Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Refleksja

Opublikowano: czwartek, 02, sierpień 2018

REFLEKSJA O BISKUPIE NATHANIE - 2
Przed modlitwą Anioł Pański / przed Koronką do Miłosierdzia Bożego
Wtorek, 14.08.2018

Józef Nathan przyjechał do Branic w lipcu 1892 roku jako młody wikary blisko 80-letniego dziekana Ludwika Wernera. Mimo młodego wieku i krótkiego kapłańskiego stażu stosował niekonwencjonalne metody duszpasterskie. Należały do nich odwiedziny w domach parafian. Nie tylko w czasie kolędy, ale przez cały rok. Podczas takich odwiedzin w jednym z domów w Michałkowicach odkrył, że gospodarz trzyma upośledzonego domownika w oborze razem ze zwierzętami. Tłumaczył księdzu, że chory krzyczy i nie nadaje się do mieszkania z ludźmi. Księdza Józefa ten obraz człowieka zamkniętego w oborze na tyle przejął, że postanowił wybudować dla osób intelektualnie niepełnosprawnych przynajmniej ochronkę. Pierwszy budynek powstał w 1900 roku. Dwa lata później zbudowano szpital. Do powstającego i rosnącego z roku na rok kompleksu przylgnęła z czasem nazwa Miasteczko Miłosierdzia. Chorzy mieli tu do dyspozycji m.in. kryty basen, salę gimnastyczną, kręgielnię i korty tenisowe. Szpital sprawiał wrażenie zadbanego sanatorium. Wszystkie oddziały wyposażone były w najnowsze urządzenia sanitarne - toalety, wanny, umywalki. Warto mieć świadomość, że mówimy o czasach, w których większość osób w domach nie miała toalet, ale niepełnosprawni pacjenci szpitala je mieli. W 1939 roku przebywało w Branicach 1700 chorych, którymi opiekowało się dziewięciu lekarzy, najlepszych niemieckich psychiatrów, około 160 sióstr zakonnych i 250 osób personelu świeckiego. Kompleks, który powstawał w ciągu 40 lat, składał się z 23 budynków, zajmował 12,5 ha i był jednym z największych i najnowocześniejszych zakładów leczniczo-opiekuńczych w Europie. Woda, której dziennie zużywano ponad 2000 hektolitrów, sprowadzana była za pomocą specjalnych pomp o napędzie parowym ze źródeł odległych o dwa kilometry, a w bazylice, która powstała obok szpitala, zastosowano podłogowe ogrzewanie. Jako zaplecze dla szpitala dla psychicznie chorych działały m.in. 600-hektarowe gospodarstwo pomocnicze pralnia, suszarnia i magiel, rzeźnia, młyn i piekarnia, stolarnia i żłobek. Część chorych znajdowała tu zatrudnienie. Twórca tego kompleksu kupił też budynki w Nysie z przeznaczeniem na sanatorium. Jako pracodawca ks. Józef Nathan bardzo dbał o komfort pracy personelu. Raz na rok każda siostra zakonna pracująca z osobami umysłowo chorymi wyjeżdżała na 4-tygodniowy turnus do Lądka Zdroju. Na dachu szpitala zakonnice miały system odizolowanych tarasów, gdzie mogły przez nikogo nie widziane się opalać i korzystać z basenu. Nazywano go „milionerem miłości”. Życzliwy dla pracowników, wymagał od nich jednocześnie, by dla chorych robili i przeznaczali wszystko, co najlepsze. Na każdym oddziale były odbiorniki radiowe, stoły do bilarda, instrumenty muzyczne i biblioteczki. Nie zarządzał zza biurka. Często sam wyznaczał zajęcia niepełnosprawnym pracownikom. I wtedy okazywało się, że świetnie się orientuje w ich możliwościach. Do dziś krąży w Branicach powiedzenie o „Nathanowym groszu”. Bo kiedy wychodził przed bazylikę czy do parku, miał zwykle w kieszeniach papierosy, słodycze i marki – z myślą o chorych. Świętnie rozumiał ich potrzebę kupienia sobie – choćby od czasu do czasu – czegoś drobnego, na co mają ochotę.