Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja I

Opublikowano: czwartek, 02, sierpień 2018

PONIEDZIAŁEK, 13.08.2018 r.
KONFERENCJA I
Ogień Ducha świętego na pielgrzymią drogę.

Wprowadzenie Bądź mym oddechem, Duchu Święty, abym rozważał to, co święte. Bądź moją siłą, Duchu Święty, ażebym czynił, to co święte. Bądź mym pragnieniem, Duchu Święty, abym ukochał to, co święte. Bądź moją mocą, Duchu Święty, abym strzegł tego, co święte. Strzeż mnie od złego, Duchu Święty, abym nie stracił tego, co święte. Amen. Słowa modlitwy świętego Augustyna niech będą nie tylko wołaniem do Ducha Świętego o Jego pomoc w naszym rozważaniu, ale niech też pomogą od samego początku uświadomić sobie, że to wszystko, co się na Pielgrzymce dzieje i dziać będzie, jest święte – szkoda byłoby to zlekceważyć lub stracić. Przecież Pielgrzymka to swoiste „rekolekcje w drodze”, na które Pan Bóg udziela nam swojej łaski. Zatem w Bożym Duchu podejmujemy dzisiejszy temat: „Ogień Ducha Świętego na pielgrzymią drogę”. Zasiądźmy przy ognisku Zapewne każdy z nas nieraz już siedział przy płonącym ognisku i z przyjemnością wspomina te chwile. Każdy dobrze wie, że aby się ono paliło, trzeba dorzucać drewno. Czasem jest ono drobne, jak znalezione w lesie gałązki i wtedy bucha ostry płomień, ale dość szybko gaśnie. Czasem kładziemy grube kloce, które jak już „złapią” płomień, pala się długo. A czasem ktoś przyniesie nasiąkniętą wilgocią szczapę i ta wcale nie chce się palić, więc trzeba ją podsuszyć przy ogniu, by potem mogła być pożyteczna dla ogniska i tych, co przy nim siedzą. Wspominane tu drewno potrzebne na ognisko jest symbolem naszych ludzkich postaw, może też uczestników tej Pielgrzymki w naszej grupie. Są tacy, którzy bardzo chętnie „zapalają się” do wielu spraw, także Bożych, ale dość szybko zniechęcają się i gasną w swym zapale. Mówimy o nich czasem: „słomiany ogień”. Taka postawa zagraża najczęściej ludziom młodym, choć nie jest to regułą. Pielgrzymka zaś domaga się konsekwentnego i systematycznego wysiłku – tak ciała jak i ducha. Nie tylko Pielgrzymka – całe nasze życie. Wzorem takiej konsekwencji może być dla wielu z nas Patron tego 2018 Roku Pańskiego, święty Stanisław Kostka, który w wieku 18 lat zmarł 450 lat temu. Będzie jeszcze o nim na Pielgrzymce mowa, ale tu przypomnijmy krótko, że dla realizacji swego zakonnego powołania mimo sprzeciwu rodziców, gotów był przejść pieszo wiele kilometrów przez Getyngę do Rzymu. To była swoista „pielgrzymka” młodego człowieka. Prośmy za Jego wstawiennictwem Bożego Ducha, może nawet codziennie, o potrzebną wytrwałość na każdy pielgrzymi krok i na każdy dzień naszego życia. Są też ludzie, pewnie takich w grupie jest wielu, którzy są jak gruba kłoda kładziona na ognisku. Zapaleni Bożym Ogniem, cierpliwie i systematycznie, jak palące się drewno oddają wokół światło i ciepło, czyli prawdę i dobro. Oni są dobrym duchem na Pielgrzymce i w życiu, oni są prawdziwymi świadkami Ewangelii. Warto się od nich, Siostry i Bracia – bo tak zwracamy się do siebie w Pielgrzymce – takiej postawy uczyć, ale też trzeba ich wspierać swoją modlitwą, by nie ustawali w swej gorliwości. Może są też wśród nas tacy, którzy zbyt mocno, jak drewno wilgocią, nasiąknęli duchem tego świata i zanurzyli się w grzechu. Pewnie będzie im trudno zapalić się Bożym Ogniem, ale dobrze, że tutaj są, a kolejne dni pielgrzymowania niech będą dla nich czasem takiego „dosuszania się’ i „wyparowania” z nich tego wszystkiego, co zbytnio wiąże człowieka ze światem i z grzechem. Może jeszcze przed Jasną Górą zapali się w nich Ogień Miłości i otworzy ich serca na radosne spotkanie z Jezusem w sakramencie Pokuty i w Komunii świętej. Niech im do tego dopomaga nasza modlitwa i żar naszych serc. Warto przypomnieć, że na Pielgrzymce sakrament Pokuty sprawowany jest przez kapłanów w drodze, zwykle na końcu grupy. Ogień Ducha Świętego To porównanie naszych ludzkich postaw do drewna rzuconego na ognisko nie jest przypadkowe. Kroczymy w Pielgrzymce w roku duszpasterskim poświęconym Duchowi Świętemu. Myśl przewodnia tego roku przypomina, że my „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”. otrzymaliśmy Jego moc i dary już w godzinie Chrztu świętego, a dla wielu z nas ta tajemnica obecności i działania Ducha Świętego w ludzkim sercu dopełniła się w sakramencie Bierzmowania. To były dla nas Zielone Świątki czyli Zesłanie Ducha Świętego. Wtedy, w dniu Pięćdziesiątnicy zstąpił Duch Święty na apostołów zgromadzonych z Maryją na modlitwie w Wieczerniku i napełnił ich apostolską mocą. Pamiętamy zapewne, że temu objawieniu towarzyszyły dwa znaki – wicher nad Wieczernikiem i ogniste płomienie nad głowami apostołów. Przypomina o tym refren śpiewanej pewnie w wielu parafiach i na różnych naszych spotkaniach refren pięknej pieśni do Ducha Świętego: „Duchu Ogniu, Duchu Żarze, Duchu Światło, Duchu Blasku, Duchu Wichrze i Pożarze, ześlij płomień Twojej łaski”. O wymowie tych znaków będzie jeszcze na naszej pielgrzymiej drodze odrębne rozważanie, ale te płomienie z Wieczernika tłumaczą, dlaczego tak bardzo wiążemy naszą myśl z ogniem. Dodajmy jeszcze, że ogień ma też moc niszczącą, która w sytuacji poparzenia, a jeszcze bardziej pożaru staje się doświadczeniem tragicznym. Jednak w wymiarze duchowym ta niszcząca moc Bożego Ognia może być błogosławieństwem, gdy strawi wszystkie nasze złości, grzechy i słabości. O to przecież prosimy, gdy śpiewamy: „Duchu Żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp. Złam mnie, skrusz mnie, natchnij mocą!”. Oby się tak dla wielu z nas na tej Pielgrzymce stało, obyśmy się stali ludźmi bardziej odnowionymi, bardziej duchowymi. Święty człowiek w Duchu Świętym Oczyma wyobraźni popatrzmy raz jeszcze na płonące ognisko. Wszystko, co do niego wrzucimy zapala się i powoli staje się ogniem. Ogień przenika wszystko i wszystko w siebie przemienia. Może tak właśnie trzeba popatrzeć na najważniejsze chyba zadanie i powołanie każdego z nas – powołanie do świętości. Swoją łaską Bóg coraz bardziej nas ogarnia i przemienia w siebie. Święty Paweł w liście do Galacjan (2,20) tak to ujął: „Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus”. To powołanie każdego do świętości życia, mocno przypomniał nam niedawno Ojciec Święty Franciszek w Adhortacji apostolskiej „Gaudete et exultate”. Na początku tego dokumentu (punkt 2) zauważa, że „nie należy się tutaj spodziewać traktatu o świętości”, a nieco dalej: „Moim skromnym celem jest przedstawienie po raz kolejny powołania do świętości”. Kilka stron dalej (p. 9) czytamy: „Świętość jest najpiękniejszym obliczem Kościoła” i zaraz potem (p. 10) papież cytuje fragment Konstytucji dogmatycznej Soboru Watykańskiego II „Lumen gentium” (nr 11): „Wszyscy wierni, wyposażeni w tyle tak wielkich środków zbawienia, we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie są powołani przez Pana, każdy na właściwej sobie drodze, do doskonałej świętości, jak sam Ojciec jest doskonały”.
Tym, który nas uświęca jest Duch Święty, a powszechne powołanie do świętości każdego z nas wypływa ze źródła Chrztu świętego. Wtedy staliśmy się dziećmi Bożymi i żywą świątynią Ducha Świętego. Tę prawdę o własnym powołaniu trzeba wciąż na nowo odczytywać i odkrywać w sobie obecność i działanie Ducha Świętego. On jest nam dany jako wielki Dar, za który nieustannie trzeba dziękować. On, zwłaszcza w sakramencie Bierzmowania, wypełnia nas siedmioma strumieniami darów ubogacających nasze człowieczeństwo i drogę do świętości. On jest naszym Obrońcą przed złem (greckie słowo: Paraklet – Pocieszyciel i Adwokat), On naszym Uświęcicielem (Dawcą łaski). On jest w nas Mądrością i Radą w trudnych sytuacjach. On, Duch Święty pobudza naszą pobożność i modli się w nas, gdy sami nie umiemy się modlić (por. Rz 8,26-27). To uświęcenie życia każdego z nas w Duchu Świętym, niech będzie jedną z najważniejszych intencji, jakie poniesiemy w sercach przed tron Jasnogórskiej Królowej. Oczywiście nie będzie to intencja jedyna. Wspomniana już rocznica śmierci św. Stanisława Kostki i Rok Jemu poświęcony przypomina o potrzebie modlitwy za młode pokolenie, zwłaszcza za tych, którzy się na drogach życia pogubili i od Chrystusa odeszli. Jubileusz 100. rocznicy odzyskania Niepodległości jest wezwaniem do żarliwej modlitwy za naszą Ojczyznę i tych, którzy podjęli za nią szczególną odpowiedzialność jako rządzący. Bardzo tez trzeba błagać o pokój na świecie, o wsparcie dla najuboższych i prześladowanych, za ludzi chorych, głodnych i bezdomnych. A przecież każdy z nas ma swoje intencje w tej Pielgrzymce oraz intencje tych, którzy nas o modlitewną pamięć prosili. Byłoby dobrze każdego dnia na Pielgrzymce te intencje na nowo Panu Bogu i sobie przypomnieć. Zagrożenia na drodze do świętości Ten duch pokornej i ufnej modlitwy jawi się jako bardzo istotny wymiar naszej drogi do świętości. Modlitwa jest bowiem, jak uczą święci, oddechem duszy. Nikomu nie trzeba tłumaczyć znaczenia oddechu dla naszego ciała, który nieodłącznie nam towarzyszy od pierwszej do ostatniej chwili naszego życia i dzięki któremu z otaczającej nas atmosfery czerpiemy niezbędny do życia tlen, choć rzadko to sobie uświadamiamy. Podobnie dzięki modlitwie nieustannie jesteśmy „zanurzeni” w Bogu i z Niego czerpiemy duchową moc. Ojciec Święty Franciszek w swojej adhortacji o powołaniu wszystkich do świętości mocno podkreślił rolę modlitwy, ale też zwrócił uwagę na dwa niebezpieczeństwa, które w dążeniu do świętości zagrażają. Nazwał je tytułem drugiego rozdziału: „Dwaj subtelni nieprzyjaciele świętości” i sięgając do starochrześcijańskich określeń – zagrożenia te bowiem istnieją w Kościele niemal od początku Jego istnienia – nazwał je współczesnym gnostycyzmem i pelagianizmem. Nie jest to rozważanie właściwym miejscem do ich dokładnego omawiania, ale krótko – za papieżem Franciszkiem – trzeba zauważyć, że ów gnostycyzm zakłada wiarę jako doktrynę bez tajemnicy, zamkniętą w subiektywizmie opartym na rozumowym poznaniu prawd wiary i wyjaśnianiu wszystkiego bez pojęcia tajemnicy (tej nie da się pojąć rozumem!). Ostatecznie papież streszcza to niebezpieczeństwo wyrażeniem: „wolą oni Boga bez Chrystusa, Chrystusa bez Kościoła, Kościół bez ludu” (p. 37). Św. Franciszek zaś już w XIII wieku przestrzegał swych braci, by zgłębiając teologię, nie gasili ducha modlitwy i pobożności. To właśnie modlitwa otwiera nas na Tajemnicę, zanurza w niej i uczy mądrej pokory. Drugie niebezpieczeństwo czyli ów pelagianizm postawił na inną siłę ludzkiej osobowości. W gnostycyzmie inteligencja zajmowała miejsce tajemnicy i łaski, a ten nurt stawia na wolę człowieka i skuteczność jego zabiegów dla osiągnięcia zbawienia. To tak, jakby nasza świętość zależała tylko od własnych starań i czynów pobożności, a nie była dziełem zmiłowania Bożego i darem Tego, który pierwszy nas umiłował. W duchu pelagiańskim zagubiła się prawda, którą głosił św. Bonawentura, że „nie wszyscy mogą uczynić wszystko”, zaś św. Tomasz z Akwinu przypomina, że nasze ludzkie słabości nie są całkowicie i raz na zawsze uzdrowione przez łaskę (por. p. 49). Boża łaska bierze pod uwagę słabości naszej ludzkiej natury i nie od razu czyni nas nadludźmi, ona przemienia nas stopniowo Fundamentem dla takiego działania łaski Bożej w nas jest modlitewne wołanie: „Bądź wola Twoja” i świadomość prawdy przypomnianej przez Pana Jezusa: „Beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Jaka powinna być naprawdę nasza postawa, dobrze chyba określa proste powiedzenie: „Trzeba wszystko robić tak, jakby to zależało tylko ode mnie, a modlić się tak, jakby wszystko zależało tylko od Boga”. Jest jeszcze jedno zagrożenie dla świętości, o którym papież mówi pod koniec swego dokumentu (p. 164n). Nazywa je duchowym zepsuciem i ma na myśli te osoby, które nie znajdują w sobie poważnych uchybień przeciwko Prawu Bożemu i nie zauważają letniości, która stopniowo opanowuje ich życie duchowe. Takie zepsucie duchowe jest gorsze niż upadek grzesznika, gdyż powoduje ono zaślepienie wygodne i samowystarczalne, przy którym nawet największe zło zdaje się być dopuszczalne.
Jakże ważny jest uczciwy rachunek sumienia – nie tylko z grzechów ciężkich, ale też z zaniedbania drogi do świętości i niewrażliwości na duchową przeciętność. W takim solidnym rachunku sumienia nie może zabraknąć rozliczenia siebie z realizacji ewangelicznych błogosławieństw, o których naucza papież Franciszek w III rozdziale swej adhortacji zatytułowanym „W świetle Mistrza”, z podtytułem „Pod prąd”. Świętość we wspólnocie Zasygnalizowana zaś w IV rozdziale papieskiego dokumentu o świętości w świecie współczesnym problematyka, jakże dokładnie przystaje do tego czasu, który jest nam dany i zadany na Pielgrzymce. Uświęcenie jest drogą wspólnotową – przypomina Ojciec Święty i zaraz potem dodaje, że bardzo ważne jest zwracanie uwagi na drobne szczegóły miłości. Pan Jezus też zwracał na nie uwagę (p. 144) – gdy zabrakło wina na weselu w Kanie i jednej owcy w stadzie oraz oliwy w lampach oczekujących panien, gdy uboga wdowa wrzuciła dwa pieniążki do skarbony, gdy pytał uczniów, ile mają chlebów, gdy przygotował żarzące węgle nad jeziorem. Takich drobnych szczegółów miłości i okazji do ich zauważenia, a jeszcze bardziej realizowania, na Pielgrzymce nie brakuje. Dziesiątki razy codziennie potrzebne będą trzy słowa, o których mówił papież Franciszek w Krakowie (z okna na Franciszkańskiej w 2016 roku) i napisał o nich w encyklice „Amoris laetitia” (p.363) – dziękuję, proszę, przepraszam. Uczy Ojciec Święty: „Właściwe słowa, wypowiedziane w odpowiednim czasie, chronią i pokrzepiają miłość dzień po dniu”. Pamiętajmy o tych trzech słowach zwłaszcza wobec gospodarzy, którzy nas goszczą na noclegach i posiłkach, ale też wobec siebie na pielgrzymkowej drodze. Realizacją drobnych szczegółów miłości będzie przestrzeganie pielgrzymkowego regulaminu – od zaangażowania w modlitwy i śpiewy oraz nie odłączania się od grupy, przez podporządkowanie się poleceniom braci porządkowych, skrzętne zbieranie śmieci, zgniatanie plastikowych butelek i zbieranie nakrętek, dzielenie się tym, co otrzymujemy i wzajemną pomoc w chwilach trudnych, a kończąc na uszanowaniu zakazu palenia i korzystania z alkoholu. Te wszystkie drobne szczegóły miłości są jak iskry, które za myślą księgi Mądrości (3,7) mogą się „rozbiegnąć po ściernisku” naszej codzienności i zapalać dobrem, a papież Franciszek (p. 7) powie, że jest to „świętość z sąsiedztwa”, świętość osób, które żyją blisko nas (ale i nasza wobec innych!) i są odblaskiem obecności Boga – jest to „klasa średniej świętości”. Zakończenie Nieprzypadkowo biblijny obraz iskry znalazł się na końcu naszego rozważania. Przypomnijmy sobie omawiany temat: „Ogień Ducha świętego na pielgrzymią drogę”. Ta iskra musi być z Ducha Świętego – i tylko wtedy będzie miała moc, by zapalać serca. O taką Bożą iskrę na każdy dzień naszego pielgrzymowania, ale też na całe nasze życie, trzeba się nieustannie modlić i dla niej otwierać serce. Dopełnieniem naszej dzisiejszej zadumy niech będą słowa nienowej już, ale zawsze aktualnej piosenki:

Wystarczy iskra, by rozpalić wielki ogień. Od jego żaru już wokoło wszystko płonie. I tak z Miłością Bożą jest, gdy raz doświadczysz jej rozgłaszać chcesz każdemu ją, każdemu dać ją chcesz.
Chcę przyjacielu mój, byś w Bogu znalazł szczęście. Na Niego zawsze licz, nieważne gdzie twe miejsce. Chcę krzyczeć to z wierzchołków gór, chcę aby poznał świat. Miłości Pan dziś do mnie wszedł, każdemu chcę Go dać.