Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Piątek

Opublikowano: sobota, 08 sierpień 2020

Piątek – 21.08

1) Liturgia Słowa

(Ez 37, 1-14)
Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: "Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?" Odpowiedziałem: "Panie Boże, Ty to wiesz". Wtedy rzekł On do mnie: "Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha, byście ożyły. Chcę as otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha, byście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan". I prorokowałem, jak mi polecono, a gdy prorokowałem, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: "Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i tchnij na tych pobitych, aby ożyli". Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie. I rzekł do mnie: "Synu człowieczy, kości te to cały dom Izraela. Oto mówią oni: Wyschły kości nasze, znikła nadzieja nasza, już po nas. Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam" – mówi Pan Bóg.

(Ps 107 (106), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9)
REFREN: Chwalmy na wieki miłosierdzie Pana

Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
których wybawił z rąk przeciwnika
i których zgromadził z obcych krain,
ze wschodu i zachodu, z północy i południa.

Błądzili na pustynnym odludziu,
do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
Cierpieli głód i pragnienie
i wygasało w nich życie.

W swoim utrapieniu wołali do Pana,
a On ich uwolnił od trwogi.
I powiódł ich prostą drogą,
aż doszli do miasta zamieszkałego.

Niech dziękują Panu za dobroć Jego,
za Jego cuda wobec synów ludzkich,
9 bo głodnego nasycił,
a łaknącego napełnił dobrami.

 (Mt 22, 34-40)
Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. 

2) Konferencje

KONFERENCJA I

„Oto Baranek Boży” – sacrum i sacrificium Eucharystii.

Ofiara za grzechy świata. Kapłan – świadkiem Eucharystii.

POSŁUCHAJ

By najgłębiej zrozumieć tajemnicę Eucharystii, trzeba powrócić do Wieczernika sprzed dwóch tysięcy lat by na nowo usłyszeć słowa Pana.

„A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał (Łk 22, 14-15).. św. Jan apostoł dopowie: „Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca1 ich umiłował” (zob. J 13, 1).

Wieczór Miłości! Godzina Miłości!

Godzina Miłości Wieczernika to Godzina, w której Pa pozostawia swój testament Eucharystii i Kapłaństwa aby pozostać z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20).

Czym więc, w swej istocie, jest ta Wielka Tajemnica Wiary, o której słyszymy w czasie każdej Mszy świętej?

Św. Jan Paweł II, w homilii, w czasie Eucharystii sprawowanej w Warszawie, 8 czerwca 1987 roku, powiedział: „Eucharystia należy do tej właśnie godziny: do odkupieńczej godziny dziejów człowieka i świata. Jest to godzina, w której Syn Człowieczy „umiłował do końca.” Do końca potwierdził zbawczą potęgę miłości. Objawił, że sam Bóg jest miłością. Innego, większego objawienia tej prawdy nie było i nigdy nie będzie. Bardziej radykalnego jej potwierdzenia: „Nie masz większej miłości nad tę, by ktoś życie dał” (por. J 15, 13) za wszystkich, ażby „życie mieli i mieli je w obfitości” (por. J 10, 10).

Eucharystia jako spotkanie.

Gromadząc się jako Kościół na sprawowanie tego wielkiego Misterium sami przywołujemy obecność Pana, który, jak obiecał, zawsze jest tam, gdzie uczniowie gromadzą się w Jego Imię. To Chrystus obecny w tych, którzy tak samo wierzą, tak samo czują, tak samo kochają. Dlatego tez w czasie uroczystej celebry, ministrant okadza zgromadzonych kadzidłem, a to przecież gest należny tylko Bogu. Czyni tak, jednak dlatego, by uświadomić wszystkim obecność Chrystusa w tej właśnie wspólnocie ołtarza.

Obecność Pana staje się jeszcze pełniejsza w chwili, gdy na miejscu przewodniczenia, przy stole Słowa i Eucharystii staje prezbiter, kapłan, bez którego nie może się dokonać Ofiara Pana.

Nie ma Kapłaństwa bez Eucharystii i nie ma Eucharystii bez Kapłaństwa. Dlatego Kościół nieustannie zanosi modlitwy do Pana żniwa, by nigdy nie zabrakło tych, którzy na ołtarzach świata wciąż będą „rodzić” dla nas Obecność Boga.

Gdyby zabrakło kapłana, opustoszałyby tabernakula naszych świątyń, ale przede wszystkim opustoszałyby świątynie naszych serc. Gdyby zabrakło kapłana, moglibyśmy zebrać się jako wspólnota wiary i nad chlebem i winem wypowiedzieć słowa z Ostatniej Wieczerzy, a mimo to, chleb nadal pozostałby tylko chlebem a wino tylko zwyczajnym winem…

Bez kapłana nie będzie Eucharystii!

Bez kapłana nie będzie Jezusa na ołtarzu!

Bez kapłana nie będzie Ofiary Miłości!

Spotkanie na Eucharystii to również spotkanie ze Słowem Bożym. Tylko na jednej księdze w liturgii, kapłan składa pocałunek – na Ewangeliarzu lub lekcjonarzu, z którego odczytuje słowo Boga. Księga Pisma Świętego jest wręcz „tabernakulum” Ducha Świętego. Słowo Pana to Duch i Życie; przecież „nie samym chlebem żyje człowiek” (zob. Mt 4, 4).

A propos „tabernakulum Ducha Świętego. Gdybyśmy chcieli mieć w domu tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, potrzebne by było pozwolenie Księdza biskupa. Ale Biblię może mieć (i zapewne ma) każdy z nas. Jeśli stoi na półce, pośród innych książek, wyjmij ją stamtąd. Następnie ucałuj ją z szacunkiem jaki dyktuje ci wiara. Potem połóż Świętą Księgę na stole, przy którym siadacie do posiłku, w miejscu, w którym zwykle kładziesz chleb. Usiądź blisko niej. Teraz módl się do Ducha Świętego, by przyjąć słowo Boże nie jako słowo ludzkie ale - jak jest naprawdę - jako słowo Boga, który działa w nas wierzących (por. 1 Tes 2, 13). Otwórz Pismo Święte i nakarm swoją wiarę. Niech Słowo Pana stanie się każdego dnia życiem Twojego życia i duszą twojej duszy.

Szczytem eucharystycznego spotkania staje się Obecność Pana w znaku chleba i wina. I choć zachowują one swoje naturalne właściwości: smak, skład i wygląd, to już nie jest zwykły chleb ani zwyczajne wino. To żywy i prawdziwy Chrystus, obecny z Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem „na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata” (por. Koronka do Miłosierdzia Bożego).

Tego wszystkiego nie można do końca pojąć rozumem – „tylko wiara, Bożą mową pewność o tym w serca śle” (św. Tomasz z Akwinu).

Św. Jan, Apostoł i Ewangelista, w czasie Ostatniej Wieczerzy, położył swoją głowę na piersi Jezusa. On jeden słyszał jak bije Serce Pana. Najpewniej, właśnie to wyjątkowe doświadczenie, pomogło mu pójść za Jezusem aż pod krzyż, podczas gdy pozostali uczniowie uciekli, a nawet zdradzili Jezusa. I właśnie tam, na Golgocie, Jan zobaczył jak z przebitego Serca Jezusa wytrysnęły Krew i Woda. Abyśmy mieli Życie i mieli je w obfitości… Potem, jako jedyny z żyjących jeszcze apostołów, sędziwy Jan daje o tym świadectwo w trzech słowach: „Bóg jest miłością” (1 J 4, 16).

Trzeba nam właśnie takiego przeżywania Eucharystii, trzeba nam doświadczenia tej Miłości. Potrzeba ufności i prostoty dziecka, które przytula się do serca i kocha…

Czy kocham Eucharystię?

EUCHARYSTIA JEST UCZTĄ.

Stół. To centrum życia każdej wspólnoty rodzinnej, każdego domu. Stół gromadzi nie tylko dla posiłku. Stół to miejsce udzielania się miłości. Przy stole możemy poczuć czym żyje serce rodziny.

Dlatego w centrum świątyni znajduje się stół – ołtarz, na którym czeka Gospodarz Uczty – Chrystus, dający największy dar – samego Siebie.

Jak bardzo troszczy się dziś człowiek o długie życie, o dobre zdrowie. Jak bardzo troszczy się o dobry pokarm dla ciała. Czy z jeszcze większą zapobiegliwością troszczymy się o Pokarm, który daje nam Pan? „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6, 51). Wierzysz w to?

Tę Miłość trzeba pokochać! Za tą Miłością trzeba zatęsknić.

Wyobraź sobie przyjęcie, które przygotowujesz dla przyjaciół, a oni nie przychodzą. Ci zaś, którzy jednak przyszli, nie chcą nawet dotknąć tego, co przygotowałeś. Co czujesz wtedy, jako gospodarz? Czy czujesz się kochany, dowartościowany, uszanowany przez przyjaciół? Tylko przyjaciele mogą zranić miłość!...

Jezus – Bóg stęskniony za człowiekiem, mówi do św. Faustyny, a przez nią do każdego z nas: „A więc Królu mój, o nic Cię nie proszę, choć wiem, że wszystko mi dać możesz.Proszę Cię tylko o jedno: zostań Królem na wieki mojego serca, to mi wystarcza” Dz. 1811).

„Ach, jak Mnie to boli, że dusze tak mało się łączą ze Mną w Komunii św. Czekam na dusze, a one są dla Mnie obojętne. Kocham ich tak czule i szczerze, a one Mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami - one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze Mną, jak z czymś martwym, a przecież mam Serce pełne miłości i miłosierdzia. - Abyś poznała choć trochę Mój ból, wyobraź sobie najczulszą matkę, która bardzo kocha swe dzieci, jednak te dzieci gardzą miłością matki, rozważ jej ból, nikt jej nie pocieszy. – To słaby obraz i podobieństwo Mojej miłości” (Dz. 1447).

„19.XI. Dziś po Komunii św. powiedział mi Jezus, jak bardzo pragnie przychodzić do serc

ludzkich. - Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą Moją jest łączyć się z duszami. Wiedz o tym, córko Moja, kiedy przychodzę w Komunii św. do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy, ale dusze nawet nie zwracają uwagi na Mnie pozostawiają Mnie Samego, a zajmują się czym innym. O jak Mi smutno, że dusze nie poznały Miłości Obchodzą się ze Mną, jak z czymś martwym. Odpowiedziałam Jezusowi: O Skarbie mojego serca, jedyny przedmiocie mojego serca i cała rozkoszy mojej duszy, pragnę Cię uwielbiać w swym sercu, jako jesteś uwielbiany na tronie Swej wiekuistej chwały. Miłość moja pragnie Ci choć w cząstce wynagrodzić za oziębłość tak wielkiej liczby dusz. Jezu, oto serce moje jest dla Ciebie mieszkaniem, do którego nic wstępu nie ma, Ty Sam wypoczywaj w nim, jako w pięknym ogrodzie” (Dz. 1385).

„Pan Wieczernik przygotował

Swój zaprasza lud

Dla nas wszystkich dom otworzył

I zastawił stół” (t.: s. M. Imelda, m.: T Kiesewetter).

EUCHARYSTIA JAKO OFIARA.

Każda Msza Święta, każda Eucharystia to nade wszystko Ofiara. Tego znamienia Eucharystii nigdy nie wolno nam pomniejszać. Msza św. jest pamiątką w sensie biblijnym, który oznacza realne uobecnienie tajemnicy Meki, Śmierci i Zmartwychwstania. Ołtarz to nie tylko stół – to przede wszystkim Golgota. Ołtarz to Ofiara uobecniana dla każdego z mnie, abym miał życie. Na Ołtarzu umiera Pan, na Ołtarzu zmartwychwstaje, stając się Ofiarą.

Św. Ojciec Pio, który widział głębiej niż każdy z nas, złożył piękne świadectwo wobec swych zakonnych współbraci: „Gdybyście widzieli, co dzieje się na ołtarzu, nigdy nie bylibyście wstanie sprawować Mszy Świętej.”

Zmarły w sierpniu 2019 roku, aktor i ksiądz Kazimierz Orzechowski powiedział: „Moją miłością jest Msza Święta.”

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA.

Mszy św.  nie można zrozumieć do końca! By więcej z Niej rozumieć, trzeba bardziej Eucharystię kochać. By Eucharystię kochać, trzeba Mszą Świętą – po prostu – żyć!

„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi… (zob. J 15, 12-14).

Bądź uwielbiona!

Bądź błogosławiona Godzino Miłości Wieczernika!”

KONFERENCJA II

„Samych siebie składać w ofierze”.

Msze święte w zamawianych intencjach.

POSŁUCHAJ

Przygotowanie darów podczas Mszy św. koczy się dialogiem kapłana z wiernymi:

K.:„Módlcie się aby MOJĄ i WASZĄ ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący.

W.:Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę Swojego imienia a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego”.

Słowa te mówią, czyją ofiarą jest Msza św. Rozważaliśmy już podczas tegorocznej pielgrzymki, że Msza św. jest uobecnieniem, w bezkrwawy sposób,ofiary Jezusa dokonanej na krzyżu. I tę ofiarę, jako Kościół, ofiarujemy Bogu Ojcu przez Jezusa, z Jezusem i w Jezusie. Nie mamy piękniejszej modlitwy i większej ofiary niż ofiara krzyża. Ona jest bezcenna.

Przytoczone na początku słowa dialogu po przygotowaniu darów mówią jednak nie tylko o ofierze Jezusa ale także i o naszej. Podczas Mszy św. możemy i powinniśmy złożyć Bogu, naszemu Ojcu, naszą ofiarę. I nie chodzi tu o pieniądze ale ofiarę swego życia.Jak pisze św. Piotr w pierwszym swym liście: „wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa." (1P 2,5).

Podczas Mszy św. mamy być więc nie tylko obserwatorami a nawet  uczestnikami Ofiary Jezusa ale sami przynosić i ofiarować coś z siebie, swego życia. Oczywiście duchowe dary możemy składać Bogu i poza Mszą św. Np. chorzy w szpitalach czy domach,gdy łączą się z cierpieniem Jezusa w modlitwie mówią do Boga: ofiaruję ci moje cierpienie i ból w takiej czy innej intencji. Ofiarują wówczas Bogu wielki dar – swoje cierpienie – łącząc się z całym Kościołem w uwielbieniu Boga.

Liturgia Mszy św. jest jednak szczególną przestrzenią, aby składać Bogu duchowe ofiary. W III modlitwie eucharystycznej kapłan modli się słowami: „Niech On nas uczyni wiecznym darem dla Ciebie, abyśmy otrzymali dziedzictwo z Twoimi wybranymi”.

Ofiarować znaczy więc „być darem dla Boga”, darem w ręku Jezusa, który czyni nas wiecznym darem dla Boga Ojca.

Jak to czynić? Co mogę ofiarować? W czym przynieść swój dar?

Ofiarowanie zaczyna się już w domu, kiedy ze względu na pójście na Mszę św. czasem rezygnuję lub przenoszę na inny czas coś dobrego np. spotkanie z przyjaciółmi, wyjazd, lekturę, zaległą pracę. Muszę i chcę „wykroić” ze swego czasu „godzinę” na spotkanie z Jezusem i oddanie mu tego co jest dla mnie ważne.

Ofiarowanie zaczyna się gdy mama, czasem już godzinę przed Mszą św., myje i ubiera odświętnie swe małe dzieci, tłumaczy cierpliwie gdzie idziemy i dlaczego, o zachowaniu w kościele, chociaż sama pyta siebie jak dziś przy swych „skarbach” uda się jej przeżyć Mszę św.

Gdy zakochany umawia się z ukochaną na spotkanie, to często przynosi ze sobą prezent, i na początku spotkania mówi: popatrz co ci przyniosłem!

Podobnie gdy wybieramy się na Mszę św. Warto przyjść wcześniej,10 – 15 minut, uklęknąć w kościelei jak ukochanemu powiedzieć: popatrz Jezus co Ci dziś przyniosłem! W minionych dniach to i to a w rodzinie to, a w mym sercu to  - Tobie to wszystko chcę dać w darze, ofiarować: moje dobre myśli i uczynki, moją prace nad sobą a zwłaszcza nad nałogami i wadami, moje cierpienie, moją radość ze zdanego egzaminu, o zdanie którego tak bardzo się modliłem, radość z narodzin dziecka, moje smutki, moją miłość, moją pustkę, moją prace zawodową i tyle osób o których wciąż myślę, osób z rodziny, pracy, sąsiadów, znajomych  itd., itd., itd… Tobie Jezu to daję, aby Duch Święty który przemienia chleb i wino w Twoje Ciało i Krew, przemienił i mój dar w miłą Bogu ofiarę.

Również w czasie samej Mszy św. są momenty, kiedy mogę w ciszy dać swój dar, powiedzieć o nim Bogu. To momenty ciszy podczas liturgii. Chociażby chwila ciszy gdy kapłan na początku przed tak zwaną „kolektą” czyli Modlitwą dnia mówi: „Módlmy się” – a więc mam powiedzieć co w modlitwie dziś do Boga zanoszę. To czas przygotowania darów, kiedy ministranci przynoszą chleb i wino. Śpiewamy wówczas najczęściej pieśń lub w ciszy uczestniczymy w tym obrzędzie mówiąc o swoim  darze. To w końcu cisza lub modlitwa po przyjęciu Jezusa w Komunii św. 

Nie sposób jednak przy tej okazji jeszcze raz nie zapytać: Czy Msza św. to tylko ofiara Chrystusa i nasza składana Bogu Ojcu?

Msza św. jest najważniejszą i najpiękniejszą Liturgią, a liturgia to w skrócie czyn ludzi i Boga; to nasze uwielbienie Boga i Jego zstąpienie do nas; to nasz ofiara Bogu składana wraz z ofiarą Jezusa i udzielania się nam samego Boga, to obdarowanie nas Bożą łaską.

Choć Bóg jest wolny i Jego dary nie są zamknięte jedynie w sakramentach, to jednak jesteśmy przekonani, że to właśnie w sakramentalnych znakach On udziela nam najcenniejszych darów.

O wartości każdej Mszy św. przez wieki Kościół, nasza Matka, pouczała swe dzieci. Tak, Msza  św. jest szczytem naszej modlitwy ale też źródłem, z którego powinniśmy czerpać jak najobficiej. Stąd też zachęta Kościoła wyrażona w przykazaniach kościelnych o „obowiązku uczestniczenia” we Mszy św. w Dzień Pański, nie tyle jako zobowiązanie ale przynaglenie do łączności z Panem, otwarcie na Jego dary. Podczas Mszy św. Jezus niczego nam nie zabiera a daje nam siebie!

Gdyby podczas każdej Mszy św. ksiądz rozdawał po 50 zł. czyż nie byłoby znacznie więcej wiernych na Eucharystii, a wielu nawet przychodziłoby dwukrotnie? Dlaczego więc tak wielu lekceważy udział we Mszy św.? Bo może nie zna darów Bożych, nie widzi ich i nie doświadcza „korzyści” płynących z Mszy św., z przyjmowania Komunii św., bo brakuje wiary w prawdziwą obecność Boga. A może już nic od Boga nie oczekuje?  A czyż obietnica życia wiecznego i zmartwychwstania, pomnożenia darów Bożych, uzdrowienie z grzechów lekkich i umocnienie w walce ze złem, w końcu zjednoczenie z samym Jezusem nie jest wystarczającym wielkim darem,aby uczestniczyć we Mszy św. i przyjmować Komunię św.,darem bezcennym?

Z wiary w wielkość Bożych darów udzielanych podczas Mszy św.  zrodziła się pobożna praktyka zamawiania intencji mszalnych czyli prośby o odprawienie Mszy św. w konkretnej intencji, w intencji osób czy wydarzeń. Praktyka ta jest dziękczynieniem czy prośbą skierowaną do Boga za lub o Jego dary.

Pamiętam w swym życiu, że kilkakrotnie w prezencie otrzymałem obrazek z adnotacją na odwrocie, że w tym a tym dniu, o tej godzinie, w tym miejscu zostanie odprawiona Msza św. w mojej intencji. Bardzo się wówczas cieszyłem z takiego prezentu, bardziej niż z kwiatów czy gadżetów.

Nie raz słyszeliśmy intencje dziękczynno-błagalne z okazji rocznicy ślubu, urodzin, imienin, o zdanie egzaminu, o zdrowie, a najczęściej za zmarłych prosząc o radość nieba. Słyszałem też inne rzadsze: o dobre przeżycie narzeczeństwa, o łaskę nawrócenia dla syna, o szczęśliwą godzinę śmierci. Są też intencje za dusze w czyśćcu cierpiące.

Jak Bóg aplikuje czyli jak udziela swych darów dla tych osób czy spraw? W swej hojności, wolności a nade wszystko miłości do człowieka. To już Boża tajemnica. Ale chyba każdy z nas doświadczył owoców Eucharystii. Stąd też tak wiele intencji mszalnych niektóre osoby zamawiają, bo wierzą w moc Chrystusa i jego miłość uobecnianą podczas Mszy św. Wierzą, że Eucharystia tu na ziemi jest źródłem Bożych darów.

A ja, zwłaszcza będąc młodym człowiekiem zamówiłem już kiedyś za kogoś Mszę św.? A może warto zaskoczyć kogoś takim prezentem. Pięknym katolickim zwyczajem jest, że każda rodzina w roku zamawia 2 intencje mszalne: jedną za żyjących w rodzinie druga za swych bliskich zmarłych.  Jest to praktyka, która również podkreśla więzy rodziny, jednoczy w modlitwie krewnych, którzy na taką Mszę św. przychodzą. Można zamówić intencją w swojej parafii, w ten sposób również zatroszczę się o jej utrzymanie materialne, składając przy tej okazji ofiarę na rzecz wspólnoty parafialnej i utrzymanie księdza. Ale można zamówić też w jakimś sanktuarium, klasztorze czy wysłać na misje.

Jakiej wysokości ma być stypendium mszalne czyli jak wina wynosić składana ofiara?

Kiedyś pani po Mszy św. przyszła do zakrystii i od drzwi woła:„przyszłam zapłacić za Mszę św”. A ksiądz na to: proszę Pani nie ma Pani tyle pieniędzy żeby zapłacić za przelaną krew Jezusa na krzyżu! Msza św. jest bezcenna, może Pani jedynie złożyć z racji sprawowanej Mszy św. tzw. stypendium czyli dar na utrzymanie kościoła i księdza.

No ale ile pytają niektórzy. Kiedyś bywało tak: skoro każdy ksiądz może odprawić jedną Mszę św. każdego dnia, (o ile nie ma specjalnego pozwolenia na tak zwaną binację czyli drugą) to stypendium powinno było wystarczyć na jego dzienne utrzymanie, ale także na utrzymanie organisty, zakrystianina, opłatę za oświetlenie czy ogrzewanie w kościele. Dziś nie wyznacza się, bynajmniej w naszej diecezji, wysokości tegoż stypendium, wysokość jest dobrowolna, ufając że wierni wiedząc ile kosztuje utrzymanie rodziny w miarę możliwości składają taką czy inną ofiarę. Niektórzy dadzą więcej, niektórzy mniej, niektórzy wcale. Jest to również ofiara na rzecz całej wspólnoty parafialnej i jest wyrazem troski o parafię.

Niektórzy pytają o tak zwane Msze św. gregoriańskie za zmarłych. Msza święta gregoriańska oznacza 30 Mszy św. odprawianych w kolejnych dniach, ofiarowanych za jedną osobę zmarłą. Zwyczaj ten został zapoczątkowany przez papieża Grzegorza Wielkiego (+604), który polecił w taki sposób modlić się za zmarłego mnicha benedyktyńskiego. Jak podaje pobożny przekaz, trzydziestego dnia zakonnik miał się objawić papieżowi i dziękować za wyświadczone mu w ten sposób miłosierdzie. Zwyczaj odprawiania gregorianki, opiera się na przekonaniu wiernych o skuteczności tej formy modlitwy, nie wiąże się z żadną doktryną ani specjalną teologią Kościoła.

Drodzy pielgrzymkowi braci i siostry,niech każda Msza św. będzie włączeniem osobistego daru w bezkrwawą krzyżową ofiarę Jezusa składaną Bogu Ojcu. Niech będzie również  obfitym czerpaniem Bożych łask, jak ze źródła czerpie spragniony człowiek.

3) Wprowadzenie do koronki

„Iskra Miłosierdzia”.
POSŁUCHAJ

                „Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach” – to zdanie wypowiedziane przez Jana Pawła II, 17.08.2002 roku, po poświęceniu nowej świątyni, ze wspomnieniem z lat wojny swojej codziennej drogi do pracy, niech będzie pomostem łączącym naszą dzisiejszą zadumę z myślą wtorkową. Na jubileusz 100. rocznicy urodzin świętego Papieża wyakcentowaliśmy wtedy jego zawołanie: „TotusTuus”, zaczerpnięte z traktatu św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, czytanego w przerwach pracy w Solvayu. Dzisiaj zatrzymajmy naszą myśl przy tajemnicy Miłosierdzia Bożego, powtarzając z głęboką wiarą: „Jezu, ufam Tobie!”

                Czytamy w Dzienniczku św. S. Faustyny (Dz. 951):

„O niepojęte i niezgłębione Miłosierdzie Boże! Kto Cię godnie uwielbić i wysławić może. Największy przymiocie Boga Wszechmocnego, Tyś słodka nadzieja dla człowieka grzesznego”.

Od tych słów rozpoczął papież swą homilię w Łagiewnikach, przypominając, że ufność we wszechmocną miłość Boga jest szczególnie potrzebna w naszych czasach, w których człowiek doznaje zagubienia w obliczu wielorakich przejawów zła.

                Uczył nas wtedy Jan Paweł II, że trzeba się oczyma duszy wpatrywać w oczy Miłosiernego Jezusa, aby w głębi Jego spojrzenia znaleźć odbicie własnego życia oraz światło łaski (…), którą Bóg zachowuje dla nas na każdy dzień i na dzień ostateczny.

Wobec tej tajemnicy człowiek nie może stanąć inaczej – kontynuujemy myśl Papieża – jak w Duchu i w prawdzie. To Duch Święty, Pocieszyciel i Duch Prawdy wprowadza nas na drogi Bożego Miłosierdzia. Dokonuje się to w odniesieniu do Chrystusowego Krzyża. Tajemnica Krzyża przypomina prawdę o ludzkim grzechu, ale też o tym, że człowiek może odzyskać poczucie godności umiłowanego dziecka Bożego. Krzyż bowiem „stanowi najgłębsze pochylenie Bóstwa nad człowiekiem (…) dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka” (encyklika „Dives in misericordia”, 8).

                W tej prawdzie odnajdujemy źródło ufności, która musi towarzyszyć każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga – tej miłości, której grzech nie zdoła przezwyciężyć. W ogniu Bożej miłości ludzkie serca mogą pałać pragnieniem nawrócenia, a każdy kto szuka nadziei, znajdzie ukojenie.

                Prawda o ogniu Bożej miłości przypomina jeszcze jedno wielkie pragnienie świętego Papieża, wyrażone przed laty w Łagiewnikach, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga rozchodziło się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść „iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście” (por. Dz. 1732). Dodał wtedy Papież: „Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! (…) Bądźcie świadkami miłosierdzia!”

                Tę naukę i pragnienie serca przekazywał św. Jan Paweł II 18. lat temu. Wielu młodych ludzi nie pamięta tych czasów i może nigdy nie zagłębiało się w to papieskie przesłanie. Świętowanie jubileuszu 100. rocznicy urodzin wielkiego Rodaka jest doskonałą okazją, by do Jego nauki i życiowych wskazań wracać, by odnaleźć w nich ważne drogowskazy na przyszłość, by bardziej nimi żyć.

Bez wątpienia należałoby zacząć od gorliwej modlitwy Koronki do Miłosierdzia Bożego, zwłaszcza w Godzinie Miłosierdzia, czyli każdego dnia o 15.00, a także od wpatrywania się oczyma duszy i ciała w Obraz Miłosiernego Jezusa, by ta „iskra miłosierdzia” mogła zapalić serce, które będzie ją dalej przekazywać.

                Jest jeszcze jeden ważny wymiar tej postawy miłosierdzia, o którym uczył święty Papież: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który (…) doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba ῾wyobraźni miłosierdzia῾ (…) wszędzie tam, gdzie ludzie wołają do Ojca Miłosierdzia”.

                Bardzo się trzeba ćwiczyć w mądrym otwieraniu oczu i serca na ludzkie niedole, w doskonaleniu tej postawy wyobraźni miłosierdzia, w zapalaniu owej iskry miłosierdzia i niesienia jej światu.

Niech nam się często przypomina  ewangeliczne wezwanie Pana Jezusa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”(Mt 5,7). 

4) Rozważania Drogi Krzyżowej

Wprowadzenie

Chrystus Pan przeszedł drogę pełną, bólu, ran, cierpienia, smutku i… miłości. Tak droga, którą przeszedł Pan Jezus była drogą naszego ludzkiego życia. Bo takie ono jest, nie zawsze piękne i kolorowe. Nie raz potykamy się i upadamy, odczuwamy bole i smutki a ludzie wokół zamiast pomagać to krzyczą i plują w twarz. Lecz Pan wskazał drogę, przeszedł pierwszy i wcześniej zaznaczył co jest siłą, wskazał dlaczego to zrobił. To miłość, miłość Boga do człowieka. On każdego dnia jest z nami.

Stacja I Pan Jezus na śmierć skazany

Stoi niewinny Jezus. Pokornie wysłuchuje tych wszystkich fałszywych zarzutów i przyjmuje wyrok śmierci straszliwej. Ileż razy spotyka nas dokładnie to samo. Ludzie tak często nie znając pełnej prawdy osądzają i rzucają w naszą stronę oskarżenia, raniąc głęboko. Czasem nawet bronić się przed tym całym  złem nie możemy, bądź nie potrafimy. Bo tłum krzyczy, bo przeciwności zbyt wielkie do uniesienia. Westchnijmy zatem O Jezu kochany pomóż mi przyjąć i pomóż znieść wszystkie trudy mego życia.

Stacja II Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

Wielkim trudem jest będąc  już umęczonym i ubiczowanym przez życie przyjąć dodatkowy krzyż. Chrystus bierze krzyż naszych win. Jego święty krzyż to nasze zbawienie, nasze odkupienie, bo ten krzyż to moje grzechy, moje bóle, moje trudy. Ten krzyż to mój krzyż. Jezus chwycił i przyjął go już ponad 2 tysiące lat temu. Jezus już go trzyma, nie zwlekaj, przyjmij go, ale idź i nie poddawaj się bo Jezus idzie z Tobą, nie jesteś sam.

Stacja III Pan Jezus pierwszy raz pod krzyżem upada.

Ileż to razy upadamy w grzechu. Ileż to razy przygniata nas życie problemami tak, że mamy dosyć wszystkiego.. ale to nie koniec. Patrz przed siebie. Co było prawdziwym powodem podjęcia krzyża? co jest dla mnie najważniejsze? Rodzina, dom, moje powołanie? To wszystko ma sens o to trzeba walczyć, iść bo wszystko co kochamy i na czym nam zależy w tym nasze szczęście jest trudne do osiągnięcia.. ale nie wolno pozostać przygniecionym przez krzyż. Jezus jest z nami On ma siłę by powstać to i ja mam siłę by powstać bo Pan jest ze mną.

Stacja IV Jezus spotyka Swą Matkę

Idąc dalej drogą naszego życia z Jezusem nie można zapominać o miłości matki. Oczy Jezusa i Maryi spotkały się. Nawet gdyby chcieli coś sobie powiedzieć, tłum zagłuszył by słowa. Wzrok wystarczy, mówi wszystko. Obecność, obecność Maryi matki na drodze naszej drogi krzyżowej dodaje otuchy  i sił. Matka nigdy nie opuści , współczuje, towarzyszy. Z nią nigdy nie jesteśmy sami nawet na najcięższych drogach naszego życia. Jezus na naszej drodze stawia swoją matkę, pamiętajmy o Tym wielkim darze i pamiętajmy o naszych matkach.

Stacja V Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Jezus mógł przejść sam całą drogę gdyby tylko chciał, ale chciał czegoś innego. Pan Jezus ukazuje nam obecność innych w naszym trudzie i cierpieniu. Chrystus nie zważa na to kim jest Szymon, przyjmuje jego pomoc i jest mu niezmiernie wdzięczny! Mało tego od teraz nie ma miejsca na samotność i opuszczenie. Chrześcijanin nie może dopuścić by ktoś cierpiał i zmagał się ze swoim krzyżem sam. Bo nie tędy wiedzie droga miłości. Droga do zbawienia nie wiedzie przez obojętność.

Stacja VI Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Chrześcijaństwo to życie w relacji, nigdy w samotności. Kościół to wspólnota. Jezus pragnął byśmy żyli we wspólnocie jak w jednej kochającej się rodzinie. Teraz Jezus, ja Szymon z Cyreny w drodze z krzyżem naszego życia. Na drodze staje Weronika. Nie zważa na tłum i żołnierzy, na to, co powiedzą inni. Kobieta ze szlachetnym i kochającym sercem bierze chustę i ociera pot i krew z twarzy umęczonego.

Stacja VII Drugi upadek pod krzyżem

Choć Jezus nie idzie sam, choć ja także żyję w rodzinie czy mam przyjaciół krzyż potrafi nas złamać i przycisnąć ponownie do ziemi. Krzyż uświadamia kolejną prawdę. Jezus choćby miał nie jednego pomocnika, choćbyśmy mieli wielu życzliwych ludzi wokół siebie to krzyż jest tylko i wyłącznie nasz i nikt nie może go za nas nieść i nikt inny przez ten krzyż do nieba nie wejdzie. Bo to jest nasz krzyż, nasze trudności, nasze zmagania, których nie możemy zwalić na innych ani też zawsze tylko liczyć na innych. Trzeba wstać, trzeba mieć dużo własnych sił by wstać. Tylko Jezus jest zawsze, bo tylko z nim niosę wspólnie krzyż.

Stacja VIII Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

Zadziwiające jest to, co Chrystus czyni. Ogromny ból czuje straszny ciężar, a w tym swoim cierpieniu wciąż dostrzega innych, dostrzega smutek, płacz i nieszczęście innych zatrzymuje się, potrafi poświęcić im swój czas nawet jeśli jest to tak trudna godzina. Ponadto nie tylko nakazuje im nie płakać nad Nim, ale jeszcze daje im radę, poucza.

Stacja IX Pan Jezus trzeci raz pod krzyżem upada

Ileż można. Jak długo jeszcze, jak wiele bólu jeszcze mam znosić, nie mam sił, nie wstaję! Mam wszystkiego i wszystkich dosyć.. Nie! Nie tak! Chrystus zapewne widział już szczyt i nie myślał, tak jak każdy z nas. Patrzył na szczyt i widział miejsce, gdzie pokona szatana, gdzie śmierć zostanie pokonana, wreszcie miejsce, gdzie zatriumfuje miłość, gdzie całe życie, jego misja się dopełni a człowiek zostanie zbawiony, ja zostanę zbawiony, mój krzyż zostanie zaniesiony do końca! Nie ma innej drogi nie ma innego zakończenia.

Stacja X Pan Jezus z szat obnażony

Trudna to część drogi. Nie dość, że za moment nadejdzie straszliwe przybicie do krzyża to teraz żołnierze obdzierają z godności, Jezus tu nie ma już nic.. nawet czegoś tak podstawowego jak szata. Mimo to cierpliwie znosi to wszystko, nie przeklina ludzi, nie skarży się Ojcu, że przez takie męczarnie musi przechodzić, bo ufa swemu Ojcu, bo wie, że tak musi być. To całe cierpienie i trudy mają sens. Zbawienie i życie wieczne ludzi, których Bóg kocha. Kochać to mieć siłę.

Stacja XI Przybicie do krzyża

Każdy z nas przeżywa takie chwile kiedy mówi, że dał się w coś „wkopać” lub mówimy że daje się wykorzystywać, albo, że ktoś ma miękkie serce i nie potrafi odmówić. Tak, to właśnie tylko, dlatego, że Bóg ma miękkie i kochające serce otwarte nam zostały bramy Nieba. Mało tego nawet nikt Go o to nie prosiłby zrobił tak wielkie dzieło dla człowieka. Ale zrobił, bo ukochał nas tak wielką miłością, że pozwolił się przybić do krzyża. A my, na co potrafimy zdobyć się dla innych? Dla tych, których kochamy?

Stacja XII Pan Jezus umiera na krzyżu

Chrystus umiera na krzyżu, najpierw pozwolił się do niego przybić a teraz umiera na nim. Wraz z Jego śmiercią ja odzyskuję życie, prawdziwe życie. Bo Chrystus daje całego siebie oddaje swoje ciało i swoją krew za mnie. Lecz to się nie skończyło. To nie tylko jeden historyczny moment. On na każdej Eucharystii umiera za mnie, na każdej Mszy Świętej oddaje za mnie swoje życie i karmi swym ciałem i swoją krwią, bym miał siły iść tą drogą mojego życia. Chrystus daje siebie każdego dnia i każdego dnia wyrusza z nami w drogę, pragnie nas wspierać i dodawać swych sił potrzebnych do niesienia krzyża i powstawania. Tylko od nas zależy czy przyjdziemy by się posilić, by znaleźć wiarę i ufność.

Stacja XIII Pan Jezus z krzyża zdjęty

Dokonało się. Każde trudy i cierpienia w końcu muszą minąć. Ciało pozostaje na ziemi a Duch odszedł w Ojca ręce. Nie tu na ziemi moje szczęście ostateczne. Choćbym posiadł wszystko na świecie to i tak nigdy nie dowiem się czy szczerze jestem kochany, prawdziwie szanowany przez innych. Ostatecznie zabierze mnie śmierć. Lecz można żyć blisko Boga, który jest miłością, radością, pięknem i źródłem wszelkiego dobra, troszczącym się o nas i pragnącym naszego szczęścia, lub z dala od Niego a po śmierci żyć w wiecznym szczęściu lub …

Stacja XIV Złożenie do grobu

Grób dla jednych koniec, dla nas chrześcijan, dzieci Bożych to tylko chwila oczekiwania. Chrystus, jako pierwszy zmartwychwstał i odszedł do domu Ojca w ciele uwielbionym. Dnia, w którym i nas to spotka nie znamy. Zostaje nam jedynie z ufnością, wiarą i miłością czekać tego dnia. Jedno jest pewne, jeśli prawdziwie będziemy żyć i będziemy w pełni, jako Jego dzieci nie pozwoli nam pozostać w grobie ale przyjdzie po nas z sam Jezus z radośnie wyciągniętymi dłońmi i miłością w oczach po czym obejmie w swe ramiona i przytuli do swego kochającego serca.

Zakończenie

Pamiętajmy, że Pan nasz z miłości dla każdego z nas podjął się przejść drogę krzyżową naszego życia. Każdego dnia jest gotów upadać i powstawać, wystawi się na oszczerstwa i baty, odarcie z szat godności, zostawia wszystko i nawet.. Codziennie składa się na ołtarzu by oddać Ci swoje Ciało i swoją krew by nakarmić cię miłością i dać wszelkich potrzebnych sił by zwyciężyć tak jak Chrystus zwyciężył. By tak jak On wejść w Niebo, odzyskać raj i osiągnąć wieczne szczęście i żyć w prawdziwej miłości po wszystkie czasy.

5) Rozważania Różańcowe

TAJEMNICE BOLESNE

1. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu

Na modlitwie w Ogrójcu Jezus zostaje sam, Jego najbliżsi uczniowie zamiast czuwać posnęli. Dla Jezusa jest to czas odosobnienia, rozmowy z Bogiem Ojcem, refleksji i odcięcia się od wszystkiego. Pozostaje tylko Jezus i Bóg. Na drogach wiary potrzeba także i nam Ogrójca, czyli odcięcia się od świata, prawdziwej rozmowy i modlitwy z Bogiem. Potrzeba by został tylko Jezus i ja, a potem trzeba ruszyć w dalszą drogę.

2. Biczowanie Pana Jezusa

Jezus przy biczowaniu jest bierny. Przyjmuje to, co zostało Mu przygotowane. Choć Go niezmiernie boli, to On przyjmuje wolę Bożą, bo wie, że spełnia Jego plan. A jak  ja podchodzę do trudności? Nie muszę wszystkiego rozumieć, ale muszę wierzyć, że Bóg tak chce. A gdy dojdę do celu wędrówki drogi wiary, wtedy zrozumiem, jaki to miało sens.

3. Cierniem ukoronowanie

Na każdej drodze są kamienie, ciernie i przeszkody. Każdy z nas upada, więc pewnie i ja upadnę. Upadnę przez grzechy. I co wtedy? Trzeba podnosić się z dna, a temu ma służyć i temu ma pomóc sakrament pokuty. On nas przywróci na właściwą drogę i pozwoli, byśmy dalej kroczyli, ku wyznaczonemu celowi. A z każdego upadku mam wyciągnąć wnioski i wciąż pamiętać, że każdy grzech jest cierniem, który przebija głowę Jezusa.

4. Droga Krzyżowa

Są różne drogi… także te krzyżowe. Na każdej drodze napotkamy krzyże, którymi są trudności, problemy i kłopoty. Czy one są tylko po to, by nas zatrzymać na drodze wiary? Nie. Gdy zrozumiemy sens cierpienia i ofiarujemy wszystko Bogu, wtedy krzyż stanie się źródłem mądrości, łaski i siły.

5. Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

Śmierć na krzyżu wydaje się końcem drogi. Czy rzeczywiście tak jest? To nie koniec, Jezus Zmartwychwstanie. Nasze drogi też niekiedy na pozór kończą się. Pojawiają się kryzysy, trudności, nie mamy siły by iść dalej. Wtedy trzeba wyciągnąć dłoń do Boga. On podźwignie, pomoże. Żadne trudności nas nie pokonają, gdy będzie Bóg z nami, z Nim na pewno dojdziemy do celu.