Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Poniedziałek

Opublikowano: sobota, 08 sierpień 2020

Poniedziałek – 16.08

 

1) Konferencje

KONFERENCJA I

Temat dnia: Wokół stołu Wieczernika

Temat konferencji: Wezwanie do życia w ofiarnej miłości

Wprowadzenie

Pan Wieczernik przygotował, swój zaprasza lud.
Dla nas wszystkich dom otworzył i zastawił stół.
Przystępujmy z dziękczynieniem, pożywajmy Chleb,
pijmy Napój nieśmiertelnych, aby życie mieć.

Słowa znanej nam pieśni bardzo dobrze przypominają myśl przewodnią programu duszpasterskiego przygotowanego przez Episkopat Polski na ten rok: „Zgromadzeni na Świętej Wieczerzy”. Przypomnijmy sobie, że jest to drugi rok w triadzie tematów poświęconych Eucharystii pod wspólnym hasłem: „Eucharystia daje życie”.

    W poprzednim roku pogłębialiśmy prawdę, że Eucharystia jest Wielką Tajemnicą Wiary, którą jako Źródło i Szczyt życia Kościoła wyznajemy. Aktualny rok stawia przed nami zadanie pogłębienia prawdy, że Eucharystia jest Tajemnicą Celebrowaną, abyśmy z coraz większym zrozumieniem i zaangażowaniem mogli i chcieli w niej uczestniczyć. Taki jest też zamysł i cel przygotowanych na ten rok konferencji w naszej Pielgrzymce.

    Temat dnia dzisiejszego: „Wokół stołu Wieczernika”  prowadzi nas do tego miejsca i czasu, gdy Pan Jezus w Wielki Czwartek ustanowił Najświętszy Sakrament, a także mocno z nim związany sakrament Kapłaństwa. Dobrze jednak wiemy, że ta sakramentalna chwila miała miejsce pod koniec Świętej Wieczerzy i  zanim ona nadeszła, w Wieczerniku działy się już ważne sprawy.

    Ścieżkami Ewangelii wejdźmy do Wieczernika, odpowiadając na przypomniane na początku zaproszenie Jezusa „Pan Wieczernik przygotował”. Przypomnijmy jednak sobie, że poszczególni ewangeliści nieco inaczej rozkładają akcenty opisując ten wieczór. Najbardziej różni się wersja świętego Jana, który pominął fakt ustanowienia Eucharystii, ale dokładnie opisał scenę umywania nóg, a potem obszernie zrelacjonował arcykapłańską mowę i modlitwę Pana Jezusa. Dla naszego rozważania wydobędziemy z różnych Ewangelii potrzebne nam słowa i wydarzenia, nie zawsze uściślając ich miejsce na świętych kartach.

  1. „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami” (Łk 22,15)

Wypowiedziane przez Jezusa na początku Ostatniej Wieczerzy pragnienie, wydaje się łączyć w sobie przynajmniej dwa ważne motywy – tak to według naszych ludzkich możliwości próbujemy zgłębić. Jeden, to potrzeba przeżycia we wspólnocie najważniejszego dla Żydów świątecznego wieczoru, zwłaszcza że był to dla Jezusa ostatni taki wieczór. Drugi, to zamiar przekazania podczas tej uczty wielkiego Daru Miłości dla uczniów Jezusa na wszystkie czasy. Niestety, świadomości wielkiej doniosłości tej chwili uczniowie chyba nie mieli i z gorącym pragnieniem Jezusa chyba się rozminęli, o czym najmocniej świadczy ich postawa w Ogrodzie Oliwnym – po takich przeżyciach zwyczajnie posnęli.

Kiedy uświadamiamy sobie, że to boskie pragnienie Jezusa trwa i że każda Eucharystia jest i powinna być wielkim świętem, może warto postawić sobie pytanie: „Jak to jest z moim przychodzeniem do Wieczernika Pana, zwłaszcza na niedzielną Mszę świętą?”  W przestrzeni odczuć – od wielkiej wdzięczności i radości, że mnie Pan zaprosił i do swego stołu dopuścił czyli wyświadczył mi wielką łaskę, aż po postawę, że ja Panu Bogu „robię łaskę” gdy przychodzę do kościoła – jakie jest moje nastawienie i przeżywanie każdej Eucharystii? Być może warto się nad tym zastanowić, zanim podejmiemy w rekolekcyjnym duchu kolejne tematy w naszej Pielgrzymce, zapraszające do głębszego i pobożniejszego udziału w Eucharystii i spotkania się w niej z gorącą miłością Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie.

To pytanie o właściwe nastawienie i związany z tym problem postawy wobec Jezusa, można też odnieść do naszego udziału w Pielgrzymce. Czy ten czas jest dla mnie darem od Pana (pomyśl – zdrowie, wykrojone wolne dni, ludzie, z którymi idę, życzliwość gospodarzy, itp.) oraz radosną szansą na odnowienie ducha i pogłębienie wiary, czy też przyjmuję postawę kogoś, kto wybierając się na Pielgrzymkę tak bardzo się poświęcił i zaofiarował, że mu się teraz wszystko należy? U progu naszej drogi dobrze byłoby sobie na te pytania uczciwie odpowiedzieć. To się wiąże z podjęciem i oczyszczeniem swoich intencji, z rzetelnym włączeniem się w proponowany w grupie program kolejnych dni, z nastawieniem na budowanie wspólnoty (zwłaszcza w trudnych chwilach!), z duchem radości, którym powinniśmy się nieustannie nawzajem zapalać.

Dla tych, którzy idą pierwszy raz, to wewnętrzne „poukładanie” siebie jest szczególnie ważne, aby Pielgrzymka nie była tylko swoistym pobożnym rajdem i tygodniem ciekawej przygody – może trochę zaprawionej zmęczeniem. Ale i wieloletni pielgrzymi powinni odnaleźć w sobie potrzebę odnowienia tego, co decyduje o wartości i sensie pielgrzymowania.

„Pan Wieczernik przygotował”, więc każdy z nas, na pierwszych kilometrach tej pielgrzymiej drogi, musi też sobie postawić pytanie: „Czy jestem w stanie łaski uświęcającej, abym podczas codziennej Eucharystii mógł zasiąść przy uczcie Pana? Jeśli moje serce nie jest odpowiednio przygotowane, warto wykorzystać możliwość przyjęcia sakramentu Pokuty w drodze – zwykle kapłani na końcu grupy są do dyspozycji. Módlmy się też często za tych, którym jest trudno przełamać się do spowiedzi świętej i otworzyć swoje serce dla Pana. Módlmy się też za spowiedników, by pełni Ducha Świętego mogli wypełniać swoją posługę.

Koniecznie trzeba dodać do naszego rozważania o Wieczerniku i o Pielgrzymce jeszcze jeden aspekt. Pan Jezus do Wieczernika zaprosił swoich uczniów – wspólnotę i na Eucharystii gromadzimy się jako wspólnota. Przypominają o tym wielokrotnie sformułowania modlitw w czasie Mszy świętej – „Pan z wami”, „Ciało za was wydane”, „Ojcze nasz”, „odpuść nam nasze winy” itp. Eucharystia jest zawsze „wydarzeniem” Kościoła, nawet wtedy, gdy schorowany ksiądz odprawia Mszę świętą samotnie na swoim łożu boleści.

Podobnie trzeba myśleć o Pielgrzymce. Oczywiście, każdy własnymi siłami pokonuje kolejne kilometry drogi, ale nikt nie może być tutaj sam, a jeszcze bardziej nikt nie może być tutaj dla siebie. Pielgrzymka jest „wydarzeniem” wspólnoty, Kościoła w drodze. Trudne doświadczenia pandemii, jakie mamy za sobą oraz niesione w sercu osobiste bole i zranienia (a czasem doskwierający ból nóg czy pleców i piekące pęcherze) mogą nie ułatwiać otwierania się na siebie nawzajem i budowania prawdziwej wspólnoty. Ale warto postawić sobie od początku naszej wspólnej drogi jako ważne zadanie przesłanie Ojca  Świętego Franciszka z jego encykliki „Fratelli tutti”: „budować teraźniejszość pokoju w spotkaniu z drugim człowiekiem”.

Liczy się więc każde wypowiedziane słowo, by płynęło bardziej z serca niż z ust, każdy gest dobroci i pomocy, każde „ugryzienie się w język”, gdy mi się coś nie podoba, każde spojrzenie na drugiego jako na brata i siostrę, a nie jak na rywala czy konkurenta. Nasza pielgrzymia droga ma nas wciąż bardziej uczyć, jak realizować życiową drogę do Domu Ojca. Wszystkie nasze starania powierzajmy Maryi – Matce Pięknej Miłości i Królowej Pokoju.

  1. „Nalał wody do miednicy i zaczął umywać uczniom nogi” (por. J 13,5)

Tę scenę z Wieczernika, łącznie z dialogiem Jezusa z Piotrem, który nie chciał, by Mistrz obmywał mu stopy – wszak była to wtedy posługa niewolników, opisuje tylko święty Jan. Ten najbardziej związany uczuciowo z Jezusem apostoł musiał mocno przeżyć tę niesamowitą lekcję miłości i pokory. On też przekazuje nam związane z tym wydarzeniem pouczenie Jezusa: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15). W dalszej części janowego przekazu wydarzeń Wielkiego Czwartku otrzymujemy naukę o Krzewie Winnym i potrzebie zjednoczenia z nim, by przynosić owoc obfity, o przykazaniu wzajemnej miłości i miłowania nieprzyjaciół, o znoszeniu prześladowań i o trwaniu w jedności. To wszystko, jako testament Jezusa, jest dla nas niesamowicie ważnym i niesamowicie trudnym zadaniem. Wiedział o tym dobrze Pan Jezus, gdy mówił: „Beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

Całe to pouczenie Jezusa odczytujemy jako nieustannie aktualne wezwanie do życia w ofiarnej miłości. To zadanie płynące z Wieczernika Wielkiego Czwartku jest też głównym tematem naszego rozważania. Można powiedzieć, że prawdziwa miłość jest zawsze ofiarna, gdyż jest ona darem z siebie dla dobra bliźniego, ale Jezus obmywający nogi uczniom zawiesił tę poprzeczkę ofiarnej miłości niezwykle wysoko. Uczynił bowiem to, czego nikt od Niego nie oczekiwał i co tak bardzo zaskoczyło Piotra.

Niech przewodnikiem do rozważenia i przyjęcia w konkretach życia postawy ofiarnej miłości wobec bliźnich będzie nam Ojciec Święty Franciszek, który pięknie pisał o tym w encyklice „Fratelli tutti”. Jego nauka zawarta w drugim rozdziale tego dokumentu, zatytułowanym „Cudzoziemiec na drodze”, oparta jest na ewangelicznej przypowieści Jezusa o miłosiernym Samarytaninie, którą Pan przytoczył w odpowiedzi na pytanie uczonego w Piśmie: „Kto jest moim bliźnim?” (Łk 10,25–37). Papież wyakcentował kilka ważnych szczegółów w postawie zarówno kapłana i lewity, jak też Samarytanina, a ponadto wskazał na konkretne zagrożenia w postawie prawdziwej miłości stojące przed każdym z nas. Pomyślmy o tym wspólnie.

Najpierw dar czasu poświęconego drugiemu człowiekowi, zwłaszcza w potrzebie. Dla Samarytanina wszystko inne stało się mniej ważne w obliczu nieszczęścia tego poranionego człowieka, choć pewnie miał swoje plany. Związane jest z tym niebezpieczeństwo obojętności na czyjąś biedę – ja mam swoje sprawy, po co mi kłopoty związane z zaangażowaniem się, ja idę swoją drogą. Tak zareagowali kapłan i lewita, a nieco dalej w swym tekście papież określił tę postawę zwrotem: „ci, którzy idą drogą patrząc w inną stronę”.

Ojciec Święty nazywa taką postawę analfabetyzmem w towarzyszeniu i opiece nad drugimi, a podłoże do takiej postawy widzi w chorym i nieczułym społeczeństwie. Puentuje papież: „życie każdego z nas jest związane z życiem innych, życie nie jest czasem, który przemija, ale czasem spotkania”. (p. 66)

Drugim wyakcentowanym w nauczaniu papieża tematem wydobytym z tej przypowieści jest godność osoby ludzkiej i konieczność dokonywania wyborów. Oczywistą musi być prawda, że to opowiadanie nie przekazuje nauczania o ideałach abstrakcyjnych. Ono ukazuje nam istotną cechę człowieka – zostaliśmy stworzeni do pełni, którą możemy osiągnąć tylko w miłości. Idzie zatem nie tylko o to, że ten poszkodowany człowiek ma swoją godność i nie należy być wobec niego obojętnym, ale my sami przez obojętność na ludzkie cierpienia możemy zaprzeczyć własnej ludzkiej godności. Pisze  Ojciec Święty: „… jedynym wyjściem jest być jak miłosierny Samarytanin. Każdy inny wybór stawia nas albo po stronie zbójców, albo po stronie tych, którzy przechodzą obok, nie okazując współczucia dla cierpienia człowieka poranionego przy drodze.” (p. 67)

Jest jeszcze jeden ważny kierunek spojrzenia Ojca Świętego Franciszka na omawiany problem. Pisze o tym w punkcie 74: „W tych, którzy mijają z oddali, jest pewien szczegół, którego nie możemy lekceważyć: byli to ludzie religijni. Co więcej poświęcali się oddawaniu czci Bogu. … (i nieco dalej) fakt wiary w Boga i oddawania Mu czci nie gwarantuje życia, jakie podoba się Bogu. … Paradoks polega na tym, że niekiedy ci, którzy deklarują się jako niewierzący, mogą żyć wolą Bożą lepiej niż osoby wierzące”. Nic dodać, tylko przemyśleć i zapamiętać!

Dodajmy ostatni ważny element wydobyty z tej papieskiej nauki, zawarty w punkcie 78. Samarytanin nie działał sam, pojedynczo. On szukał gospodarza, któremu powierzył (i opłacił) opiekę nad poszkodowanym. Dla niesienia dobra i realizacji ofiarnej miłości wezwani jesteśmy do zaproszenia innych i spotkania się w „nas”, które jest silniejsze niż suma małych indywidualności. Ojciec Święty woła: „Pamiętajmy, że całość jest czymś więcej niż część i czymś więcej niż ich prosta suma”. Ten akcent wspólnotowy w ofiarowanej miłości, choćby w drobiazgach, na Pielgrzymce ma szczególne znaczenie.

Nie są to zapewne wszystkie ważne prawdy wydobyte z papieskiego nauczania i nie wszystkie te, których realizacja pomaga do uczynienia naszego życia darem ofiarnej miłości dla drugich. Ale warto zabrać – na pielgrzymi szlak i na całe życie – jako niedościgły dla nas wzorzec i nieustanne wezwanie do życia w prawdziwej miłości dwa ewangeliczne obrazy: miłosiernego Samarytanina  i Jezusa obmywającego uczniom nogi.

  1. „ Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje … Pijcie, to jest moja Krew Przymierza”
    (Mt 26,27n)

Podczas każdej Mszy świętej słowa konsekracji przypominają trzeci bardzo ważny moment wielkoczwartkowego wieczoru – ustanowienie Eucharystii. Zanim Jezus ofiarował się na Krzyżu za zbawienie świata, zanim pozwolił wyniszczyć swoje Ciało i przelać Boską Krew, zamknął tę Tajemnicę w sakramentalnych znakach i polecił Kościołowi składać tę Bezkrwawą Ofiarę po wieczne czasy. Ta Ofiara Miłości trwa. Eucharystyczne znaki same w sobie są symbolem ofiary – ziarno na chleb musi być zmielone i winne grona muszą być zmiażdżone. Tak jak Jezus pozwolił się wyniszczyć aż do końca, najdosłowniej do ostatniej kropli Boskiej Krwi, tak każdy z nas wezwany jest do ofiarowania swego życia dla drugich, także a może nawet zwłaszcza, za cenę ofiary. Nasze życie możemy nieustanie czynić darem ofiarnej miłości dla bliźnich, zwłaszcza tych, którzy znajdują się w potrzebie. Ale też możemy na każdej Mszy świętej ten nasz ofiarny dar włączać w ofiarę Chrystusa i prosić, by to nasze „zmielone i zmiażdżone” życie  On sam przemieniał wraz z sakramentalnymi darami. Przypominają o tym słowa III modlitwy eucharystycznej: „niech On nas uczyni wieczystym darem dla Ciebie”.

Ta Ofiara i Pamiątka Pana jest z Jego woli jednocześnie Ucztą, na którą On nieustannie nas zaprasza. Jakże mocno brzmią słowa: „bierzcie”, „jedzcie”, „pijcie”. Pamiętamy, że kiedy Jezus zapowiadał tę ucztę z swego Ciała i swojej Krwi, Żydzi odwrócili się od Niego, bo słów tych nie rozumieli i były dla nich nie do przyjęcia. Wszystko wyjaśniło się w Wieczerniku, a my przyjmujemy ten Święty Dar jako najcenniejszy skarb, samego Jezusa. Nieprzypadkowo nazywamy ten Święty Pokarm Komunią (communio – jak jeden – zjednoczenie), przecież bliżej już być ze sobą nie można. Jezus zapewnia nas, że ta bliskość z Nim tu na ziemi jest zadatkiem ostatecznego zjednoczenia: „Kto spożywa ten Chleb, będzie żył na wieki” (J 6, 58). Nieco wcześniej (w. 53), w tej samej mowie eucharystycznej uczył Pan Jezus: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie”. Eucharystia zatem, to nie tylko zadatek i przedsmak wieczności. Ona ma się stać źródłem i treścią naszego życia na co dzień, Jezus w Eucharystii daje życie i z Niego czerpiemy duchowe siły do życia w ofiarnej miłości. Bez tej mocy płynącej z częstej Komunii świętej, byłoby trudno uczynić nasze codzienne życie darem ofiarnej miłości. Można powiedzieć, że niebezpiecznie jest zbyt rzadko przyjmować Jezusa w Komunii świętej, bo może zabraknąć sił do ofiarnego życia i wtedy egoistycznie zamykamy się w sobie.

Ale jest też inne niebezpieczeństwo, które zagraża i warto je rozważyć. Wielu z nas przywykło do częstego przystępowania do stołu Pańskiego (oby zawsze godnie i z prawdziwym pragnieniem serca!), ale nie zawsze przynosi to owoce tej ofiarnej miłości dla bliźnich. Może warto tę zależność pomiędzy udziałem w Komunii i życiem w ofierze przeanalizować i włączyć do rachunku sumienia.

Pewnie nie raz już słyszeliśmy o takich osobach, które latami przez cierpienie składały ofiarę ze swego życia i nawet nie korzystały ze zwyczajnego pokarmu, tylko z Eucharystii – jak choćby francuska mistyczka Marta Robin (1902 – 1981) 50 lat bez jedzenia albo niemiecka stygmatyczka Teresa Neumann (1898 – 1962) 36 lat bez pokarmu. To oczywiście nie jest nasza droga – trzeba normalnie jeść i pić (na Pielgrzymce jest to szczególnie ważne!), aby naszemu ciału nie zabrakło siły. Trzeba jednak tym bardziej korzystać z daru Eucharystii, aby nasza dusza była mocna i zawsze gotowa do ofiarnej miłości.

         Zakończenie

Zatrzymaliśmy się dzisiaj w pielgrzymkowym programie, jak apostołowie w Wielki Czwartek wokół stołu Wieczernika. Próbowaliśmy wydobyć z tej szczególnej chwili dla naszego pożytku kilka, chyba ważnych myśli – o potrzebie gorliwości i wdzięczności za zaproszenie do Wieczernika, o postawie ofiarnej i konkretnej miłości wobec bliźnich oraz o potrzebie częstej Komunii świętej. Może się komuś jeszcze inne refleksje nasuną – warto się nimi podzielić ze wspólnotą.

Pan Wieczernik przygotował, swój zaprasza lud.
Dla nas wszystkich dom otworzył i zastawił stół.
Przystępujmy z dziękczynieniem, pożywajmy Chleb,
pijmy Napój nieśmiertelnych, aby życie mieć.

KONFERENCJA II

Temat dnia: Wokół stołu Wieczernika

Temat konferencji: Rodzina wokół ołtarza i domowego stołu.

PAPIEŻ FRANCISZEK

Audiencja generalna 11 listopada 2015

Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

Dziś zastanowimy się nad charakterystyczną cechą życia rodzinnego, którą przyswaja się od pierwszych dni życia: jest nią wspólne spożywanie posiłków, a więc umiejętność dzielenia się dobrami życia i odczuwania radości, że można to robić. Dzielenie się, umiejętność dzielenia się to cenna cnota! Jej symbolem, «ikoną» jest rodzina zgromadzona wokół stołu w domu. Wspólny posiłek — a więc dzielenie się nie tylko potrawami, ale i uczuciami, opowiadaniami, wydarzeniami... — to doświadczenie o zasadniczym znaczeniu. Kiedy obchodzone jest jakieś święto, urodziny, jakaś rocznica, wszyscy spotykają się przy stole. W niektórych kulturach jest taki zwyczaj również w okolicznościach żałoby, by być blisko osoby pogrążonej w bólu po stracie członka rodziny.

Wspólne spożywanie posiłków jest niezawodnym wskaźnikiem, pozwalającym stwierdzić, jaki jest stan zdrowia relacji: jeśli w rodzinie nie dzieje się dobrze, jeśli jest jakaś ukryta rana, przy stole można to natychmiast zrozumieć. Rodzina, która prawie nigdy nie je razem lub w której przy stole się nie rozmawia, lecz ogląda się telewizję bądź wpatruje w smartfon, jest rodziną «mało rodzinną». Kiedy dzieci przy stole są przyklejone do komputera lub do telefonu i nie słuchają jedno drugiego, nie jest to rodzina, ale pensjonat.

Chrześcijaństwo ma szczególne powołanie do gromadzenia się przy wspólnym stole, wszyscy o tym wiedzą. Pan Jezus chętnie nauczał przy stole i niekiedy przedstawiał królestwo Boże jako radosną ucztę. Również przy stole Jezus zechciał przekazać uczniom swój duchowy testament — uczynił to przy wieczerzy — zawarty w geście, który upamiętnia Jego Ofiarę: w darze Jego Ciała i Jego Krwi jako pokarmu i napoju zbawienia, które karmią prawdziwą i trwałą miłość.

W tej perspektywie możemy powiedzieć, że rodzina jest «w domu» na Mszy św., właśnie dlatego, że wnosi w Eucharystię swoje doświadczenie wspólnoty stołu i otwiera ją na łaskę powszechnego wspólnego ucztowania, miłości Bożej do świata. Przez uczestniczenie w Eucharystii rodzina zostaje oczyszczona z pokusy zamknięcia w sobie, umocniona w miłości i wierności, oraz rozszerza granice swojego braterstwa według serca Chrystusa.

W tej naszej epoce, naznaczonej przez tyle ciasnoty oraz zbyt liczne mury, wspólne spożywanie, rodzące się w rodzinie, a rozszerzane przez Eucharystię, staje się szansą o kluczowym znaczeniu. Eucharystia i rodziny, które się nią karmią, mogą przezwyciężyć zamknięcie i budować mosty akceptacji i miłości. Tak, Eucharystia Kościoła rodzin, potrafiących przywrócić wspólnocie czynny zaczyn wspólnego spożywania i wzajemnej gościnności, jest szkołą ludzkiej integracji, która nie lęka się spotkania! Nie istnieją mali, sieroty, słabi, bezbronni, poranieni i rozczarowani, zdesperowani i opuszczeni, których wspólna Uczta Eucharystyczna rodzin nie mogłaby nakarmić, posilić, ochronić i ugościć.

Pamięć o cnotach rodzinnych pomaga nam zrozumieć. My sami poznaliśmy i wciąż poznajemy cuda, jakie mogą się wydarzyć, kiedy matka swoim spojrzeniem, względami, opieką i troską otacza cudze dzieci, a nie tylko własne. Do wczoraj wystarczała jedna mama dla wszystkich dzieci na podwórku! A także, dobrze wiemy, jak silny staje się lud, w którym ojcowie są gotowi zapewniać obronę dzieciom wszystkich, ponieważ uważają dzieci za niepodzielne dobro, i są szczęśliwi i dumni z tego, że je chronią.

Dziś wiele kontekstów społecznych stwarza przeszkody do wspólnego spożywania posiłków przez rodzinę. To prawda, dziś nie jest to łatwe. Musimy znaleźć sposób na przywrócenie tego. Przy stole się rozmawia, przy stole się słucha. Nie należy zachowywać milczenia, tego milczenia, które nie jest milczeniem mniszek, lecz milczeniem egoizmu, gdzie każdy zajmuje się sobą, albo telewizją czy komputerem... i nie rozmawia się. Nie, nie należy milczeć. Trzeba przywrócić to wspólne przebywanie rodziny przy stole, nawet jeśli musi być dostosowane do naszych czasów. Wydaje się jakby wspólne posiłki stały się czymś, co się kupuje i sprzedaje, ale wtedy jest to czymś innym. A odżywianie się nie zawsze jest symbolem sprawiedliwego podziału dóbr, obejmującego także tych, którzy nie mają ani chleba, ani więzi uczuciowych. W krajach bogatych nakłania się nas do wydawania pieniędzy na żywność w nadmiarze, a potem znów do tego, by pozbyć się nadmiaru. I ta bezsensowna «transakcja» odwraca naszą uwagę od prawdziwego głodu ciała i duszy. Kiedy nie ma wspólnoty spożywania, panuje egoizm, każdy zajmuje się sobą. A reklama sprowadziła je do chrapki na batonik lub ochoty na słodycze. A tymczasem wielu, zbyt wielu braci i sióstr jest wykluczonych ze stołu. To trochę wstyd!

Popatrzmy na tajemnicę Uczty Eucharystycznej. Pan łamie swoje Ciało i przelewa swoją Krew za wszystkich. Naprawdę nie ma podziału, który mógłby ostać się tej Ofierze komunii; tylko postawa fałszu, wspólnictwa ze złem może z niej wykluczyć. Żaden inny dystans nie może oprzeć się bezbronnej mocy tego łamanego chleba i tego przelewanego wina, sakramentu jedynego Ciała Pańskiego. Żywe i życiodajne przymierze rodzin chrześcijańskich, które poprzedza, wspiera i przyjmuje w dynamice swej gościnności codzienne trudy i radości, współpracuje z łaską Eucharystii, potrafiącą tworzyć wciąż nową komunię swoją mocą, która włącza i zbawia.

Chrześcijańska rodzina w ten właśnie sposób ukaże rozległość swego prawdziwego horyzontu, który jest horyzontem Kościoła Matki wszystkich ludzi, wszystkich opuszczonych i wykluczonych, we wszystkich ludach. Módlmy się, aby to wspólne spożywanie w rodzinie mogło wzrastać i dojrzewać w czasie łaski zbliżającego się Jubileuszu Miłosierdzia.

2) Rozważania różańcowe

Tajemnice Radosne

1.Zwiastowanie NMP

Maryja przyjmuje powołanie, którym Bóg ją obdarzył. Ma być Matką Syna Bożego, a zarazem ma stać się żoną i ma tworzyć rodzinę. Bóg obdarza różnymi powołaniami. Najczęściej jednak powołaniem do małżeństwa, co idzie w parze z tworzeniem nowej rodziny, byciem ojcem lub matką. Wielu jednak nie chce odpowiedzieć na Boże wezwanie lub odpowiada częściowo, wtedy próbuje żyć na próbę, połowicznie, na chwilę. Ucz nas Maryjo mówić „Tak” dla rodziny i małżeństwa, ucz nas powtarzać „tak”, choć już tyle lat jesteśmy po przysiędze małżeńskiej.

2. Nawiedzenie Elżbiety

Maryja po doświadczeniu Łaski Bożej z pośpiechem pędzi do swojej krewnej, by głosić jej łaskawość Boga. Daje nam świetny przykład, bo pokazuje nam, że musimy głosić Chrystusa także w naszych rodzinach. Zobowiązani do tego są wszyscy: rodzice, dziadkowie, dzieci, rodzeństwo i dalsi krewni. Jesteśmy odpowiedzialni za przekaz wiary w naszych rodzinach. Naucz nas Maryjo, czynić to skutecznie i bez zbędnej zwłoki.

3. Narodzenie Pana Jezusa

Czy może być bardziej rodzinna sytuacja niż ta? Kochające się małżeństwo, rodzące sięupragnione potomstwo. Piękny obraz. Dziś niestety coraz rzadziej spotykany. Teraz moda na związki partnerskie, zwlekanie z poczęciem dziecka. Święta Rodzino z Nazaretu, ucz nas zakładać rodziny na wzór Waszej, kochającej się i otwartej na dziecko rodziny. A rodzinom już istniejącym pomóż upodabniać się na Wasz Boży wzór.

4. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni

Maryja i Józef ofiarowują Bogu w świątyni swojego Syna, Jezusa. Oddają Bogu, tego kto był dla nich niezwykle ważny i cenny. A kogo i co my umiemy Bogu oddać? Czy potrafię zgodzić się na kapłaństwo syna, życie zakonne córki, stały diakonat męża? Czy potrafię Bogu poświęcić swój najlepszy czas, radość, smutki i choroby? Naucz nas Święta Rodzino, oddawać nasze rodziny samemu Bogu.

5. Znalezienie Pana Jezusa w świątyni

Maryja i Józef  znajdują Jezusa w świątyni, w kościele. Znajdują Go, jak sam twierdzi, na swoim miejscu. Także każda rodzina ma swoje miejsce w Kościele. Wspólnota Kościelna troszczy się o każdą rodzinę i zaprasza je do szczególnej obecności we wspólnocie, poprzez udział w różnych grupach: Odnowie w Duchu Świętym, Domowym Kościele, Różach Różańcowych, Bractwie św. Józefa. Wtedy o wiele trudniej zgubić Jezusa, a gdy się nawet zagubi, wtedy łatwiej Go odnaleźć. Naucz nas Święta Rodzino, znaleźć swoje miejsce w Kościele.

3) Myśl przed Aniołem Pańskim

Sto lat temu - 20 marca 1921 roku - odbył się na Górnym Śląsku plebiscyt. Jego mieszkańcy poszli masowo do urn by powiedzieć, czy chcą mieszkać w Niemczech, czy w Polsce. Elity polityczne miały świadomość, że w wyniku Wielkiej Wojny granice państw muszą ulec przesunięciu. W niektórych miejscach w Europie postanowiono pytać w powszechnym głosowaniu, którędy mają one przebiegać. Podobne jak na Śląsku, plebiscyty odbywały się także w Szlezwiku-Holsztynie, Burgenlandzie, na Warmii i Mazurach i w innych regionach.

Głosowanie na Śląsku odbywało się w Niedzielę Palmową przy mocno pochmurnej pogodzie i niebywale wysokiej frekwencji - 97 procent. Nie zanotowano istotnych incydentów. Przyczynił się do tego z pewnością zarówno początek Wielkiego Tygodnia, jak i pilnująca porządku Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa, czyli de facto wojska okupacyjne francuskie, brytyjskie i włoskie, oraz organizowana lokalnie mieszana polsko-niemiecka policja plebiscytowa APO. 

Na Śląsk przyjechało głosować z Niemiec ponad 180 tys. osób urodzonych na Śląsku, ale mieszkających poza nim oraz 10 tys. Polaków spoza prowincji górnośląskiej. Jechano pociągami setki, a czasem tysiące kilometrów, by dotrzeć do miejsca urodzenia i oddać głos. Tym przybyszom trzeba było zapewnić transport, nakarmić ich, zagwarantować opiekę medyczną. To przedsięwzięcie powiodło się znakomicie.

Mieszkańców Śląska nie pytano o ich narodowość, lecz o to, w jakim państwie chcą mieszkać. Mieli zdecydować, czy Górny Śląsk ma być dołączony do nowo utworzonego - po latach rozbiorów - państwa polskiego, czy ma pozostać w granicach Niemiec. Polska była z pewnością dla wielu głosujących tworem dość enigmatycznym, skoro jej 120 lat na mapie Europy nie było. Państwo niemieckie było obarczone klęską w I wojnie światowej oraz ciężarem czekających go potężnych reparacji wojennych. Wielu obawiało się na taki kraj głosować. Historycy nazywają to ucieczką spod sztandaru pokonanych. W takiej sytuacji Górnoślązacy stawali przed urną, dostając do ręki dwie kartki. Jedną z napisem “Deutschland - Niemcy”, drugą z nazwą “Polska - Polen”. Wrzucając jedną z nich do urn, wybierali rzeczywistość, w której - ich zdaniem - będzie się lepiej żyło.

Materiały propagandowe - region był wtedy wręcz oblepiony plakatami i zasypany ulotkami - towarzyszące plebiscytowi potwierdzały różnorodność językową, narodową i kulturową Śląska. Były nie tylko dwujęzyczne. Nie brakowało i takich, w których w języku niemieckim wzywano do optowania za Polską lub odwrotnie. Na plakatach umieszczano patetyczne hasła i obrazy odwołujące się do symboliki narodowej, na innych Ślązacy znajdowali treści krotochwilne, prześmiewcze, wzmocnione nierzadko złośliwymi rymowankami i nierzadko właśnie one silniej przemawiały do mieszkańców Śląska. Posługiwano się wreszcie także motywami religijnymi. Postacią szczególnie często w tym kontekście przywoływaną była św. Jadwiga Śląska.

Ostatecznie za Niemcami opowiedziało się niemal 60 procent uprawnionych, za Polską 40 procent.

Głosy za Polską zostały oddane przede wszystkim we wschodniej części obszaru plebiscytowego. W zachodniej części przeważały głosy za Niemcami. W niemal wszystkich miastach powiatowych oraz powiatach głubczyckim, kluczborskim, kozielskim, opolskim, raciborskim i w enklawach powiatów namysłowskiego i prudnickiego padł wynik korzystny dla Niemiec. Jak zauważył - patrząc na mapę wyników głosowania jeden z ówczesnych działaczy plebiscytowych - przypominała ona we wschodniej części ciasto ze śliwkami. W morzu głosów oddanych na wsiach za Polską uwidaczniały się duże ośrodki miejskie - plamy głosów oddanych za Niemcami. Wytyczenie na tej podstawie ciągłej granicy było bardzo trudne, a czasem po prostu niewykonalne. Wkrótce miało się okazać, że plebiscyt kartkowy był tylko wstępem do plebiscytu krwi.

4) Myśl przed Koronką do Bożego Miłosierdzia

NIE MA POKOJU BEZ PRZEBACZENIA.

„Ciągle was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depce. Ten ostatni przegrał. Kto nienawidzi – przegrał! Kto mobilizuje nienawiść – przegrał! Kto walczy z Bogiem Miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie, za nieprzyjaciół swoich. Z doświadczenia wieków Kościół wydobył potężną naukę o godności ludzkiej, której trzeba bronić przez miłość, jaką winniśmy mieć ku każdemu człowiekowi. Dopiero wtedy zrozumiemy, co Kościół wnosi w nowe tysiąclecie”

(Warszawa, 24 czerwca 1966 r.)

Słowa Prymasa Wyszyńskiego, wypowiedziane w millenijnym, 1966 roku, są echem ewangelii o pokoju: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję…” (zob. J 14, 27). Pokój, który daje Chrystus wyrasta z niezmierzonej głębi Bożego miłosierdzia. Taki jest nasz Bóg, że najpełniej objawia swoją wszechmoc w łasce przebaczenia… O Nim przypomniał nam Papież Franciszek, w Roku Miłosierdzia, przywołując myśl św. Augustyna: „Łatwiej jest Bogu powstrzymać gniew, aniżeli miłosierdzie.”

Codziennie, przy różnych okazjach i z różnych powodów powtarzamy w Modlitwie Pańskiej: „…I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…” (por. Mt 6, 12). Codziennie powtarzamy słowa o przebaczeniu ale czy codziennie przebaczamy?…

Prosimy, by Ojciec bogaty w miłosierdzie, najpierw nam przebaczył, abyśmy mieli z czego czerpać. Bo miłość nie jest z nas – ona jest z Boga. Zawsze. I tylko z Boga. Bo tylko Bóg – nie człowiek - jest miłością. Bóg jest wielki przez to, że zawsze przebacza temu, kto prosi. Człowiek jest wielki w oczach Boga, gdy prosi o przebaczenie, gdy przebacza, ponieważ dobrze pamięta, że Bóg mu przebaczył. I to tyle już razy!...

Jezus w domu faryzeusza Szymona, wskazując na jawnogrzesznicę, przytuloną do Jego stóp, powiedział: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje” (zob. Łk 7, 47).

Czyż nasz Pan, nie chce nam w ten sposób wskazać, gdzie jest źródło miłości większej, silniejszej? Jeśli chcesz być zdolnym do takiej miłości - częściej proś o przebaczenie. Każdego. Zacznij od Boga. Od kratek konfesjonału aż po codzienne, kierowane w stronę bliźnich, bliższych i dalszych: „Wybacz mi!... Przepraszam!  I za to, co powiedziałem, co zrobiłem.. Również za to, czego nie powiedziałem a powinienem, czego nie zrobiłem a było konieczne… Wybaczysz mi? Ten siedemdziesiąty siódmy już raz? Czy mi wybaczysz?”

Nie wystarczy odłożyć broń lub miażdżące innych argumenty, by zapanował pokój; w rodzinie, w Ojczyźnie, w świecie… Trzeba wciąż, na nowo, uzbrajać się w miłość, najpierw siebie karmiąc dobrem czerpanym z Boga.

Czy to nie zastanawiające, że w ewangeliach nie ma ani słowa o Maryi przebaczającej komukolwiek? I nie musi być. Jakże bowiem Matka Jezusa przeżyłaby pod krzyżem Syna, będąc cała bólem i cierpieniem, bez przebaczenia? Jak doczekałaby świtu zmartwychwstania, jeśli Jej serce pełne przebaczenia, nie byłoby silne słowem Boga, wypełnione aż po brzegi Jego łaską? Jeśliby Maryja właśnie tam, na Golgocie, nie przebaczyła krzywdzicielom Syna, tak, jak On im przebaczył, to czy byłaby Matką miłosierną?...

Maryjo, strzeż mego serca, by nie oduczyło się przebaczać…

Maryjo, Matko miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, bądź pozdrowiona, pełna łaski i przebaczenia…

Miłosierdzie Boże,

przede wszystkim w sakramencie chrztu i pokuty,

ufamy Tobie!