Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Środa

Opublikowano: sobota, 08 sierpień 2020

Środa – 19.08

1) Liturgia Słowa

(Ez 34, 1-11)
Pan skierował do mnie te słowa: "Synu człowieczy, prorokuj o pasterzach Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Pan Bóg: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadziliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście, a z przemocą i z okrucieństwem obchodziliście się z nimi. Rozproszyły się owce moje, bo nie miały pasterza, i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza. Rozproszyły się, błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkiej wyżynie; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pańskiego: Na moje życie – mówi Pan Bóg: Ponieważ owce moje stały się łupem i owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu, bo nie było pasterza, pasterze zaś nie szukali owiec moich, bo pasterze sami siebie paśli, a nie paśli moich owiec, dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pańskiego. Tak mówi Pan Bóg: Oto jestem przeciw pasterzom. Z ich ręki zażądam moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu, a pasterze nie będą paść samych siebie; wyrwę moje owce z ich paszczy, nie będą już one służyć im za żer. Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę".

(Ps 23 (22), 1b-3. 3b-4. 5. 6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.

Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

 (Mt 20, 1-16)
Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: "Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".

2) Konferencje

KONFERENCJA I

Tajemnica Wieczernika. Pamiątka Pana.

POSŁUCHAJ

„I uczynili uczniowie, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. (…) A gdy nastał wieczór, zasiadł z dwunastoma uczniami” (por. Mt 26, 19-20).

Zasiadł z dwunastoma, pośród których jest dramatyczna postać Judasza. On też znalazł dla siebie miejsce przy tej wyjątkowej uczcie. Wchodzi w tajemnicę tego wydarzenia, po uprzedniej zdradzie Jezusa, kiedy to, jak czytamy w Ewangelii św. Mateusza, za wydanie Mistrza odebrał od kapłanów trzydzieści srebrników (zob. Mt 26, 14-16).

Mimo to Judasz zasiada do stołu. Hieronim ze Strydonu, który w IV wieku komentował Ewangelię wg św. Mateusza, zwraca uwagę na to, co czyni zdrajca: „Wszystko Judasz tak czyni, aby odsunąć podejrzenie o zdradę”. 

Jak gdyby nigdy nic, przychodzi na Paschę Pana. Jego nieobecność w usłanej sali, mogłaby sugerować wszystkim pozostałym apostołom, że to on właśnie jest tym, który wydaje Zbawiciela, że w tej godzinie dobija targu z Jego wrogami. Zatem pojawia się. Wchodzi w tajemnicę Wieczernika. 

Możemy tutaj postawić pytanie: A z jakiego powodu ja zasiadam z Jezusem do stołu? Co takiego jest motywemmojego przyjścia na Eucharystię? Czy w ten sposób pokazuję innym: „Zobaczcie: jestem w porządku, bo przychodzę na Mszę. Nikt nie może mi niczego zarzucić…”?

Mogę też w ten sposób usprawiedliwiać się przed samym Bogiem i przed sobą samym, parafrazując modlitwę bogacza z przypowieści Jezusa: spójrz, Panie, nie jestem jak inni, nie jestem jak ten celnik, oto stoję przed Tobą (por.Łk 18, 9-14).

Tajemnica Wieczernika, to, co dokonało się tamtego wielkoczwartkowego wieczoru, przeplata się z tajemnicą serca każdego z uczniów. A dziś, teraz, przeplata się z tajemnicą mojego serca. 

Kiedy moje serce, będzie w stanie przyjąć dar Eucharystii? Kiedy Tajemnica Wieczernika zacznie wypełniać się w moim życiu? Do czego tak naprawdę wzywa nas Pan podczas każdej Eucharystii? Co mamy czynić na Jego pamiątkę? 

Otwórzmy zatem Ewangelię i poszukajmy w niej odpowiedzi, którą daje nam Pan. Każdy z Ewangelistów zwraca uwagę na różne szczegóły tego zbawczego wydarzenia. 

W Ewangelii wg św. Mateusza nie padają słowa: „Czyńcie to na moją pamiątkę” – Jezus tam nic takiego nie mówi. Jest za to opis przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Zbawiciela. Podobnie jest w relacji św. Marka, gdzie słowo „pamiątka” również się nie pojawia. Łukasz w swojej relacji  wprawdzie wspomina o „pamiątce”, jednak jedynie w kontekście Ciała Zbawiciela – „To jest moje ciało za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę” (Łk 22,19). 

Najbardziej zastanawiać może to, w jaki sposób św. Jan relacjonuje Tajemnicę Wieczernika. W jego opisie nie ma słowa o przeistoczeniu chleba i wina. U św. Jana, Jezus nie bierze w swoje ręce chleba i nie podaje go uczniom, nie przemienia wina w swoją krew. Jan o tym milczy. W to miejsce jednak odkrywa przed nami niezwykły gest Jezusa, o którym z kolei nie wspominają pozostali ewangeliści, a który wydarzył się tamtej nocy. Tym gestem w Wielkiej Tajemnicy Wieczernika jest obmycie nóg apostołom:  „Jezus wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. (…). A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem" i „Panem" i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,4-5; 12-15).

„Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili”. Św. Jan w tajemnicy i głębi tego znaku dostrzega bardzo wyraźną wolę Jezusa, abyśmy czynili podobnie. W obmyciu nóg uczniom, w tym przedziwnym geście niepojętej miłości, Jan widzi pamiątkę, którą zostawił nam Chrystus. Jej zadaniem nie jest tylko przypomnienie konkretnej chwili, ale poruszenie serca do konkretnego czynu miłości. 

Wracamy tu do początku naszego rozważania, kiedy staraliśmy się spojrzeć w serce Judasza i nasze serca. 

Aby Pamiątka Wieczernika poruszyła moje serce, aby uruchomiła mnie do chrześcijańskiej miłości, a nie do zdrady (jak w przypadku Judasza), muszę mieć serce wolne. Wolne, czyli takie, którego nie przytłacza grzech, poczucie rozpaczy, braku nadziei. Albowiem serce obciążone tym wszystkim, szybko przybiera formę serca kamiennego. 

Zanim zobaczymy, co jest istotą pamiątki Pana, pomyślmy przez chwilę o pamiątkach, które przywozimy z różnych miejsc, albo o rzeczach (niekoniecznie cennych), które kojarzą nam się z konkretnymi osobami. Może to być cukierniczka z rodzinnego domu, pierścionek babci, laurka podarowana przez dziecko lata temu, fotografia, na której jestem z kimś, kogo już nie ma. Jaka jest ich rola? Po co nam te pamiątki? 

Patrzę na figurkę przywiezioną z Rzymu i mówię: „O! Byłem kiedyś w Rzymie. Zwiedziłem Wieczne Miasto!” Jednak jeśli jest to prawdziwa pamiątka, budzi we mnie coś więcej i zaraz po tym zachwycie myślę: „Było tam tak pięknie, byłem wówczas szczęśliwy, spędziłem wspaniały czas z bliskimi. Piękno bazylik, kościołów i monumentalnych budowli zapierało dech w piersi”. Zaczyna zmieniać się moje serce. „Chciałbym wrócić do tych miejsc, pokazać je innym, zobaczyć i przeżyć to raz jeszcze”. Pojawia się motywacja do konkretnego działania. 

I choć każde porównanie będzie banalne względemPamiątki, którą zostawił nam Pan, to zdaje się potwierdzać tę prawdę, że celem misji Jezusa, Jego Wcielenia, było coś więcej niż trzyletnia przygoda z apostołami, zwieńczona serią pamiętników z tego czasu pod tytułem: „Ewangelia”.

Pamiątka Pana. Co takiego zostawił nam Pan? Do czego wzywa nas Tajemnica Wieczernika? 

Podczas tegorocznej Mszy Wieczerzy Pańskiej, abp Grzegorz Ryś w homilii postawił pytanie: „Do czego zmierza przemiana eucharystyczna?”Odpowiadając, mówił, że przemiana ta ma kończyć się w nas, między nami. „Jezus nie przyszedł uświęcać chleba i wina! Jezus przyszedł zbawiać ludzi. Zmieniać relacje między ludźmi. Po co jest ten chleb i wino? Po co to jemy i pijemy? Po to, byśmy się stawali Ciałem Jezusa. Byśmy się stawali Jego Ciałem i Krwią. Przemiana na ołtarzu jest początkiem przemiany, która ma się dokonywać w ludziach. To ostatecznie o tę przemianę chodzi."

Pamiątka Pana nie jest sentymentalnym wspomnieniem. Nie polega też jedynie na bezdusznym powtarzaniu przez wieki tych samych słów,  które podczas Wieczerzy wypowiedział Jezus, a które przekazali nam apostołowie. 

Tajemnica Eucharystii nie polega na tym, żeby zakonsekrować cały ołtarz chleba, a potem schować go do tabernakulum. To my mamy stać się Eucharystią. Karmiąc się nią, stać się Eucharystią…

O wiele łatwiej jest trzymać hostię w rękach podczas Mszy, niż stać się nią w rękach Jezusa. W Eucharystii nie idzie tylko o tę przemianę chleba w Ciało, wina w Krew, ale o naszą przemianę. 

Podczas każdej Mszy świętej sprawowanej na pamiątkę Pana, dokonuje się przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Zbawiciela, ale Eucharystia staje się naszym udziałem tylko wówczas, jeśli przemienia nas. Jeśli po Eucharystii nadal jesteśmy podzieleni, nic się nie zmienia, lekceważymy siebie nawzajem, to nie ma wśród nas Wieczerzy Pańskiej, o czym zapewnia nas sam św. Paweł (por. 1 Kor11,17-20). Z takiej Eucharystii możemy wyjść nieprzemienieni, robiąc nawet potem bardzo złe rzeczy. Podobnie jak Judasz, który po spożyciu kawałka chleba podanego mu przez Chrystusa, wychodzi w ciemną noc. Wszystkich opuszcza i zatraca samego siebie.

Zapewne dlatego, trzydzieści lat po wielkoczwartkowym wydarzeniu w Wieczerniku, św. Jan pisząc w Ewangelii o tym, jak wyglądała Ostatnia Wieczerza, nie napisał w ogóle słów przeistoczenia. Zastąpił opis ustanowienia Najświętszej Ofiary, opisem umycia nóg uczniów przez Jezusa. I ze wszystkich słów konsekracji, które możemy znaleźć u innych Ewangelistów, Jan w swoim opisie zostawił tylko te: „To czyńcie”…, „To czyńcie”.„Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). 

Co jest łatwiej:wypowiedzieć słowa przeistoczenia, słuchać tych słów czy wziąć dzbanek z miednicą, klęknąć przed człowiekiem i umyć mu nogi? 

To czyńcie! To jest Eucharystia. To jest przemiana eucharystyczna, która przemienia wnętrze. Która nie zatrzymała się na chlebie i winie, nie zatrzymała się na stole, tylko weszła w nas i między nas.

Bardzo znamienne jest to, że w roku poświęconym Eucharystii zostaliśmy jej w jakiś sposób pozbawieni. Wszyscy pamiętamy niedawny czas pandemii, kiedy absolutna większość z nas nie była w stanie fizycznie podejść do ołtarza i spożyć chleb i wino zamienione w Ciało Jezusa. Czy to znaczy, że w tamtej godzinie faktycznie zostaliśmy pozbawieni Komunii? 

Nie zostaliśmy pozbawieni. Jezus mówił i mówi wyraźnie, co mamy czynić: „To czyńcie, tak, jak ja wam uczyniłem”. Umywajcie sobie nawzajem nogi, okazujcie sobie miłość. Eucharystia nie polega tylko na przyjmowaniu, ale Jej istota i wypełnienie jest także w tym, co ja mogę dać bliźniemu.

Może trzeba właśnie tu, na pielgrzymce, albo po powrocie do domu, ten gest wykonać realnie…

Widzimy zatem, że Eucharystia, jej tajemnica, to nie tylko stół, wino i słowo, które trzeba wypowiedzieć, ale to pamiątka, którą zostawił nam Pan, prowadząca do konkretnej służby. Pamiątka konkretnej miłości. Tak konkretnej jak mycie nóg. 

Każdy z nas, gdyby teraz przez chwilę pomyślał, znalazłby taką osobę, przed którą, w jakimś sensie, powinien uklęknąć i umyć jej nogi. Może na którymś z postojów podejdę do tego kogoś, komu już dawno powinnam/powinienem „umyć nogi”, czyli okazać miłość. Wtedy wydarzy się między nami Eucharystia – Pamiątka Pana. Wtedy dokona się przemiana, nasze przeistoczenie, gdy uczynimy to, co On czyni codziennie na wszystkich ołtarzach Eucharystii.

KONFERENCJA II

Eucharystia dopełnieniem chrześcijańskiego wtajemniczenia.

POSŁUCHAJ

W języku potocznym mówimy: „Zatankuj pojazd do pełna. Jestem tak najedzony, że już więcej nie zmieszczę. Filiżanka po same brzegi wypełniona jest dobrą kawą.”

I podobnie możemy zrozumieć to pierwsze słowo z tytułu, że Msza święta jest dopełnieniem naszej wiary. Ponieważ Pan Bóg zawsze do nas przychodzi w pełni, Chrystusa nie stać na połowiczność, gdyż jest nieustannie w pełni zaangażowany i oświeca nas na Eucharystii; najpierw poprzez Słowo i modlitwę gromadzących się z nami na Mszy świętej.

Tak oto przygotowujemy się, aby w pełni dostąpić zaszczytu przyjęcia Ciała Pańskiego po uprzednim skorzystaniu z sakramentu pokuty i pojednania, jeśli byliśmy obciążeni grzechem ciężkim.

W tegorocznym programie duszpasterskim Kościoła w Polsce czytamy: „Wtajemniczenie chrześcijańskie rozpoczyna się we chrzcie, prowadzi przez bierzmowanie, a osiąga swój szczyt w Eucharystii, dlatego zarówno chrzest i bierzmowanie są ściśle związane z sakramentalnym udziałem we Mszy św. Razem te trzy sakramenty stanowią fundament i stałe źródło naszego życia”.

A co zrobić gdy niemała część młodych ludzi nie jest zainteresowana np. przyjęciem sakramentu bierzmowania; lekceważąco traktując spotkania formacyjne, kombinując czy wręcz oszukując podczas zbierania podpisów w indeksach? Zauważamy nieraz wręcz alergiczne reakcje niektórych kandydatów i ich rodziców na stawiane wymagania - tak przed Pierwszą Komunią Świętą, czyli pierwszym przyjęciem Eucharystii jak i wobec wymagań normalnego, czyli systematycznego świadectwa udziału we Mszy św. niedzielnej od kandydatów do bierzmowania.

Skoro w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy (nr 1322):„Najświętsza Eucharystia dopełnia wtajemniczenie chrześcijańskie”,to wydaje się, że często przekaz ze strony rodziców i kapłanów kształtuje się od wielu lat w taki sposób, że nie uwzględniamy Mszy świętej – Eucharystii, jako punktu docelowego, stacji najważniejszej w naszym życiu. Eucharystia w świadomości młodych  stała się raczej koniecznym etapem na drodze do bierzmowania („Muszę chodzić w niedzielę na Mszę świętą”), a przez to, bierzmowanie stało się jedynie punktem dojścia, osiągnięcia doraźnego celu.A gdy już przyjmie bierzmowanie to wielu młodych myśli: „Osiągnąłem to,co najważniejsze w Kościele. Teraz mogę „zluzować”, odpocząć od „harówki”, którą jest coniedzielna Eucharystia.

Z tym wiąże się też pewien kłopot także dla samego bierzmowanego. Rodzi się bowiem pytanie: „Co właściwie bierzmowanie zmienia? Czym różni się status osoby bierzmowanej od niebierzmowanej poza uzyskaniem prawa do bycia ojcem czy matką chrzestną? Jakże łatwo postrzegać wtedy sakrament jedynie jako potrzebę papierkowo-prawną.

Skoro dzieci dopuszczamy do Eucharystii czy niemożliwe byłoby podobne potraktowanie bierzmowania? Zwyczajem Kościoła katolickiego, powstałym w późnym średniowieczu a utrwalonym po Soborze Trydenckim stało się bierzmowanie w wieku rozeznania (ok. 7 lat) i ta praktyka została potwierdzona po Soborze Watykańskim II,
z dopuszczeniem lokalnych regulacji, zależnie od decyzji poszczególnych konferencji biskupów. Natomiast pomysły, aby traktować bierzmowanie jako sakrament dojrzałości
i w imię tego maksymalnie opóźniać wiek udzielania tego sakramentu, pojawiły się dopiero w XX wieku i zostały upowszechnione współcześnie. W latach sześćdziesiątychmożna było zaobserwować w Kościele bardzo silną tendencję, by wręcz definiować bierzmowanie jako „sakrament czasu dojrzewania” i udzielać go w ostatnim roku obowiązkowej edukacji szkolnej.

Jedyne sensowne rozumienie bierzmowania jako „sakramentu dojrzałości” jest takie, że jako sakrament  wtajemniczenia warunkuje wraz z chrztem i Eucharystią dojrzewanie w życiu chrześcijańskim, nie zaś to, że ono samo jest jakimś rodzajem „certyfikatu” dojrzałości już osiągniętej.

Chrzest i bierzmowanie są sakramentami inicjującymi (wprowadzającymi) do pełnego życia wiary w Kościele, są więc ukierunkowane na to, co się dzieje po ich przyjęciu.

Dlatego niezwykle ważne, aby ochrzczone dziecko od samego początkumiałow swojej rodzinie środowisko wiary, dom „pachnący”zdrową regułą chrześcijańskiego życia, odmierzanego stałym, miarowym, rytmem niedzielnej Eucharystii.

Podobnie jest z kandydatem do bierzmowania. Bardzo ważnym jest aby rodzice nie potraktowali tego wydarzenia w następujący sposób: „Synu (córko), idź do kościoła w niedzielę na Mszę świętą, bo inaczej ksiądz nie dopuści Cię do bierzmowania.”Dotykamy tu samej istoty wiary – wtajemniczenia, czyli wprowadzenia w bardzo osobistą i głęboką relację z Bogiem. Zbliżamy się do wiary, która jest łaską, ale także zawsze zostaje w łączności z moim osobistym zaangażowaniem. Ponieważ nie ma wiary bez ofiary, czyli poświęcenia, rezygnacji z wygody itp. 

Jeśli nie interesuje mnie to, że Bóg żyje, działa i kocha,  jeśli nie pielęgnuję Mszy świętej z potrzeby serca, jeśli nawet nie przymuszam się do tej jednej godziny niedzielnej Eucharystii (a przecież w jednym tylko tygodniu Bóg daruje nam 168 godzin życia, w których się ruszam, biegam, piszę wiadomości w telefonie, śpię i chodzę!) to w jaki inny sposób mogę ochronić wiarę i zachować w sobie potrzebę Eucharystii?

Modne są ubezpieczenia na życie, na wypadek śmierci, kataklizmów… Warto postawić sobie samemu pytanie: w jaki sposób i co czynię, aby ubezpieczyć się od utraty najważniejszej pamiątki i Tajemnicy Wieczernika? Aby ochronić się przed „gradobiciem” grzechów i niewiary? Odpowiedź jest jedna: wymagać od siebie, choćby inni czy to sąsiedzi, rodzice, rodzeństwo nie wymagali od siebie i od ciebie oraz lekką ręką zlekceważyli  Boży dar, który brzmi: „Pamiętaj! Dobrze programuj
i myśl rozumnie, że warto i trzeba dzień święty święcić na Eucharystii!” Tam, na Eucharystii, otula nas modlitwa wielu braci i sióstr, którzy modlą się także w naszych intencjach. To na Eucharystii dokonuje się tajemnica, że wiara rodzi się ze słuchania, ponieważ Słowa Boże przez ucho do serca wnikają w nas, zostawiając właściwy i żywy ślad w naszym umyśle, w sumieniu.  

Wskazówką są dla nas słowa papieża Franciszka z „Evangeliigaudium”:„Wielkim niebezpieczeństwem jest wyizolowane sumienie. Kiedy życie wewnętrzne zamyka się we własnych interesach, planach, nie słucha się już więcej  głosu Bożego, nie doświadcza się radości z Bożej miłości i zanika entuzjazm czynienia dobra i wielu staje się ludźmi urażonymi, zniechęconymi, bez chęci do życia”.

Widzimy niesamowicie trafną diagnozę papieża. Innymi słowy: jeśli zabraknie w nas troski o żywego Boga, o spotkanie z Nim na Eucharystii, zaczynamy słuchać tego, co daje świat, rówieśnicy, znajomi, ale wówczas zazwyczaj powoli, ale jednak, schodzi z nas „dobre powietrze” i stajemy się coraz bardziej podatni na gniew, złość, na grzech. Dlatego przysłowiowy „uśmiechnięty lajk” nie pojawia się już na naszej twarzy i w sercu, choć setki takich emotikonów  rozsyła dzisiejszy samotny człowiek, tak młodzież  jak i dorośli.

Papież daje receptę: „Zachęcam wszystkich chrześcijan, niezależnie od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajdują, by odnowili już dzisiaj swoje osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem, albo chociaż podjęli decyzję, by być gotowymi na spotkanie z  Jezusem, na szukanie Go nieustannie każdego dnia. Nie ma powodów, dla których ktoś mógłby uważać, że to zaproszenie nie jest skierowane do niego, ponieważ nikt jest wyłączony z radości, jaką nam przynosi Chrystus Pan. Chrystus nie zawiedzie tego, kto zaryzykuje, by uczynić mały krok w Jego kierunku. Wtedy przekona się człowiek, że Bóg już na niego czekał z otwartymi ramionami.

Powtarzam – mówi papież – Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem, to nas męczy proszenie Go o miłosierdzie. Chrystus pozwala nam podnieść głowę i zacząć od nowa, z taką czułością, która nas nigdy nie zawiedzie i zawsze może przywrócić nam radość. Nie uciekajmy przed Jezusem”.

Chciałoby się dodać: uciekajmy się zawsze pod Boży płaszcz! Chrońmy się  Eucharystią. Tam, nasz Pan delikatnie szlifuje naszą wiarę. I choćby wiara czy życie były popękane lub zadraśnięte przez różne wydarzenia, to Bóg tajemnicą swej łaski na Eucharystii, dokonuje rzeczy niemożliwych – uzdrawia a nawet wskrzesza obumarła nadzieję i wiarę!

„Nie ma nic gorszego dla człowieka niż brak Boga.
Eucharystia jest miejscem, gdzie Bóg po prostu jest”.

Jeśli ktoś szuka Bożej obecności, niech szuka Eucharystii! Jeśli chcesz być wolnym, wolnym od swych słabości, od zła i grzechu - szukaj Eucharystii! Wolność uzyskujemy także na Eucharystii, ponieważ ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5, 1). Co więcej, wówczas łatwiej zrozumiemy myśl św. Pawła, który powiedział: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1Kor 6,12).

Tylko wręcz „nałogowa” (systematyczna) obecność nas, ludzi na Eucharystii, ochroni nasze ciała i dusze przed prawdziwymi nałogami i zgubnym myśleniem, że wiarę mogę wyznawać po swojemu. Nie bójmy się zależności od Boga; ona chroni nas od wszystkich uzależnień! Benedykt XVI napisał:„Wiara jest wspólnotowa, albo jej nie ma wcale”. Módlmy się dla każdego z nas o ducha wiary w Eucharystię.

„Eucharystia jest szczytem inicjacji chrześcijańskiej”– że na koniec przypomnę tytuł tej konferencji.

Kto chodzi po górach, ten doskonale rozumie, że droga na szczyt, zazwyczaj nie należy do łatwych, lecz wymaga najpierw zejścia z wygodnej kanapy życia. Tylko wtedy rodzić się będzie w nas wartościowe, duchowe i prawdziwe życie. Nie dzięki nam, lecz dzięki Eucharystii – dzięki Chrystusowi, który w Eucharystiijest i był i wciąż przychodzi.

3) Wprowadzenie do koronki

Bitwa warszawska, 13–25 sierpnia 1920 roku.

POSŁUCHAJ

Kluczową rolę dla jej przebiegu odegrał manewr Wojska Polskiego oskrzydlający Armię Czerwoną przeprowadzony znad rzeki Wieprz, 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.

15 sierpnia, w nocy, pierwsze oddziały rozpoczęły forsowanie Wieprza pod Kockiem. Rozpoczęła się w ten sposób słynna kontrofensywa, w wyniku której rozbito wojska rosyjskiego Frontu Zachodniego pod dowództwem marszałka Michaiła Tuchaczewskiego.

Wśród historyków trwają i pewnie nigdy się nie skończą spory o zasługi związane z tą operacją. Jedni za jej pomysłodawcę mają francuskiego generała Weyganda, inni Józefa Piłsudskiego. Wydaje się jednak, że największe zasługi należy przypisać gen. Józefowi Rozwadowskiemu.

To on uniemożliwił zamiar Tuchaczewskiego, który próbował powtórzyć manewr gen. Paskiewicza z powstania listopadowego. Chciał obejść Warszawę od północy i zaatakować stolicę niejako od tyłu. Rozwadowski zapobiegł temu, wzmacniając siły Frontu Północnego, czyli V Armię gen. Władysława Sikorskiego. Zatrzymała ona i pobiła trzy armie bolszewickie i przeszła do ofensywy przeciw Rosjanom. Rozwadowski namówił też Piłsudskiego, by przyspieszył o jeden dzień, z 17 na 16 sierpnia, uderzenie znad Wieprza, gdzie Polska dysponowała największymi siłami. Jego plan zakładał podwójne – okrążające - uderzenie na wojska sowieckie z północy, znad Wkry i z południa, znad Wieprza.  

Rozwadowski w czasie wojny polsko-bolszewickiej był szefem sztabu Wojska Polskiego.  To jego podpis widnieje pod najważniejszym rozkazem zmieniającym koncepcję bitwy warszawskiej. Pierwotnie polski kontratak miał zostać wyprowadzony tylko z południa. Rozwadowski zdecydował, że lepszy będzie manewr naśladujący pomysł Hannibala w bitwie pod Kannami przeciw Rzymianom, także w sierpniu, ale 216 roku… przed Chrystusem! Rosjaniesilniejsi – jak wówczas Rzymianie - zostali zaatakowani jednocześnie z południa oraz z północy i okrążeni.

Sowieci, jeszcze niedawno pewni zdobycia Warszawy, zaczęli się pod polskim naporem wycofywać. Polacy przeszli do walki pościgowej.

- Nie marnego kontredansa, lecz wściekłego galopa rżnęła muzyka wojny! - pisał Józef Piłsudski. - Nie dzień z dniem się rozmijał, lecz godzina z godziną! Kalejdoskop (…) nie pozwalał nikomu z dowodzących po stronie sowieckiej zatrzymać się na żadnej z tańczonych figur. Pękały one w jednej chwili, podsuwając pod przerażone oczy całkiem nowe postacie i nowe sytuacje, które przerastały całkowicie przypuszczenia, plany i zamiary. 

Warto podkreślić, że gen. Rozwadowski, w czasie bitwy, wszystkie swoje zamiary i plany konsultował z Piłsudskim i był lojalnym współpracownikiem. Przystał na rolę bohatera drugiego planu. Nie chciał podważać autorytetu Naczelnego Wodza ani psuć dobrych relacji polsko-francuskich. Obu wybitnych dowódców podzielił ostatecznie przewrót majowy 1926 roku…

Nie zmienia to faktu, że bitwa warszawska, w której obaj mieli niewątpliwe zasługi, była ważnym wydarzeniem nie tylko dla Polski. Zdaniem Edgara D’Abernona, brytyjskiego polityka, historyka i pisarza, była to 18. z przełomowych bitew w historii świata.

„Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej docenione... Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż z upadkiem Warszawy, środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji (...). Zadaniem pisarzy politycznych jest wytłumaczenie europejskiej opinii publicznej, że w roku 1920 Europę zbawiła Polska” - pisał.

4) Rozważania różańcowe

CZĘŚĆ CHWALEBNA

1.Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Jedna z głównych prawd wiary informuje nas, że Jezus umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Drogę wiary można przejść bezrefleksyjnie. Jednak na pewnym jej etapie trzeba zapytać się, czy ja rzeczywiście wierzę w to, co Kościół do wierzenia podaje, jak również na ile to rozumiem? Powinniśmy się uczyć głębokiej wiary od Maryi, ta bowiem nie musiała biec do grobu, bo wierzyła, że On zmartwychwstał.

2. Wniebowstąpienie Pana Jezusa

Uczniowie Jezusa po Jego Wniebowstąpienia długo stali i patrzyli się w niebo. Anioł ich nie karci za to, lecz wzywa ich do dalszego działania. Na drodze wiary możemy patrzeć się w niebo, bo to cel naszej wędrówki, jednak to za mało. Musimy solidnie wypełniać także zadania spotkane na naszej drodze, a podołamy temu, bo „Pan jest z nami”.

3.Zesłanie Ducha Świętego

Na drodze wiary nie jesteśmy samy. Zawsze ktoś nam towarzyszy, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawy. Na drogach wiary powinniśmy tworzyć wspólnotę, którą cechuje wspólna modlitwa i jednomyślność. Wtedy podczas naszej drogi zstąpi na nas Duch Święty, który umocni swoimi darami, a one pozwolą nam owocniej przejść drogę wiary.

4. Wniebowzięcie NMP

Maryja po zakończonym ziemskim życiu i spełnieniu swojego powołania, zostaje z ciałem i duszą wzięta do nieba. Wydarzenie to ma wzbudzić w nas zazdrość, która zmotywuje nas do jak najlepszego życia i najpełniejszego realizowania naszego powołania, bo gdy tak przejdziemy naszą drogę wiary, wtedy otrzymamy piękną nagrodę, jaką będzie otwarte dla nas niebo.

5. Ukoronowanie NMP

Maryja staje się naszą królową. Jako królowa dużo wymaga od swoich sług. Przede wszystkim uczy, by czynić to, co mówi do nas Jej Syn, a nasz Pan, Jezus Chrystus. A co mówi? Znamy tak wiele słów Jezusa, mamy je wszystkie wypełnić. Jezus apeluje do nas: „wierzcie”. Zatem musimy wierzyć, bo czy odmówimy naszemu królowi i naszej królowej?