc samemu w tym samym nastawieniu ofiarnym. Nawet jeśli będą to tylko słowa: „Moją ofiarą jest duch skruszony. Pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz” (Ps 51,19) – a więc pośród strat, niepowodzeń, utrapień, pokus przezwyciężanych albo tych, którym ulegamy, lęków; ale też i przebaczenia ofiarowanemu współbratu i współsiostrze. Wtedy także trwamy przy Panu w postawie ofiarniczej.

-Pamiętajmy, że misterium Eucharystii było i pozostaje miejscem próby naszej wiary i niejednokrotnie znakiem sprzeciwu. Świadczy o tym słaba świadomość uczestniczących w niej i łatwość w rezygnowaniu z niedzielnej Eucharystii na rzecz innych spraw. Ale u podłoża takich postaw jest najczęściej brak odkrycia obecności Pana w codzienności i wiary w Niego. Stąd także w naszych szeregach bolesne odejścia, a nawet zdrady Pana. Paradoksalnie Eucharystia jest szczytem miłości a zarazem głębią bólu: niezrozumienia, nieprzyjęcia, odrzucenia. I to jest dla nas czytelne wezwanie, w świetle ostatnich słów z liturgii eucharystycznej, do wynagradzania Panu, Jego miłości, za własne grzechy i za grzechy innych.

3) Wprowadzenie do koronki

Cud nad Wisłą, czyli dzieło modlitwy Polaków

POSŁUCHAJ

Rozgrywająca się niemal dokładnie sto lat temu, w sierpniu 1920 roku – w czasie wojny polsko-bolszewickiej - bitwa warszawska bywa określana mianem „cudu nad Wisłą.”

Jako pierwszy użył tego pojęcia endecki publicysta Stanisław Stroński i trzeba jasno powiedzieć, iż nie miał na myśli religijnego znaczenia słowa cud. Odwoływał się raczej do „cudu nad Marną”, bitwy z września 1914 roku, w której Francuzi powstrzymali (do transportu w tej bitwie używano nawet paryskich taksówek) przeważające siły niemieckie i ratując swój kraj od skutków błyskawicznej porażki. Udało się to także pod Warszawą - powstrzymano bolszewików, których cele były oczywiste.

Jednym z nich było przeniesienie na Zachód Europy proletariackiej rewolucji: „Przez trupa białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód!” - pisał w rozkazie nr 1423 do żołnierzy Frontu Zachodniego marszałek Związku Radzieckiego Michaił Tuchaczewski.

„Jeszcze kilka dni zwycięskiej ofensywy Armii Czerwonej, a nie tylko Warszawa byłaby zdobyta, lecz rozbity byłby pokój wersalski” – notował w tekście „O Polsce i polskim ruchu robotniczym” – wódz rewolucji Włodzimierz IljiczLenin.

Zapobiegło temu nie tylko męstwo żołnierzy.

Episkopat Polski w listach pasterskich z tamtego czasu podkreślał, że naród, który dopiero co odzyskał niepodległość nie jest zjednoczony. Biskupi proszą Polaków, by stanęli do obrony ojczyzny, a jeśli trzeba, ofiarowali dla niej życie. Zachęcają też do ofiarności materialnej dla wyposażenia wojska, zakupienia amunicji itd. Ale przede wszystkim wzywają do modlitwy, do tego, by Polacy prosili Boga o pomoc, wręcz o cud, jednym głosem. List biskupów z 7 sierpnia 1920 rozpoczynał się od słów: „Aby byli jedno”.

Tego samego dnia rozpoczęła się nowenna błagalna. Przez 9 dni, do 15 sierpnia, wszystkie kościoły w Warszawie były otwarte przez całą dobę i odbywała się w nich adoracja Najświętszego Sakramentu.

Biskupi – w imieniu wszystkich wiernych – poświęcili Polskę  także Najświętszemu Sercu Pana Jezusa;

- W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: „Panie, ratuj nas, bo giniemy.” I jak niegdyś, wyciągnąwszy prawicę, jednym słowem uspokoiłeś burzę, tak oddal, Panie, teraz od nas grożące nam niebezpieczeństwo – prosili.

Trzecim ważnym akcentem modlitewnym było ofiarowanie ojczyzny Maryi Królowej Polski. Na błoniach przed jasnogórskim klasztorem prosiło Ją o pomoc – leżąc krzyżem – około 40 tysięcy ludzi.

Nie brak historyków, którzy z tym wysiłkiem modlitewnym wiążą konkretne sowieckie błędy pod Warszawą: Stalin nie chce wzmocnić pozycji Tuchaczewskiego i każe opóźnić przegrupowanie wojsk z frontu południowego. Jego armia rusza na północ z 10-dniowym opóźnieniem. Przybędzie zbyt późno, by wziąć udział w bitwie warszawskiej i być może rozstrzygnąć o jej losie na korzyść Rosjan.

Inne niezwykłe wydarzenie wiąże się ze śmiercią majora Drohojowskiego. Ginie on 13 sierpnia, a bolszewicy znajdują przy nim tajne dokumenty, w tym mapę, na której narysowany jest plan manewru polskiej armii. Tuchaczewski uznaje jednak mapę za celowo podrzuconą przez Polaków by wprowadzić jego żołnierzy w błąd, Bolszewicy nie tylko nie wykorzystują zawartych na niej informacji; wręcz zakładają, że akurat ten manewr na pewno nie zostanie wprowadzony w życie.

Wątpliwości co do tego, że sam Chrystus i Jego Matka wsparli polskie wysiłki pod Warszawą nie miał nuncjusz apostolski Achilles Ratti(nie opuścił Warszawy w przeciwieństwie do innych ambasadorów). Kiedy w 1922 został papieżem, już jako Pius XI, w letniej rezydencji w Castel Gandolfo kazał namalować obraz „Cud nad Wisłą”.

4) Rozważania różańcowe

Tajemnice Radosne

1.Zwiastowanie NMP

Maryja przyjmuje powołanie, którym Bóg ją obdarzył. Ma być Matką Syna Bożego, a zarazem ma stać się żoną i ma tworzyć rodzinę. Bóg obdarza różnymi powołaniami. Najczęściej jednak powołaniem do małżeństwa, co idzie w parze z tworzeniem nowej rodziny, byciem ojcem lub matką. Wielu jednak nie chce odpowiedzieć na Boże wezwanie lub odpowiada częściowo, wtedy próbuje żyć na próbę, połowicznie, na chwilę. Ucz nas Maryjo mówić „Tak” dla rodziny i małżeństwa, ucz nas powtarzać „tak”, choć już tyle lat jesteśmy po przysiędze małżeńskiej.

2. Nawiedzenie Elżbiety

Maryja po doświadczeniu Łaski Bożej z pośpiechem pędzi do swojej krewnej, by głosić jej łaskawość Boga. Daje nam świetny przykład, bo pokazuje nam, że musimy głosić Chrystusa także w naszych rodzinach. Zobowiązani do tego są wszyscy: rodzice, dziadkowie, dzieci, rodzeństwo i dalsi krewni. Jesteśmy odpowiedzialni za przekaz wiary w naszych rodzinach. Naucz nas Maryjo, czynić to skutecznie i bez zbędnej zwłoki.

3. Narodzenie Pana Jezusa

Czy może być bardziej rodzinna sytuacja niż ta? Kochające się małżeństwo, rodzące sięupragnione potomstwo. Piękny obraz. Dziś niestety coraz rzadziej spotykany. Teraz moda na związki partnerskie, zwlekanie z poczęciem dziecka. Święta Rodzino z Nazaretu, ucz nas zakładać rodziny na wzór Waszej, kochającej się i otwartej na dziecko rodziny. A rodzinom już istniejącym pomóż upodabniać się na Wasz Boży wzór.

4. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni

Maryja i Józef ofiarowują Bogu w świątyni swojego Syna, Jezusa. Oddają Bogu, tego kto był dla nich niezwykle ważny i cenny. A kogo i co my umiemy Bogu oddać? Czy potrafię zgodzić się na kapłaństwo syna, życie zakonne córki, stały diakonat męża? Czy potrafię Bogu poświęcić swój najlepszy czas, radość, smutki i choroby? Naucz nas Święta Rodzino, oddawać nasze rodziny samemu Bogu.

5. Znalezienie Pana Jezusa w świątyni

Maryja i Józef  znajdują Jezusa w świątyni, w kościele. Znajdują Go, jak sam twierdzi, na swoim miejscu. Także każda rodzina ma swoje miejsce w Kościele. Wspólnota Kościelna troszczy się o każdą rodzinę i zaprasza je do szczególnej obecności we wspólnocie, poprzez udział w różnych grupach: Odnowie w Duchu Świętym, Domowym Kościele, Różach Różańcowych, Bractwie św. Józefa. Wtedy o wiele trudniej zgubić Jezusa, a gdy się nawet zagubi, wtedy łatwiej Go odnaleźć. Naucz nas Święta Rodzino, znaleźć swoje miejsce w Kościele.