Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Wtorek

Opublikowano: niedziela, 08 sierpień 2021

Wtorek – 17.08

 

1) Konferencja

KONFERENCJA

Temat dnia: Eucharystia – szczególnym darem dla ludzi chorych i starych

Temat konferencji: Przypomnienie zdrowym o ich odpowiedzialności za stan ducha chorych. Wiatyk

Drodzy Bracia i Siostry,

już wiele tygodni trwa Okres Zwykły w ciągu roku, w czasie którego wspominamy publiczną działalność Chrystusa. Kiedy całościowo spojrzymy na Ewangeliczną relację o życiu i działalności Jezusa na ziemi, odkryjemy jak wiele ciepła, zainteresowania i miłości ofiarował ludziom chorym, cierpiącym na ciele i na duszy, odtrąconym przez innych i samotnych. Niedawno odczytywana ewangelia opisywała konkretne uzdrowienie teściowej św. Piotra, oraz o licznych anonimowych uzdrowieniach słysząc, że „uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił”. Co łączy wszystkie opisy uzdrowień? Łączy fakt, że trzeba spotkać Chrystusa, zapraszając go do swego domu, lub wychodząc mu na spotkanie. W czasie dzisiejszej pielgrzymiej drogi chcemy zaprosić Was Bracia i Siostry do wspólnej refleksji wokół szeroko rozumianego duszpasterstwa chorych.

         Na początek Sakrament Namaszczenia Chorych. Gdzie Kościół czerpie jego wzór? Właśnie w uzdrowieniach dokonywanych przez Chrystusa, a także w jego poleceniu wydanemu wobec apostołów, o którym słyszeliśmy w tym tygodniu. W 6 rozdziale swojej Ewangelii św. Marek opisuje posłanie Dwunastu po dwóch i wyposażenie ich we władzę nad duchami nieczystymi. W ostatnim zdaniu tej relacji pisze: „Wyrzucili wiele demonów i namaścili olejem wielu chorych, przywracając im zdrowie”. Święty Jakub Apostoł w swoim liście pisze słowa: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone”.

         I tutaj ważna uwaga, to nie jest ostatnie namaszczenie. Pokutuje to błędne określenie, które sugerowałoby, że po namaszczeniu to już tylko śmierć. Mam przed oczyma przerażenie ludzi, którzy na pytanie, czy pragnąc przyjąć namaszczenie, od razu mówili, że jeszcze nie chcą umierać. To jest skrajność. Nie możemy się bać sakramentów. Sakrament namaszczenia chorych ma pomóc w znoszeniu cierpienia poprzez umocnienie ufności Bogu, odpuszczenie grzechów, uzbrojenie nas do walki z pokusami do grzechu. Po namaszczeniu możliwe są scenariusze uzdrowienia z choroby, umocnienia do dalszego trwania w cierpieniu, lub przygotowanie się na śmierć.

         Jest też niestety druga skrajność. Traktowania namaszczenia chorych jak magii, zabobonu, czyli za częste i niepotrzebne przyjmowanie tego sakramentu. W myśl: „na wszelki wypadek przyjmę, a nuż mi pomoże”.

Kto zatem może przyjąć namaszczenie chorych?
-człowiek, u którego zdiagnozowano poważną chorobę, którą może go prowadzić do śmierci;
-człowiek, które z powodu sędziwości wieku może spodziewać się śmierci,
-człowiek które czeka „trudna operacja” jeśli jej przyczyną jest niebezpieczna choroba
-człowiek, który będąc chory odzyskał zdrowie, a następnie popadł w nową ciężką chorobę lub „jeśli choroba się pogłębia”
-chore dziecko, które ma ogólną świadomość dokonujących się czynności
-człowiek nieprzytomny jeśli wiadomo, że gdyby mieli świadomość jako wierzący, prosiliby o namaszczenie”

Komu zatem nie można udzielić namaszczenia?

Nie udziela się tego sakramentu osobom: zmarłym i tym, którzy umyślnie trwają w grzechu ciężkim. Namaszczenie chorych powinno być przyjmowane w stanie łaski. Formuła bowiem nie jest formą absolucji na wzór sakramentu pokuty. Namaszczenie gładzi grzechy lekkie. Grzechy ciężkie gładzi tylko w przypadku niemożności ich wyznania przez chorego. Wszyscy pragnący przyjąć sakrament namaszczenia chorych winni zatem wcześniej przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania. Przynajmniej zatem dziwi fakt, że część osób przyjmujących ten sakrament w czasie Mszy św. nie przystępuje później do Komunii św.

Istotne jest to, żeby nie zwlekać z sakramentem chorych, bowiem może być w pewnym momencie po prostu za późno. Stąd wezwania do chorego przyjmowanie jest o każdej porze dnia i nocy. Co ważne, dzwoniąc po kapłana warto być przygotowanym do odpowiedzi na istotne pytania: czy chory jest w stanie przyjąć komunię świętą? Czy chory jest w stanie się wyspowiadać, czy chory chce przyjąć sakrament chorych, oraz jak bardzo ciężki jest stan. Warto wskazać kapłanowi dobrą możliwość dojazdu do miejsca zamieszkania albo nawet po niego przyjechać, gdy to usprawni przyjazd i skróci czas.

         Sakrament udzielony osobie, która umiera staje się wiatykiem, czyli pokarmem na drogę do wieczności. Przygotowuje do spotkania z Bogiem chwili śmierci, bowiem jeśli jest gotowy spotkać się z Bogiem w Eucharystii, to jest także gotowy na spotkanie z Bogiem w chwili śmierci, na progu wieczności, by wejść w szczęście wieczne. I tutaj znów prośba, gdy ktoś odchodzi z tego świata, proszę nie zwlekać z wezwaniem kapłana, oby nie było za późno.

         Jak wygląda obrzęd namaszczenia chorych? Gdy czas, a może dokładniej stan zdrowia chorego na to pozwala i nie ma ryzyka nagłej śmierci, obrzęd jest bardzo wzruszający i pełen nadziei.
-pokropienie wodą święconą na pamiątkę chrztu,
-spowiedź lub akt pokutny,
-wyznanie wiary,
-czytanie Słowa Bożego,
-modlitwa za chorego,
-nałożenie rąk w milczeniu,
-namaszczenie dłoni i czoła olejem wypowiadając słowa: Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim miłosierdziu wspomoże Ciebie łaską Ducha Świętego. Pan który odpuszcza Ci grzechy niech Cię wybawi i łaskawie podźwignie.
-udzielenie komunii świętej,
-błogosławieństwo.

To prawdziwie przejmujący moment. W ubiegły czwartek otrzymałem wezwanie do chorego, który chorując na nowotwór języka miał iść do szpitala. Pięknie, że jego przyjaciele pomyśleli o przygotowaniu go duchowo. Ostatkiem daru mowy wyspowiadał się, ze z łzami w oczach ale i pełną świadomością wyznał wiarę, a po przyjęciu komunii powiedział piękne słowa: „jestem już gotowy”.

Chciałbym jeszcze dziś wspomnieć o tradycyjnej formie troski o naszych chorych, a więc o comiesięcznych odwiedzinach chorych. W tym czasie jest możliwość przyjęcie komunii świętej, skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania, a nawet namaszczenia chorych. Może warto pomyśleć o swoich chorych rodzicach, dziadkach, rodzeństwie, a nawet sąsiadach czy znajomych. Zdarza się, że przez wygodę młodych, chorzy są pozbawieni Komunii św. przez długie miesiące a nawet lata. Bądźmy tymi, którzy Chrystusa niczym św. Piotr przyprowadzą do swego domu. Takiej wizyty nie trzeba się bać ani szczególnie do niej przygotowywać. Wystarczy nakryć stół białym obrusem, postawić krzyżyk i zapalić świece – zupełnie jak podczas wizyty księdza „po kolędzie”. Dobrze, aby wszyscy domownicy zgromadzili się wokół Pana Jezusa, żeby podkreślić wzniosłość chwili, ale przede wszystkim pozwolili odczuć choremu, że chcą dzielić z nim tą radość. I tutaj dziękujemy tym rodzinom, którzy towarzyszą choremu w tym czasie, buduje mnie to niezwykle gdy cała rodzina trwa na modlitwie razem.

Dla chorego pozostawanie w stanie łaski uświęcającej powoduje, że łatwiej jest znosić trudy choroby i niedogodności spowodowane wiekiem. Dlatego ważne, abyśmy ułatwiali to naszym bliskim i znajomym, którzy sami, z różnych względów, nie są w stanie dotrzeć do kościoła i księdza. Wierzę też, że po epidemii posługa naszych szafarzy, którzy w niedziele odwiedzali chorych, znów będzie możliwe i chętnie przez chorych przyjmowania.

         Kończąc, trwamy w Roku św. Józefa, on nazwany w litanii Nadzieją Chorych, niech pozwoli nam z nową nadzieją, po przyjęciu sakramentu chorych nieść krzyż cierpienia i choroby. Nasz patron nazwany jest także patronem umierających, bo miał piękną śmierć, w objęciach Maryi i Jezusa, więcej o niej jeszcze z tego miejsca w przyszłości powiem. Niech postawa naszego patrona zmobilizuje nas, byśmy sami byli gotowi na naszą śmierć, jak również innymi pomogli pięknie odejść z tego świata, kiedy przyjdzie na to pora. Obyśmy my sami, jak i nasi bliscy, nigdy bez Boga nie umarli.

2) Rozważania różańcowe

TAJEMNICE BOLESNE

1.Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu

Jezus zanim przystąpił do ostatniego etapu ziemskich wydarzeń zbawczych, udał się na modlitwę. Tam z Ojcem rozmawia o Jego woli, po czym ją przyjmuje. I nam potrzeba modlitwy. Zawsze i codziennie, a szczególnie przed ważnymi wydarzeniami z życia rodziny. Przed egzaminem syna, nowym etapem pracy rodziców, ślubem córki, święceniami syna. Z modlitwą łatwiej jest przyjąć Bożą wolę i dobrze ją wykorzystać.

2. Biczowanie Pana Jezusa

Jezus został okrutnie ubiczowany. Zniósł to wszystko, bo wiedział, że to wola Boża, dlatego przyjął to z miłością. Dziś rodzina jest biczowana i raniona przez  niezgodne z Bożym zamysłem prawo, nieetyczne  zagrywki polityczne i społeczne, o których donoszą media. I my sami ranimy rodzinę przez grzech i brak miłości. Musimy dbać o rodziny. A te bolączki, na które nie ma recepty, trzeba przyjąć i ofiarować Bogu. Gdy pójdziemy z nimi pod krzyż, wtedy będzie łatwiej je przyjąć.

3.Cierpniem ukoronowanie Pana Jezusa

Okrutni kaci chcieli wyszydzić Jezusa, a tak naprawdę użyli wobec niego poprawnego tytułu. Jezus jest Królem! I potrzeba, by każda rodzina przyjęła Go jako króla swojej rodziny. Nie ma to być tylko słowna deklaracja, lecz konkretne czyny wypływające z miłości do Niego. Królowi trzeba być posłusznym. Jak to zrobić w rodzinie? Przede wszystkim musimy miłować Go i siebie nawzajem. Najlepszym sprawdzianem życia pod banderą Jezusa będzie szara codzienność.

4.Droga Krzyżowa

Pan Jezus dla nas i naszego zbawienia przeszedł Drogę Krzyżową niosąc krzyż. Wiele bolesnych wydarzeń spotyka Go na tej drodze. I nasze życie rodzinne jest bogate w wydarzenia, jest wiele radości, ale i wiele smutków, są dni łatwiejsze i trudniejsze. Gdy w naszej drodze nie zapomnimy Jezusa, wtedy zdołamy ją przejść w myśl przysłowia: "Podzielone cierpienie jest połową cierpienia, podzielona zaś radość jest radością podwójną”, Musimy zaprosić Mistrza na naszą drogę życia, wtedy dojdziemy do celu!

5. Śmierć na krzyżu

Jezus umiera, kończy swoją ziemską drogę, W chwili Jego śmierci towarzyszyli mu tylko najbliżsi, szczególnie Matka i umiłowany uczeń. Rodziny wielokrotnie przeżywają śmierć kogoś bliskiego. Wydarzenie to nie będzie tak trudne i bolesne, gdy będzie przy nas ktoś bliski. Powróćmy do praktyki naszych przodków, by cała rodzina towarzyszyła przy przejściu zmarłego do „domu Ojca”. Zobowiązani są do tego szczególnie dzieci, bo ich prawem i obowiązkiem jest zamknięcie oczu rodzicom. Chciejmy przekazać naszych rodziców Bogu, aby przeszli z naszych kochających dłoni w objęcia Boga.

3) Myśl przed Aniołem Pańskim

Dzisiejszą refleksję poświęcimy kapłanom ze Śląska Opolskiego zabitym i represjonowanym w czasie III powstania śląskiego. Jest paradoksem, że niektórzy z nich nie czuli się Polakami. Stanęli w obronie swego ludu, swoich parafian, bo uważali, że im się dzieje krzywda...

Ksiądz Tomasz Drobig był proboszczem w Otmęcie w latach 1902–1920. Jeszcze przed plebiscytem podczas kazania odważył się napiętnować akty terroru stosowane przez bojówki niemieckiego Grenzschutzu. To wystarczyło, aby zginął. Ciało jego znaleziono w ogrodzie obok plebanii w lutym 1920 roku ze śladami uduszenia. Sprawcy morderstwa pozostali nieznani. Do publicznej wiadomości podano, że zbrodnia miała podłoże rabunkowe.

Drugi z zabitych, ks. Franciszek Józef Marx był Niemcem z urodzenia, wychowania i przekonań. Stanął w obronie uciskanej wiejskiej ludności polskiej, przez co ściągnął na siebie gniew i zemstę ziomków i magnatów z okolicy. Opowiedział się za Polską, bo wierzył, że właśnie Polska odrodzona po długich latach, nauczona znosić niewolę zaborców, zbuduje u siebie ustrój oparty na poszanowaniu godności osobistej obywateli, na sprawiedliwości społecznej i na ogólnym dobrobycie. Był przekonany, że Polska jako kraj katolicki, stworzy u siebie ustawodawstwo oparte na społecznym nauczaniu Kościoła w duchu papieża Leona XIII. Zginął w czasie III powstania śląskiego, zamordowany przez bojówkę niemiecką w nocy z 10 na 11 maja 1921 r., Jego ciało spalono w gazowni w Kluczborku.

Kolejny zamordowany – ks. Augustyn Strzybny od listopada 1906 r. aż do śmierci w październiku 1921 r. był proboszczem parafii w Modzurowie niedaleko Raciborza. Czuł się Polakiem i tego nie ukrywał. Opowiadał się za Polską przez głoszenie Słowa Bożego, nauczanie religii, śpiew liturgiczny oraz odprawianie nabożeństw w języku polskim. Opracowany przez modzurowskiego proboszcza katechizm, napisany w języku polskim, spełniał także rolę kulturotwórczą.

Miał w parafialnym kościele udzielić potajemnie powstańcom śląskim z pobliskiej okolicy błogosławieństwa. Pierwszą reakcją władz były represje i szykany administracyjne. Plebanię sześć razy rewidowano w poszukiwaniu broni i amunicji, a także ulotek Korfantego. Trzykrotnie konfiskowano mu konie. Trafił na 15 dni do aresztu. Zginął – w ramach represji – już po powstaniu, w październiku 1921 roku.

Jak to się stało, opisał ówczesny proboszcz Maciowakrza, ks. Karol Gade: Kiedy wieczorem o 20.30 w wigilię Wszystkich Świętych z konfesjonału senny i zmęczony wyszedł z zakrystii, podążając na plebanię, został od tyłu postrzelony przez trzech morderców, rzucony na ziemię i dziesięcioma strzałami przeszyty. Bestialstwo tego strasznego czynu nie miało granic. Mordercy po obaleniu ofiary, przydusili ją kolanem i oddali strzały w głowę i serce, zaś sztyletem przebito szyję i język tej biednej ofierze - pisał ks. Gade.

Obok tłumu wiernych w pogrzebie uczestniczyło prawie stu księży. Mszę św. odprawił ks. prałat Carl Ulitzka z Raciborza, duchowy przywódca obrońców niemieckiego Śląska. Dał tym samym wyraz potępienia przemocy i terroru.

Czwarty zamordowany ksiądz pochodził z opolskiej ziemi, ale pracował na Dolnym Śląsku, a zemstę ściągnął na siebie odprawieniem mszy św. w intencji powstańców wielkopolskich. Był to ks. Wincenty Ruda, duszpasterz w Marcinkach w powiecie Syców. W nocy 15 stycznia 1919 do Marcinek przybył oddział niemieckiego Grenzschutzu. Dowódca wysłał do ks. Rudy sześciu ludzi, którzy mieli go dostarczyć do głównej kwatery za rzekome szpiegostwo i zdradę Niemiec. Został doprowadzony do pobliskiego lasu. Tam, podczas rzekomej próby ucieczki, zastrzelono go i pchnięto kilkakrotnie bagnetem. Ciało .znaleźli je rankiem następnego dnia mieszkańcy Marcinek.

Represje wobec księży nie ograniczały się wyłącznie do zabijania. Blisko 60 zmuszono represjami i nękaniem do ucieczki...

4) Myśl przed koronką do Bożego Miłosierdzia

POSTĘPOWY, CZYLI ŚWIĘTY.

„Żądając od Kościoła postępu, pamiętajcie, że postęp w Kościele oznacza nie nowość, ale świętość. To nie bezpłodna ustawiczna dyskusja, produkcja słów, gonienie za nowością, zmianą, podważanie wszystkiego, co było i jest – ale osobista świętość. A świętość zaczynamy od samego siebie. (…) Pamiętajcie, że odnowę soborową wprowadza się, nie tyle przez zmianę instytucji kościelnych, ile przez odnowę umysłów, serc i stylu osobistego życia. Chcecie być nauczycielami całego świata – zostańcie świętymi!” (Warszawa, Popielec 1970).

Refleksja Sługi Bożego kard. Wyszyńskiego, przywołuje inną, ale jakże bliską w temacie świętości, myśl św. Pawła VI: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Evangelii nuntiandi, 41).

A my, w pielgrzymim trudzie, wpatrujemy się w Maryję, zasłuchani w nauczanie Jej wielkiego czciciela i naśladowcy, Prymasa Tysiąclecia. Ponadto wczoraj dołączył do naszej pielgrzymkowej rodziny św. Jacek, niestrudzony, wielki wędrowny misjonarz.  A dziś idziemy do domu Babci Jezusa, św. Anny, którym opiekują się duchowi synowie św. Franciszka z Asyżu. Mamy więc wokół siebie mnóstwo świadków Chrystusa żyjącego w Kościele. Czy widzimy w nich ludzi kochających Kościół?

Dziś tyle się o Kościele mówi, tak chętnie Kościół się ocenia. Ale czy my, dzieci Kościoła, medytujemy jeszcze nad Jego misterium? Bo Kościół, mimo wszystko i ponad wszystko, jest misterium, tajemnicą, którą trzeba zgłębiać, żeby ją przeżywać uczciwie. I trzeba kochać, żeby dobrze rozumieć Kościół. Czyż właśnie miłość Kościoła, pośród wszystkich innych miłości w wierze, nie jest najbardziej wymagająca?...

Patrzymy na Maryję i uczymy się od Niej miłości Kościoła. Ona od początku jest z Kościołem. Ona wnosi do Kościoła całą świętość, którą jest wypełniona aż po brzegi, jak stągwie wodą w Kanie Galilejskiej. Ona dała Kościołowi Chrystusa. Ona także daje siebie i swoje wielkie pragnienie życia z Bogiem. Tak Boska i tak ludzka… Codziennie na nowo. Codziennie głębiej i bardziej.

Czy w rozmowach o Kościele i w gorących dyskusjach o takich czy innych zmianach w liturgii, w życiu Kościoła, w Jego nauczaniu, czy znajdujemy potwierdzenie tego podstawowego pragnienia? A może zamiast się nawzajem wspierać w dobrych pragnieniach, zniechęcamy się do bycia Kościołem?

Słyszeliśmy z usta Wielkiego Prymasa: „Postęp w Kościele oznacza nie nowość, ale świętość”. Jakże wszyscy potrzebujemy właśnie tak postępowego Kościoła! Kościoła świętych a nie przemądrzałych chrześcijan. Kościoła prostych jak dzieci a nie inteligentnie cynicznych reformatorów. Wszyscy wyczekujemy takiego właśnie Kościoła. Kościoła, który jest bezpiecznym i dobrym domem a nie polem walki o wszystko oprócz Boga żywego!

Wszyscy tęsknimy za Kościołem którego ojczystym językiem będzie miłość a nie niekończąca się lista niespełnionych oczekiwań, pretensji i roszczeń.

Wszyscy spodziewamy się po naszych bliźnich postępów w wierze, nadziei i miłości. Stawiamy wysokie wymagania każdemu ale najmniejsze chyba samym sobie…

Maryjo, pełna łaski i pragnień sięgających zawsze Boga, bądź z nami, jak byłaś wtedy, w Wieczerniku, w godzinie Zesłania Ducha Świętego.

Maryjo, od Ciebie chcemy się uczyć miłości w Kościele i miłości Kościoła, większej niż nasze roszczenia i pretensje.

Miłosierdzie Boże,

w ustanowieniu Kościoła powszechnego,

ufamy Tobie!