Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Czwartek

Opublikowano: niedziela, 08 sierpień 2021

Czwartek – 19.08

1) Konferencje

KONFERENCJA I

Temat dnia: Zanurzyć się w liturgii

Temat konferencji: Czym na prawdę jest liturgia?

Na jednym ze wzgórz Rzymu - Awentynie, znajduje klasztor Benedyktynów wraz z uczelnią św. Anzelma. Do tego miejsca przybywają studenci z całego świata, aby zgłębiać liturgikę, która jest nauką o liturgii. Tuż obok benedyktyńskich zabudowań, mieści się popularna atrakcja turystyczna, brama do ogrodu maltańskiego, z dziurką od klucza umożliwiającą podziwianie skrawka tajemniczego ogrodu, a zarazem pozwalająca na dostrzeżenie kopuły bazyliki św. Piotra na Watykanie.

Mając na względzie bogactwo, jakie kryje się pod zagadnieniem liturgia, można porównać próbę podejmowania tego tematu do takiego spoglądania na tajemniczy ogród przez dziurki od klucza niezliczonej ilości drzwi i bram. Za każdym razem, możemy dostrzec coś innego. Spoglądać możemy  pod kątem historii, teologii, prawa kościelnego, sztuki, muzyki i jeszcze wielu innych dziedzin.  Choć sam termin liturgia, odsyła nas do wymiaru religijnego, został on jednak zapożyczony i wprowadzony do języka kościelnego.

Słowo liturgia pochodzi z jęz. greckiego leitourgia, składa się z dwóch części:

leitos – lud/ludowy, należący do ludu

ergon – czyn, działanie

W kulturze greckiej terminem liturgia określano różne czyny polityczne i społeczne. Termin ewoluował nabierając znaczenia kultycznego – oddawania czci bogom. W Starym Testamencie pod pojęciem liturgia rozumie się służbę religijną wykonywaną przez kapłanów. Zatem był terminem technicznym dla wyrażenia kultu publicznego. W Nowym Testamencie termin leiturgia odnosił się do kultu starotestamentalnego.

Choć o istnieniu liturgii chrześcijańskiej możemy mówić od początków Kościoła, to dopiero w XX w., spotykamy się z uszczegółowieniem pojęć. W roku 1947 ukazała się Encyklika papieża Piusa XII Mediator Dei o Świętej Liturgii, w której czytamy:

„Liturgia święta stanowi więc kult publiczny, jaki Zbawiciel nasz, Głowa Kościoła, żywi dla Ojca Niebieskiego, i jaki społeczność wiernych oddaje Założycielowi swojemu, a przezeń Ojcu Przedwiecznemu. Krótko mówiąc, liturgia obejmuje całkowity kult publiczny Ciała Mistycznego Jezusa Chrystusa, a więc Jego Głowy i członków.” Papież wskazał również, co należy rozumieć pod pojęciem liturgii: na pierwszym miejscu Eucharystia, dalej pozostałe sakramenty i modlitwa brewiarzowa.

To nauczanie spotykamy następnie w pracach Soboru Watykańskiego II.  Kościół od ostatniego soboru zaczął na nowo odkrywać wartość liturgii. Stało się to możliwe dzięki różnym czynnikom, jak np.: rozwój nauki i coraz lepszy dostęp do różnego rodzaju źródeł.  W roku 1963, pierwszym dokumentem opublikowanym w ramach prac Soboru Watykańskiego II była właśnie Konstytucja o Liturgii (KL) – Sacrosanctum Concilium, której ponadczasowe sformułowane brzmi: „Liturgia (…) jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc.” (KL 10)

Niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie liturgii jest – emerytowany papież Benedykt XVI. W katechezie wygłoszonej w roku 2012 powiedział: „(…) Rozpoczynając (…) od kwestii liturgii Sobór w bardzo jasny sposób ukazał prymat Boga, Jego absolutne pierwszeństwo. Bóg przede wszystkim: właśnie o tym mówi nam soborowa decyzja, by wychodzić od liturgii.”

W tej katechezie Benedykt XVI wskazał na istotę liturgii:

„(…) liturgia, jest uprzywilejowanym miejscem, w którym Bóg przemawia do każdego z nas, tu i teraz, i oczekuje naszej odpowiedzi….”. Nieco dalej papież przywołał nauczanie Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Celebracja sakramentalna jest spotkaniem dzieci Bożych z Ojcem w Chrystusie i Duchu Świętym; spotkanie to wyraża się jako dialog przez czynności
i słowa”. (KKK n. 1153)

Uprzywilejowane miejsce oznacza, że liturgia nie jest jedną z rzeczywistości, które nas otaczają, jak ta np.: kiedy idziemy do kina, teatru, czy na jakaś wystawę. Uczestnicząc w liturgii wkraczamy w wymiar, w którym człowiek jest jedynie gościem, a  na pierwszym planie jest Bóg i Jego działanie. Liturgia jest ponad innymi formami kultu i pobożności, zbiorowej czy indywidualnej. Prywatna pobożność nie zastąpi udziału w Eucharystii.

Wyjątkowość liturgii nadaje Jezus Chrystus, który, jak czytamy w Konstytucji o Liturgii jest obecny w Kościele, a zwłaszcza w czynnościach liturgicznych:

„Słusznie przeto uważa się liturgię za wykonywanie kapłańskiego urzędu Jezusa Chrystusa, w niej przez znaki widzialne wyraża się, i w sposób właściwy poszczególnym znakom urzeczywistnia uświęcenie człowieka, a mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami, wykonuje całkowity kult publiczny. Dlatego każdy obchód liturgiczny, jako dzieło Chrystusa-Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła, jest czynnością w najwyższym stopniu świętą, a żadna inna czynność Kościoła nie dorównuje jej skuteczności z tego samego tytułu
i w tym samym stopniu.” (KL 7)

Kościół odczytuje zatem liturgię jako dzieło Chrystusa i Kościoła. Przypomina nam o tym każda Eucharystia w doksologii:

„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Amen”. 

To obecność Chrystusa warunkuje świętość każdej liturgii.

Uprzywilejowanie liturgii związane jest jednocześnie z działaniem Ducha Świętego, który ożywia każdą celebrację. To dzięki Jego obecności liturgia jest zawsze żywa i jest wieczną aktualizacją misterium Paschalnego Chrystusa. Jest zatem przestrzenią zbawczą. Mimo powtarzalności słów i gestów jest zawsze rzeczywistością żywą.

Każda celebracja liturgiczna jest przewidziana jako wydarzenie wspólnotowe, gdyż dokonuje się w Kościele. Podstawowym wymiarem liturgii jest żywa wspólnota. Pojęcie dzieci Bożych wskazuje, że nie jest to przypadkowa grupa, ale wspólnota tych, którzy przez chrzest zostali do tej wspólnoty włączeni. Chrzest jest warunkiem pełnego udziału w liturgii, gdyż sprawia, że człowiek otrzymuje dar Ducha Świętego.

Liturgia każdego czasu potrzebuje odpowiedniego języka, w którym może się wyrażać. Kościół nieustannie poszukuje takiego języka liturgii, który człowiekowi danej epoki pomaga uczestniczyć w tej ponadczasowej rzeczywistości i jednocześnie w możliwie najlepszy sposób wyraża to, co dokonuje się w niewidzialnej przestrzenie wiary. Język liturgii stanowią czynności i słowa, tworzące pewien ryt, który jest znakiem świętym, oznacza pewną rzeczywistość i ją realizuje. Znak zaś, to rzecz, osoba, działanie/czynność, które odsyłają nas do innej rzeczywistości. Np.: kiedy chrzczonemu dziecku polewa się wodą głowę, wiemy, że ta woda wyraża dokonujący się chrzest, a nie jest tylko zewnętrzną formą; kiedy spoglądamy na uniesioną Hostię w czasie Eucharystii, wierzymy, że obecny w Niej jest sam Jezus Chrystus.       

W rzeczywistości liturgii możemy rozróżnić takie znaki jak m.in.:

                   - akustyczne: werbalne i niewerbalne

                   np.: słowa, teksty, dźwięk dzwonów 

                   - wizualne:

                   np.: przestrzeń liturgiczna, procesje

                   - smakowe

                   np.: spożywanie Ciała i Krwi Pana Jezusa

                   - zapachowe

                   np.: kadzidło 

                   - dotykowe

                   np.: uściśnięcie dłoni na znak pokoju

         Również:

                   - statyczne (kolory, przedmioty, formy, światło)

                   - dynamiczne (akcje takie jak np.: łamanie chleba)

- naturalne – rozumiane instynktownie

- sztuczne – umowne – trzeba wiedzieć co on oznacza.

By udział w liturgii był jak najbardziej świadomy potrzebne jest nieustanne zgłębianie znajomości języka liturgii. Najważniejsze jest jednak, by była zgodność między posługiwaniem się przez nas językiem liturgii, a tym, co nosimy w sercu.

Na zakończenie, powracając do przytoczonego już nauczania Soboru Watykańskiego II, że liturgia jest źródłem i szczytem życia Kościoła, warto sobie uświadamiać, że również w życiu każdego z nas liturgia powinna stanowić takie centrum. Eucharystia niedzielna jest wydarzeniem, które ma nas umacniać w chrześcijańskiej codzienności, a jednocześnie cały tydzień ma prowadzić do niedzielnej Mszy świętej. Udział w Eucharystii nie kończy się wraz z jej zakończeniem, ale należałoby powiedzieć, że po błogosławieństwie końcowym rozpoczyna się kolejna część liturgii – odpowiadanie Panu Bogu swoim życiem na to czym mnie obdarował. Tak też jest w przypadku innych sakramentów. Otrzymujemy je by korzystać z nich w chrześcijańskiej codzienności. To życie liturgią po zakończonej jej celebracji jest możliwe dzięki Duchowi Świętemu. Współpraca z Duchem Świętym może owocować rozwijaniem darów otrzymanych w liturgii. Wymaga to jednak naszego zaangażowania i współpracy. Np.: małżonkowie w liturgii sakramentu otrzymują dar, który przez całe życie mogą rozwijać i z niego czerpać; podobnie ksiądz w sakramencie święceń; osoba bierzmowana itd. Druga część każdej liturgii – liturgia życia - wymaga jednak nieustannego wysiłku, by zmierzać do tej pełni otrzymanej w sposób sakramentalny podczas celebracji liturgii. Liturgia zatem ma stawać się naszym życiem a życie coraz piękniejszą liturgią.     

KONFERENCJA II

Temat dnia: Zanurzyć się w liturgii

Temat konferencji: Znaki, gesty i symbole w liturgii Mszy świętej

  1. Znaki i symbole w liturgii Mszy św.

        Liturgia Mszy św. składa się ze znaków, gestów i symboli oznaczających różne aspekty relacji zachodzących pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Służą one nawiązaniu kontaktu pomiędzy człowiekiem a światem nadprzyrodzonym. Za ich pośrednictwem może się dokonywać spotkanie pomiędzy Bogiem a człowiekiem.

        Jezus jest znakiem Ojca: Ja i Ojciec jedno jesteśmy; kto mnie widzi, widzi i Ojca, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. W osobie Jezusa zjednoczone są dwie natury boska i ludzka. Jest On jedynym pośrednikiem, najlepszym mostem między niebem i ziemią, Bogiem i człowiekiem. Kościół natomiast jest znakiem Chrystusa: boski i ludzki; widzialny i wyposażony w dobra niewidzialne; w akcji i kontemplacji; obecny w świecie, ale i w pielgrzymce. Liturgia Kościoła jest boska i ludzka; to, co widzialne w niej prowadzi do tego co niewidzialne; ukazuje Chrystusa jako znak dla narodów.

        Znak i symbol to określenia używane nieraz zamiennie; potocznie symbol to znak, który ma szczególną wartość; każdy symbol jest znakiem, ale nie każdy znak jest symbolem.

        Znak to osoba, rzecz, czynność, która pozwala poznać człowiekowi ukrytą pod nim rzeczywistość, wszystko może być znakiem w liturgii, np. kapłan, zapalona świeca, procesja.

        Symbol to osoba, rzecz, czynność, która jest częścią odkrywanej rzeczywistości, a więc nie tylko wskazuje na nią, ale ją otwiera, łączy i w niej bezpośrednio uczestniczy, np. biskup, chleb, wino.

        Wyróżniamy następujące wymiary znaku liturgicznego:

        – Przypominający (przeszłość): przywołuje w głoszonym słowie Bożym zbawcze działanie Boga w historii zbawienia, np. dzieło stworzenia, wyzwolenie z niewoli egipskiej, ustanowienie Eucharystii, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

        – Aktualizujący (teraźniejszość): zbawcze działanie Boga przez Jezusa Chrystusa w Duchu świętym dokonuje się tu i teraz pod osłoną znaków liturgicznych. Chrystus zmartwychwstał, dlatego aktualizuje dzieło zbawienia dla współczesnego człowieka, bo jest obecny w liturgii pod osłoną znaków i symboli.

        – Zobowiązujący (teraźniejszość): przyjęcie znaku liturgicznego pociąga za sobą konieczność zachowania wymagań Ewangelii. Chrystus domaga się wiary i zachowania Bożych przykazań. Kto słucha i wypełnia wolę Bożą, ten jest bratem i siostrą Jezusa, czyli należy do rodziny Jezusa.

        – Zapowiadający (przyszłość): liturgia jest zapowiedzią nieba; kto wierzy w Chrystusa będzie żył na wieki, kto przyjmie chrzest będzie zbawiony, kto przyjmuje Ciało Pańskie ma życie wieczne.

        Co w liturgii jest znakiem obecności Chrystusa? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Konstytucji o liturgii świętej Soboru Watykańskiego II (KL 7).

        Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, szczególnie w czynnościach liturgicznych. Jest obecny w ofierze Mszy świętej, czy to w osobie odprawiającego, gdyż Ten sam, który kiedyś ofiarował się na krzyżu, obecnie ofiaruje się przez posługę kapłanów, czy też zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi chleba i wina. Obecny jest swoją mocą w sakramentach tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chrystus chrzci. Jest obecny w swoim słowie, albowiem, gdy w Kościele czyta się Pismo święte, wówczas On sam mówi. Jest obecny wreszcie, gdy Kościół modli się i śpiewa psalmy, gdyż On sam obiecał: Gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośród nich (Mt 18,20).

        Na początek przyjrzyjmy się obecności Chrystusa w zgromadzeniu liturgicznym. Dla wielu chrześcijan to rzeczywistość zupełnie niezrozumiała. Gdy używamy określenia zgromadzenie liturgiczne w odniesieniu do zebranej wspólnoty wiernych, nie stwierdzamy jedynie, że mamy do czynienia z pewnym zejściem się grupy ludzi w jednym miejscu. Termin zgromadzenie sięga, bowiem swym znaczeniem do Biblii. U Żydów to określenie zejście się, zebranie oznaczało zgromadzenie w bardzo konkretnym sensie: najpierw sam lud Boży zebrany wokół swego Pana, który go wybrał, wyzwolił i nadał mu Prawo. Stopniowo tym mianem określano także zgromadzenie się w celu modlitewnym, jak np. zgromadzenie się w szabat w synagodze.

Sam Chrystus związał swą obietnicę obecności wśród nas właśnie ze zgromadzeniem: Gdzie dwaj albo trzej zbiorą się w imię moje tam jestem pośród nich. Dlatego chrześcijanie, od początku świadomi tej obecności i działania Pana pośród nich nazwali swą liturgię właśnie „zgromadzeniem”. Słowo to występuje w Nowym Testamencie wielokrotnie np. w 1 Liście Św. Pawła do Koryntian (11, 17n.20.33n; 14, 23.26). W języku pierwszych chrześcijan określenia „schodzić się”, „zebranie”, „zgromadzenie” oznaczały właśnie wspólne sprawowanie liturgii.

        Grecka nazwa wspólnoty chrześcijańskiej „ecclesia”, która pochodzi z czasów apostolskich, oznacza nic innego jak właśnie „zebranie, zgromadzenie”. W ten właśnie sposób Kościół (gr. – łac. Ecclesia) otrzymał swą nazwę od zbierania się wokół Pana. W tej nazwie zawarta jest prawda – tak naturalna dla chrześcijan pierwszych wieków, że Kościół nie tylko w sposób widoczny ukazuje się w liturgii, ale faktycznie się w niej realizuje. To ona go tworzy, to ona jest miejscem uobecniania się Kościoła, to tutaj dokonuje się spotkanie Boga z człowiekiem. Prawda ta – rzadko przypominana przez lata – dziś brzmi nam bardzo znajomo dzięki encyklice Jana Pawła II Ecclesia de Eucharistia.

        Tam, gdzie gromadzą się chrześcijanie, tam tworzy się wspólnota z Chrystusem i pomiędzy ludźmi i staje się ona podstawowym i skutecznym znakiem Kościoła. Jeśli będąc w jakimkolwiek miejscu świata chcielibyśmy się przekonać, czy jest tam Kościół, czy są tam chrześcijanie, to musimy się udać w najbliższą niedzielę na Mszę Świętą. To utożsamienie Kościoła ze zgromadzeniem liturgicznym dostrzegalne jest najpełniej podczas sprawowania Eucharystii w konkretnej wspólnocie, której przewodniczy biskup, posługują kapłani i diakoni, zaś lud zgromadzony bierze w niej udział jako całość i przez swoich przedstawicieli pełniących poszczególne funkcje liturgiczne podczas Mszy św.

        Każda Eucharystia ma być dla nas czytelnym znakiem naszego gromadzenia się wokół Chrystusa. Nie: spełniania obowiązku uczestnictwa we Mszy niedzielnej, nie: wyrazem naszego przywiązania do tradycji, ale właśnie gromadzenia się wokół Chrystusa, by oddawać cześć Bogu.

        Chrystus obecny w liturgii zbawia, wzywa, prowadzi, ożywia, formułuje, buduje i utrwala królestwo Ojca na ziemi, idąc na przedzie prowadzi lud odkupiony do ziemi obiecanej. W liturgii celebrans jest szczególnym znakiem Chrystusa – Kapłana. Przewodniczy on czynnościom liturgicznym na mocy władzy otrzymanej przez włożenie rąk biskupa w sakramencie święceń. Dzięki tej władzy działa on w liturgii in persona Christi – w osobie Chrystusa.

        Jako reprezentant hierarchii celebrans jest znakiem kolegium apostolskiego, bo każda Eucharystia jest wypełnieniem polecenia Chrystusa skierowanego w Wieczerniku do Apostołów: To czyńcie na moją pamiątkę. Celebrans sprawuje ofiarę eucharystyczną i odmawia modlitwy w imieniu swoim i wszystkich obecnych i kieruje je do Ojca niebieskiego przez Chrystusa w Duchu Świętym. Biskup posyła prezbitera na konkretną parafię, aby tam sprawował w jego imieniu Mszę św., dlatego w każdej Mszy św. wymienia się imię biskupa diecezjalnego, aby podkreślić łączność z biskupem w Kościele lokalnym.

        Obecność Chrystusa w Słowie dla wielu może być mało zrozumiała. Warto więc trochę przemyśleń poświęcić temu tematowi. Nawet ktoś, kto obserwuje tylko liturgię z zewnątrz i nie ma pojęcia o jej istocie, jest w stanie zauważyć, że ludzie zbierają się w świątyni w celu wspólnego działania. Nie ma ono jednak na celu wytworzenia jakiegokolwiek materialnego dobra, ale służy przedstawieniu i przekazaniu tego, co tę zebraną grupę tworzy, co jest istotne dla jej członków. Można tu mówić o liturgii, jako czynności, która ma na celu tworzenie wspólnoty z poszczególnych osób, które w niej uczestniczą. Liturgia odnosi się do świata zewnętrznego, uobecnia to, co minione (wydarzenia z historii zbawienia, które już się dokonały), antycypuje to, co ma nadejść (adwentowe oczekiwanie powtórnego przyjścia Chrystusa i wezwanie: Przyjdź Panie Jezu), a przy tym przekazuje uczestnikom określone odniesienie do świata w świetle wiary.

        Specyfika i skuteczność oddziaływania liturgii polega na tym, że w niej na mocy działania Bożego, wydarzenia zbawcze uobecniają się stale na nowo, a Boże Słowo za każdym razem czyni z nas wspólnotę – Lud Boży i Ciało Chrystusa. Czynności liturgiczne wyróżniają się innym niż na co dzień stosunkiem słowa do czynności. Słowo w liturgii nie tylko informuje, wskazuje na coś czy wyjaśnia, ale dzięki Bożej łasce czyni i tworzy tę opisywaną rzeczywistość „tu i teraz”. Słowo i działanie są w liturgii nierozerwalnie związane. W słowach i znakach liturgii na różny sposób obecny jest sam Bóg. On wypowiada do zebranych swoje Słowo, On dokonuje swego dzieła. Wszystkie słowa wypowiadane w liturgii służą Jemu i umożliwiają wejście w nasz ziemski czas.

        Obecność w zgromadzeniu liturgicznym, celebransie i Słowie doprowadza nas do najważniejszej formy obecności: pod postaciami eucharystycznymi chleba i wina. Jezus Chrystus jest obecny w liturgii jako żywy znak Boga, dany przez Ojca. Jest obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1,15). W Nim możemy „dosięgnąć” Boga i doświadczyć Jego miłości. Formy obecności Chrystusa wyliczone w Konstytucji o Liturgii są realne. Obecność pod postaciami eucharystycznymi posiada dodatkowo jeszcze walor obecności substancjalnej. Oznacza to, że Chrystus jest obecny nie tylko realnie, rzeczywiście, jak w innych formach obecności, lecz we własnej osobie. Przyjmowanie Komunii św. jest szczytem zjednoczenia z Chrystusem obecnym pod świętymi postaciami.

        Chrystus wybrał chleb i wino jako znaki obecności swojego Ciała i Krwi pośród nas. Ich symbolika jest bardzo bogata. Chleb uzyskiwany jest ze zboża – daru ziemi, lecz z udziałem pracy człowieka. Jest więc już sam w sobie darem, który przez konieczność uprzedniego przetworzenia jednocześnie od początku stanowi swego rodzaju zadanie. Chleb, który na znacznej części naszego globu stanowi najbardziej podstawowe, codzienne pożywienie wszystkich warstw społecznych, stał się w wielu kulturach i religiach symbolem życia. Dzielenie chleba z innymi oznaczało wspólnotę z nimi, obdarzenie ich pokojem i przyjaźnią.

        W Starym Testamencie chleb od początku był ważnym symbolem: wierni mieli przynosić przed oblicze Boga pierwociny swoich plonów m.in. w postaci chleba. Przed jedzeniem chleba podczas uczty paschalnej czy szabatowej odmawiano nad nim błogosławieństwo. Szczególnym znakiem był przaśny chleb spożywany podczas uczty paschalnej. Miał on przypominać wyzwolenie z niewoli egipskiej, ale był też znakiem mającej dopiero nadejść przyszłości i uczty, do której Bóg zaprosi nas na końcu czasów. Pierwszym składającym chleb w ofierze był dla Izraelitów Melchizedek – król Szalemu, nieznany władca i kapłan, który na spotkanie Abrahama wyniósł chleb i wino i złożył je Panu w ofierze. Ta symboliczna ofiara miała stać się zapowiedzią ofiary Nowego Przymierza, w której znakach Jezus – Prawdziwy Kapłan – oddał własne życie Bogu za wszystkich ludzi.

        W symbolice Nowego Testamentu chleb zajmuje naczelne miejsce, gdyż jest wybranym przez Boga znakiem życia, oddania Jezusa w ofierze za nas i naszego zjednoczenia się z Nim. Bierzcie, to jest Ciało moje za was wydane – to zaproszenie Jezusa do uczestnictwa w Jego życiu. Jak zwykły chleb jedzony w czasie codziennych posiłków jest pokarmem podtrzymującym życie, tak Chleb Eucharystyczny jest dla wierzących w Chrystusa pokarmem nieśmiertelności. Chleb jest więc znakiem darowanego przez Boga życia, znakiem jedności między dzielącymi go, znakiem oddania Jezusa za ludzi, znakiem ofiarowania Bogu ludzkiego życia i pracy, znakiem wspólnoty z Bogiem, wreszcie znakiem mającego nadejść życia wiecznego – owej uczty, którą Bóg nam w niebie obiecał: Kto spożywa moje Ciało ma życie wieczne.

        W kulturze śródziemnomorskiej wino znane było od najdawniejszych czasów i należało do podstawowych elementów pożywienia. Zmieszane z wodą piło się je praktycznie do wszystkich posiłków, było także podawane na uroczystych ucztach. Wino – podobnie jak chleb – rozumiane było szeroko, jako symbol życia, ale także jedności, przymierza, przyjaźni. Dla Izraelitów, ze względu na swoje oddziaływanie na nastrój pijącego człowieka, wino uchodziło też za znak radości danej przez samego Boga, aby ludzie mogli zapomnieć o codziennym trudzie i zmęczeniu (Ps 103,15: Wino rozwesela serce człowieka). Obraz zasiadania pod winnym krzewem lub drzewem figowym i spożywania ich owoców (a więc także wina) oznaczał w przenośni przebywanie w Ziemi Obiecanej, czyli niebie (Iz 25,6).

        Gdy Jezus porównuje siebie do winnego krzewu, a swych uczniów do latorośli, daje nie tylko obraz zjednoczenia wierzących z Nim samym, ale także nawiązuje do symboliki życia, którego wino (tak jak chleb) było znakiem. Krzew winny dawał życiodajny napój, być latoroślą takiego krzewu oznaczało, więc nie tylko żyć dzięki niemu, ale i przynosić owoce, które dają innym życie i radość.

        Nieodzownym elementem religijnych uczt żydowskich był ryt błogosławienia kielicha z winem, nad którym ojciec rodziny odmawiał modlitwę dziękczynną. Tak uczynił także Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy w Wieczerniku. On jednak, podnosząc kielich i błogosławiąc Boga, wypowiedział słowa, których mocą wino stało się odtąd (wraz z chlebem) znakiem Jego wydania za ludzkość. W winie uobecnił Chrystus swoją Krew przelaną dla odkupienia wszystkich ludzi i odtąd daje ją Kościołowi w każdej Eucharystii. Jak wino w czasie żydowskiej uczty paschalnej przypominało o przymierzu z Jahwe na Synaju, tak wino Eucharystii jest znakiem Nowego Przymierza zawartego przez Jezusa na krzyżu. Wlane do kielicha wino jest czytelnym znakiem Krwi Jezusa rozlanej na krzyżu, a picie z kielicha ukazuje uczniom ich udział w Jego ofierze.

        Podobnie jak wypieczony z wielu ziaren chleb, łamany i rozdawany wielu zgromadzonym, tak samo wyciśnięte z wielu gron wino, spożywane przez wielu z jednego kielicha, jest mocnym i wyraźnym znakiem jedności chrześcijan w Chrystusie. Symbolika wina wnosi tu jednak pewne ubogacenie: wino jaśniej wskazuje na znak uczty i w ten sposób wyraża spełnienie Bożej obietnicy uczty, czyli wiecznego szczęścia w niebie. Radość udzielana przez wino jest znakiem radości i szczęścia w Królestwie Niebieskim.

        Znaki i symbole jakimi posługuje się liturgia na oznaczenie niewidzialnych rzeczywistości Bożych, zostały wybrane przez Chrystusa (stałe i niezmienne do dziś w liturgii) oraz przez Kościół (zmienne w historycznym rozwoju liturgii). Dlatego obrzędy liturgiczne mają odznaczać się szlachetną prostotą, być krótkie i jasne, bez niepotrzebnych powtórzeń, dostosowane do pojętności wiernych.

  1. Gesty i postawy w liturgii Mszy św.

        Gesty i postawy ciała zarówno kapłana, diakona i usługujących, jak i ludu winny zmierzać do tego, aby cała celebracja odznaczała się pięknem i szlachetną prostotą, aby w pełni przejrzyste było znaczenie jej poszczególnych części, zaś uczestnictwo wszystkich stawało się łatwiejsze. Przepisy mają na celu bardziej wspólne duchowe dobro ludu Bożego niż zaspokojenie upodobań lub opinii prywatnych osób.

        Zachowywanie przez wszystkich uczestników jednolitych postaw ciała jest znakiem jedności członków chrześcijańskiej wspólnoty zgromadzonych na sprawowanie świętej liturgii: wyrażają one i kształtują duchowe przeżycia uczestniczących.

        Postawa stojąca wyraża uszanowanie, pośrednictwo, gotowość do działania, oczekiwanie, wolność, radość. Wierni stoją od rozpoczęcia śpiewu na wejście albo od początku wejścia kapłana do ołtarza aż do kolekty włącznie; podczas śpiewu Alleluja przed Ewangelią; w czasie głoszenia Ewangelii; podczas wyznania wiary i modlitwy powszechnej; od wezwania Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący przed modlitwą nad darami do końca Mszy świętej, z wyjątkami, które zostaną niżej wymienione.

        Postawa siedząca to znak władzy i godności, słuchanie i odpoczynek, medytacja i skupienie. Wierni siedzą podczas czytań przed Ewangelią i psalmu responsoryjnego; homilii i przygotowania darów oraz kiedy zachowuje się święte milczenie po Komunii św.

        Postawa klęcząca oznacza uwielbienie Boga, pokutę, błaganie, skruchę i pokorę. Jeśli nie stoją na przeszkodzie względy zdrowotne, ciasnota lub znaczna liczba uczestników albo inne uzasadnione przyczyny, wierni klęczą podczas konsekracji. Ci zaś, którzy na konsekrację nie klękają, niech wykonają głęboki ukłon, gdy kapłan po konsekracji przyklęka. Gdzie istnieje zwyczaj, iż lud klęczy od zakończenia aklamacji Święty aż do końca modlitwy eucharystycznej oraz przed Komunią świętą, gdy kapłan mówi Oto Baranek Boży, zwyczaj ten wypada nadal zachować. Na dwa kolana klękają wszyscy podczas odmawiania wyznania wiary, „Wierzę w Jednego Boga...” na słowa I za sprawą Ducha..., w Boże Narodzenie i Zwiastowanie Pańskie.

        Przyklęknięcie, które wykonuje się przez zgięcie prawego kolana aż do ziemi, oznacza uwielbienie. Dlatego obowiązuje ono przed Najświętszym Sakramentem. W czasie Mszy świętej kapłan celebrujący przyklęka trzy razy: po podniesieniu Hostii, po podniesieniu kielicha i przed Komunią św.

        Jeśli zaś w prezbiterium jest tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, kapłan, diakon i inni usługujący przyklękają po przyjściu do ołtarza i przed odejściem od niego, nie zaś podczas samej celebracji Mszy św. Poza tym ci wszyscy, którzy przechodzą przed Najświętszym Sakramentem, za wyjątkiem, gdy idą w procesji.

        Ukłon wyraża uszanowanie i cześć oddawaną osobom lub ich wyobrażeniom. Rozróżnia się dwa rodzaje ukłonów: pochylenie głowy i pochylenie ciała. Pochylenie głowy czyni się wymawiając razem imiona Trzech Osób Boskich, imię Jezusa, imię Najświętszej Maryi Panny i Świętego na cześć, którego sprawuje się Mszę. Usługujący: niosący krzyż procesyjny lub świece wykonują skłon głowy; gdy podchodzą i odchodzą dla usługiwania przewodniczącemu liturgii (jest nim biskup). Pochylenie ciała, czyli głęboki ukłon, czyni się: przed ołtarzem; podczas wypowiadania modlitw: Wszechmogący Boże, oczyść i Przyjmij nas, Panie; w czasie wyznania wiary na słowa: I za sprawą Ducha Świętego... W ten sposób pochylony diakon prosi o błogosławieństwo przed głoszeniem Ewangelii. Ponadto kapłan pochyla się nieco, kiedy w czasie konsekracji wymawia słowa Pańskie.

        Oddawanie czci przez pocałunek należy się ołtarzowi; Ewangeliarzowi; krzyżowi, obrazom, figurom, medalikom, relikwiom; a także duchownym: papieżowi, biskupowi. Znak pokoju koncelebransi i wierni przekazują między sobą w czasie śpiewu Baranku Boży..., przez ukłon i słowa: Pokój z tobą. Gest rozłożenia i złożenia rąk wyraża modlitwę błagalną. Wzywanie Ducha Świętego wyraża wkładanie rąk z modlitwą, a także znak błogosławieństwa.

        Wielki znak krzyża na Mszy czynimy na rozpoczęcie i zakończenie Eucharystii. Natomiast mały znak krzyża na czole, ustach i piersi czynimy przed słuchaniem Ewangelii.

        Procesja w czasie Mszy także jest znakiem: na wejście - kapłan podąża do ołtarza z diakonem i usługującymi; przed ogłoszeniem Ewangelii zanosi Ewangeliarz do ambony; wierni przynoszą dary lub obchodzą ołtarz; wierni przystępują do Komunii św. Wypada, aby te procesje odbywały się w sposób piękny i by towarzyszyły im odpowiednie śpiewy, zgodnie z zasadami ustalonymi dla poszczególnych czynności.

        Inne czynności podczas Mszy św. to: podnoszenie: Hostii i oczu w Pierwszej Modlitwie eucharystycznej. Błogosławienie Ewangeliarzem i relikwiami Krzyża. Okadzanie dymiącą kadzielnicą trzema rzutami lub dwoma rzutami w zależności od tego, kogo lub co okadzamy. Pokropienie wodą, czyli aspersja zamiast aktu pokutnego na początku Mszy św. Ponadto na każdej Mszy św. następuje umywanie rąk, zmieszanie wina z wodą i postaci eucharystycznych po konsekracji a przed zaproszeniem do Komunii św. Dzwonienie tradycyjnie stosuje się na rozpoczęcie Mszy, na epiklezę, podniesienie postaci, na Te Deum. Jeszcze możemy wskazać na opuszczanie sztandaru, hejnał trębaczy podczas podniesienia postaci.

        Eucharystia to wielka tajemnica! Tajemnica, którą trzeba przede wszystkim dobrze celebrować. Trzeba, aby Msza św. zajmowała centralne miejsce w życiu chrześcijan i aby każda wspólnota dokładała wszelkich starań dla jej uroczystego celebrowania. Oby te słowa były dla nas wszystkich zachętą do poznawania liturgii oraz świadomego, czynnego i pełnego w niej uczestnictwa, które prowadzi nas podczas Mszy św. do zjednoczenia duchowego z obecnym na niej Jezusem Chrystusem oraz z celebrującą wspólnotą. Kapłan i wspólnota, którzy celebrują Mszę św. wg norm liturgicznych, ukazują w sposób dyskretny, lecz wymowny swoją miłość do Kościoła.

2) Rozważania różańcowe

TAJEMNICE ŚWIATŁA

1. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Pan Jezus przyjmuje chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Chrzest jest ważnym wydarzeniem w życiu rodziny. Jednak na nim nie możemy się zatrzymać, bo to dopiero początek drogi wiary nowego członka rodziny i wspólnoty Kościoła. Przed nim kolejne lata życia, naznaczone kolejnymi sakramentami i coraz większym zaangażowaniem w życie Kościoła. Na tej drodze potrzebuje wsparcia rodziny, szczególnie rodziców i chrzestnych. Nie zapomnij o tym obowiązku.

2. Cud w Kanie Galilejskiej

Pan Jezus swoją obecnością uszlachetnił gody weselne. Każdy z jakiejś rodziny pochodzi, ma swoje korzenie, swoich przodków i wspomnienia. Jednak kiedyś trzeba z niej odejść, zostawić swój dom rodzinny i założyć nową rodzinę, która ma swój początek w Bożej miłości i Sakramencie małżeństwa. Trzeba zacząć na poważnie, nie na próbę, nie na opak. Bóg nigdy nie zawiedzie, gdy się go zaprosi do swojego małżeństwa, bo On pójdzie razem z Wami, każdego dnia.

3. Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia

Jezus głosi Ewangelię i wzywa do nawrócenia. Czy moja rodzina karmi się Bożym Słowem? Tyle kazań, konferencji dla rodzin, nauk stanowych, mądrych książek. Czy to przemienia na lepsze moją rodzinę? Czy ja jestem wzorem dla innych rodzin, szczególnie dla młodych małżeństw? Nigdy nie jest za późno na słuchanie Ewangelii i przemianę naszego życia.

4. Przemienienie na Górze Tabor

Jezus przemienił się wobec uczniów. W tym czasie uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Zobaczyli bowiem, że jest Bogiem, usłyszeli także potwierdzenie z nieba. A czy my dostrzegamy obecność Boga w naszej rodzinie? Widzimy Jego działanie w codziennych wydarzeniach? Czy widzę Boga w moich bliskich?

5. Ustanowienie Eucharystii

Jezus ustanowił Eucharystię w obecności bliskich sobie ludzi. Ustanowił ją jako sakrament jedności, zgody i pojednania. Stąd chce, by nasze rodziny przychodziły na nią w zgodzie i jedności, razem. Dziś rodziny tak często, pod szyldem wolności i wygody, kroczą do kościoła osobno, każdy na inną godzinę. A przecież razem łatwiej, wtedy bardziej się umacniamy i wspomagamy. Ucz nas Maryjo, rodzinnie przychodzić do Boga.

3) Myśl przed Aniołem Pańskim

Przed dzisiejszą południową modlitwą poznajmy jedną powstańczą sylwetkę.

Waleria Nabzdyk urodziła się w polskiej twierdzy – w Grabinie. Była najdłużej żyjącym powstańcem śląskim w województwie opolskim. Zmarła w lipcu 1999 roku. Wieść o wybuchu III powstania śląskiego zastała 19-letnią Walerię Nabzdyk w drodze do Krakowa na kurs metodyczno-dydaktyczny. Miała za sobą niemieckie seminarium nauczycielskie we Wrocławiu, ale marzyła przecież, żeby uczyć polskie dzieci i po polsku.

- Nocą z drugiego na trzeci maja ulice Bytomia zaroiły się powstańcami – wspominała Waleria Nabzdyk „Gazecie Opolskiej” w 1996 roku. - Wraz z koleżanką Elżbietą Karżanką zostałyśmy skierowane do dyspozycji komendy placówki powstańczej w Łagiewnikach i dostałyśmy przepustkę na front. Pieszo maszerowałyśmy do Zabrza, stamtąd do Gliwic, a potem do Łabęd. W Łabędach wsiadłyśmy na węglarkę wypełnioną już powstańcami i podróż zakończyłyśmy w Sławięcicach.

W Leśnicy kierownik ambulansu wręczył im opaski sanitariuszek z czerwonymi krzyżami i kazał udać się do jednej z kalwaryjskich kaplic w sąsiedztwie Góry św. Anny. Ich zadaniem było obmyć z krwi twarze zabitych powstańców. Po ich ciała miały się wkrótce zgłosić rodziny. Tylko pozornie było to łatwe zadanie. Młode dziewczyny zetknęły się wówczas pierwszy raz tak blisko ze śmiercią. Przeżycia musiały być silne, bo pani Waleria do końca życia zapamiętała pierwszą posługę pielęgniarską. Opatrywany młody powstaniec nazywał się Knop i pochodził z Piekar. Jak wspomniała po latach, miał poranione karabinową kulą ramię. Bolało bardzo, ale dzielny chłopak nie tylko zachowywał się spokojnie, próbował nawet żartować z pielęgniarką. Jej za całe wyposażenie medyczne musiały wystarczyć bandaże, aspiryna i tabletki przeciwbólowe. Wspominała młodych żołnierzy powstania wołających z bólu mamę, jakby byli dziećmi. A jednocześnie tak dzielnych, że skoro tylko rany zostały zaopatrzone, rwali się z powrotem do walki.

- Po zdobyciu Kędzierzyna rozpętało się prawdziwe piekło. Do naszego punktu ciągnęły furmanki wypełnione rannymi – opowiadała Waleria Nabzdyk. - Miałam spuchnięte od długiego stania nogi i oczy mi się zamykały z niewyspania. Wszystko, co wtedy przeżywałam, to była naprawdę twarda szkoła życia.

Zdarzały się też wspomnienia przyjemne. Choćby z kolacji, na którą załoga punktu sanitarnego razem z dowódcą została zaproszona na zamek do Żyrowej. Jedzenie było proste, ale za stołem roiło się od szarż, z komendantem podgrupy „Bogdan” Teodorem Kulikiem na czele.

Czasem sanitariuszka Augustyn (tak się pani Waleria nazywała z domu) ocierała się o śmierć, choć sama nie brała broni do ręki.

- Gdy wieczorem opuszczaliśmy Strzebniów, Niemcy zaczęli ostrzał szosy – wspominała. - Nie było innej rady, jak tylko puścić luzem konia z ambulansem i przedostawać się skokami, korzystając z osłony drzew, w bezpieczną dolinę. Uratowała mi wtedy życie duża brzoza, za którą się ukryłam, ona przejęła w siebie przeznaczony dla mnie ładunek kul.

Po powstaniu szczęśliwie unika aresztowania. Niemieckiemu kontrolerowi pokazuje zabraną przypadkiem i już nieaktualną legitymację wrocławskiego seminarium nauczycielskiego. Wraca do rodzinnej Grabiny, ale w domu zatrzymuje się tylko na kilkanaście godzin. Dla takich jak ona nie jest tam bezpiecznie. Ucieka przebrana w wiejski strój. Dociera do Wrocławia, ale swoją dorosłą przyszłość zwiąże już po podziale Śląska z jego polską częścią. W 1924 roku zda polską maturę, żeby móc uczyć w szkole.

- Kiedy byliśmy dziećmi, mama opowiadała nam powstańcze historie, jak już wieczorem leżeliśmy w łóżkach – wspominał kilka lat temu ks. Zygmunt Nabzdyk, syn Walerii i wieloletni ojciec duchowny w seminarium diecezji opolskiej. - Wychowałem się na nich jak na baśniach - mówił. - Czy byłem wtedy dumny, że moja mama była powstańcem? Nie pamiętam tego w taki sposób. Po prostu wyrastaliśmy w tym i uważaliśmy to za coś zwyczajnego. Pamiętajmy dziś w modlitwie o wszystkich walczących w III powstaniu śląskim.

4) Myśl przed Koronką do Bożego Miłosierdzia

KOCHAĆ KAPŁAŃSTWO.

„Znamy toczące się nieraz dyskusje ma temat kapłana – jakim powinien być. Wierni mają prawo stawiać nam wymagania. Słyszymy też oceny: „To jest Boży, Chrystusowy kapłan, on ma powołanie”. A może słyszymy: „To chyba pomyłka, nieporozumienie. Czy naprawdę ten ksiądz jest powołany?” – Dyskusje takie toczyły się i toczą zawsze (…) Ale gdyby ci wszyscy „udani” czy nawet „nieudani” kapłani, których życie się poplątało i skomplikowało, nie uczynili nic innego, tylko choć raz głosili słowo Boże i choćby jedną tylko odprawili Mszę świętą, można o nich powiedzieć: warto było udzielić im święceń, bo dali Rodzinie ludzkiej dary nie dające się w swojej wartości ocenić. Życie kapłańskie nawet trudne, pełne przeciwności i słabości, ma wielkie znaczenie” (kard. S. Wyszyński, Sursum corda, wybór przemówień, (Poznań 1974, s. 130-132).

Już 47 lat temu tak nauczał Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. Taka jest miłość Kościoła-Matki. Taka jest logika ewangelii miłosierdzia. Ludzkie losy, nawet na najbardziej dramatycznych zakrętach życia, nie przestają być wpisane w wielką tajemnicę wiary,  w historię zbawienia człowieka i świata.

W każdej Mszy św. jest kilka miejsc, w których szczególnie wyraźnie uświadamiamy sobie naszą słabość i grzeszność. Na początku, wspólnie odmawiamy akt pokutny. Potem prosimy ustami kapłana: „Niech się zmiłuje nad nami Bóg wszechmogący i odpuściwszy nam grzechy doprowadzi nas do życia wiecznego…”

Po wygłoszeniu Ewangelii, diakon lub kapłan całując księgę, na znak czci, modli się za siebie i za wszystkich, którzy przyjęli słowo Chrystusa: „Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy.”

A na chwilę przed przyjęciem Pana Jezusa w Komunii św. wszyscy (kapłan także!) wyznajemy, wzorem rzymskiego setnika z Ewangelii, prosząc: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja.”

Są jednak miejsca w Eucharystii, gdy biskup lub prezbiter przewodniczący liturgii, w szczególny sposób staje w prawdzie swej grzeszności. Przed wygłoszeniem Ewangelii, pochylony, modli się słowami: „Panie oczyść serce i wargi moje, abym godnie głosił Twoją świętą Ewangelię.” Natomiast po przygotowaniu darów ofiarnych, stojąc z boku ołtarza, myjąc ręce, mówi: „Obmyj mnie, Panie, z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego.” Dopiero wtedy, stając twarzą w twarz z wiernymi, wzywa ich i prosi: „Módlcie się aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący.”

Każde powołanie, jak każdą miłość, można przeżywać albo dobrze, albo źle. Dlatego potrzeba wielkiej modlitwy o odwagę i wierność, czyli o nieustanne powracanie do Tego, który nas woła po imieniu, a więc bardzo osobiście. Dlatego módlmy się dla każdego z powołanych o silną wiarę.

Potrzeba też odważnego serca, czyli jednoznacznej decyzji by codziennie odpowiadać na wołanie Boga.

Kryzys powołań czy kryzys powołanych? Przecież Bóg nie jest w kryzysie… Ale iluż młodych ma trudności z podjęciem ważnych decyzji w swoim życiu! Czasami lęk przed porażką, często rozczarowanie klęską innych w miłości. Wiele jest też dziś środowisk antypowołaniowych. Tam, gdzie uczy się dzieci i młodzież jedynie osiągania sukcesów (nawet kosztem drugiego człowieka) a nie uczy się ofiarności, poświęcenia i radzenia sobie z przegraną, tam gleba powołania jest płytka i jałowa.

Odpowiedzieć na powołanie to zdecydować się całym swoim życiem na Boga; odwracania się od tego, co Nim nie jest do Boga, który jest miłością.

Maryjo, Matko każdego kapłana! Naucz (nas) kapłanów jak dojrzalej kochać jedyne bo Chrystusowe kapłaństwo.

Maryjo, Matko nas, wierzących, wyproś nam mądrą i odpowiedzialną miłość Kapłaństwa i kapłanów, abyśmy dostrzegając ich błędy, słabości i grzechy, nigdy w swym sercu nie skreślili żadnego z nich.

Miłosierdzie Boże,

w sakramencie Ołtarza i kapłaństwa,

ufamy Tobie!