Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja I

Opublikowano: czwartek, 08 sierpień 2019

PONIEDZIAŁEK, 12.08.2019 r.

 KONFERENCJA I

O Panie Boże, dzięki Ci, żeś mi Kościoła otwarł drzwi, w Nim żyć, umierać pragnę! Wszyscy dobrze znamy słowa refrenu, śpiewanej od dzieciństwa, pieśni chrzcielnej. We wskazanym przez nie kierunku chcemy poprowadzić nasze zamyślenie na początku pielgrzymiej drogi, zgodnie z tematem dnia: „Wdzięczność za Kościół święty”. Wpisuje się on w tematykę wszystkich dni pielgrzymkowych – każdy z nich akcentuje potrzebę wdzięczności za różne wymiary naszego życia, ale też związanej z tym odpowiedzialności.

  1. Indywidualny wymiar sakramentu Chrztu świętego. Każdy z nas zapewne pamięta odpowiedź na katechizmowe pytanie o owoce Chrztu świętego: „Co nam daje Chrzest?” Jest ona trójczłonowa i przypomina, że Chrzest:
  • • gładzi grzech pierworodny,
  • • udziela łaski uświęcającej i czyni dziećmi Bożymi,
  • • włącza we wspólnotę Kościoła - wielką rodzinę dzieci Bożych. Dwa pierwsze z wymienionych owoców Chrztu świętego tworzą jego indywidualny, niepowtarzalny dla każdego ochrzczonego, wymiar. Rozważali te prawdy ci pielgrzymi, którzy (zwłaszcza z Nysy) wyruszyli wczoraj na tegoroczny pielgrzymi szlak ku Jasnej Górze. Streśćmy to, co najważniejsze, dla przypomnienia. Każdy z nas, uwolniony od skazy grzechu pierworodnego, przez Chrzest staje się żywą świątynią Ducha Świętego i jest wezwany do życia w mocy Bożego Ducha, w świetle słowa Bożego, karmiony darem Eucharystii, aby nie ustać w drodze. Ten sakrament jest wielkim darem Bożej Miłości ku nam, upodabnia nas do Chrystusa i daje nam udział w Jego potrójnej misji – prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Ojciec Święty Franciszek przypomniałby nam w tym momencie tytuł skierowanej kilka miesięcy temu do młodych adhortacji „Chrystus żyje!” (Christus vivit) – z najkrótszym i najważniejszym do tych słów dopowiedzeniem: „I chce, abyś ty żył!” Zachęca nas papież, abyśmy pomogli Panu Bogu spełnić Jego marzenia, które ma wobec każdego z nas w pełni swej Ojcowskiej Miłości. Przypomnieniem tej Bożej Miłości był znak pieczęci, który otrzymali uczestnicy czerwcowego spotkania młodych w Lednicy, z przypomnieniem słów biblijnej księgi: „Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość” (Pnp 8, 6). Przez sakrament Chrztu świętego Pan Bóg przypieczętował w duszy każdego z nas dar i moc swojej miłości. Pamiętamy z katechizmu, że ten sakrament pozostawia w sercu człowieka niezatarte znamię. Ta Boża „pieczęć” jest nieusuwalna nawet wtedy, gdy ktoś przez grzech zerwie swoją przyjaźń i więź z Bogiem, a nawet chciałby się wypisać z parafialnej księgi ochrzczonych. Bóg, nawet bardzo obrażany i odrzucany, nie wycofuje się ze swej miłości. W przeciwieństwie do nas, On nie jest zmienny w miłości… Jest jeszcze jedna prawda związana z darem Chrztu świętego i Bożym życiem, którym on nas wypełnia. Pięknie mówił o tym, już 40 lat temu, święty papież Jan Paweł II, do młodzieży duchownej zgromadzonej na Jasnej Górze, 6 czerwca 1979 roku: To nowe życie, którego udziela nam Chrystus, staje się naszym własnym życiem wewnętrznym… z jego właściwościami, talentami, szlachetnymi pragnieniami, ideałami – ale równocześnie odkrywamy słabości, wady, złe skłonności, egoizm, pychę, zmysłowość. Czujemy doskonale, że o ile pierwsze rysy naszego człowieczeństwa zasługują na to, aby je rozwijać i umacniać – to drugie musimy przezwyciężać, zwalczać, przetwarzać. W ten sposób – w żywym kontakcie z Panem Jezusem, w kontakcie ucznia z Mistrzem – rozpoczyna się i rozwija najwspanialsza działalność człowieka; nosi ona nazwę: praca nad sobą… zmierza ona do ukształtowania samego człowieka: człowieka, jakim jest każdy z nas… Wniosek praktyczny: mój kochany Chłopcze, moja kochana Dziewczyno, nie możesz zrezygnować ze swojego wnętrza… Łaską Waszego wieku jest obudzenie człowieka wewnętrznego. Nie można go gasić! 38
  1. Społeczny wymiar sakramentu Chrztu świętego. Trzeci z wymienionych w katechizmowej definicji owoców Chrztu świętego wskazuje na wielkie znaczenie społeczne tego sakramentu – włącza nas we wspólnotę Kościoła - wielkiej rodziny Bożych dzieci. Dzięki temu tworzymy swoistą komunię nie tylko z Chrystusem, ale też z wszystkimi ochrzczonymi wszystkich czasów. Warto przypomnieć, że słowo „komunia” ma szersze znaczenie, niż tylko najczęściej kojarzone z nim przyjmowanie Pana Jezusa w Eucharystii. To jest wprawdzie najpiękniejsza i najgłębsza Komunia, ale nie jedyna. Słowo „communio” pochodzi z języka łacińskiego i oznacza „zjednoczenie, wspólność, bycie razem”, „jak jeden”. Tę tajemnicę wspólnotowego życia w Chrystusie, mocą Ducha Świętego, pięknie i obrazowo wyjaśnił święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (12, 12-27), porównując naszą więź z Chrystusem i pomiędzy sobą do żywego organizmu ludzkiego ciała. Teologowie podjęli tę apostolską naukę i sformułowali określenie: „Mistyczne Ciało Chrystusa”, w którym On jest Głową, a my poszczególnymi członkami. W Chrystusie jest nasze życie, nasza świętość i nasze zbawienie. To jest tajemnica Kościoła, do której włączeni zostaliśmy przez sakrament Chrztu świętego. Zaprawdę zatem „O Panie Boże, dzięki Ci, żeś mi Kościoła otwarł drzwi”. Głębię tego zanurzenia w Kościele oraz płynących z tego konsekwencji, przybliża się czasem, zwłaszcza w katechezie, prostymi obrazami. Rozważmy niektóre. Pierwszy obraz zaczerpnięty został wprost z kart Pisma świętego (por. Jr 2, 21; Iz 5, 1-7 J 15, 5). Jest to obraz winnicy, założonej przez Pana i szczególnie przezeń umiłowanej. Pisał o tym św. Jan Paweł II w orędziu na V Światowy Dzień Młodzieży (1990): W Ewangelii świętego Jana Chrystus wyjaśnia podstawową zasadę życia owej winnicy, mówiąc: „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami”... Zwracam się więc do was wszystkich z apelem: Młodzi ludzie, bądźcie żywymi latoroślami w Kościele, latoroślami, które przynoszą obfity owoc!… Być żywą latoroślą w Kościele - winnicy oznacza przede wszystkim pozostawać w żywej komunii z Chrystusem krzewem winnym. Latorośle nie są samowystarczalne, lecz we wszystkim zależą od krzewu winnego, w nim znajdują źródło swego życia. Przez chrzest święty każdy z nas został wszczepiony w Chrystusa i darmo otrzymał dar nowego życia… Być żywą latoroślą w Kościele - winnicy oznacza także podejmować 39 obowiązki we wspólnocie Kościoła i w społeczeństwie. Jasno ujmuje to Sobór Watykański II: „Podobnie jak w organizmie żywym żaden członek nie zachowuje się całkiem biernie, ale uczestnicząc w życiu ciała, bierze równocześnie udział w jego działaniu, tak i w ciele Chrystusa, którym jest Kościół, całe ciało «według zakresu działania właściwego każdemu członkowi przyczynia sobie wzrostu» (Ef 4, 16)”. Trwając przy tej myśli świętego Papieża o wszczepieniu w Chrystusa, warto podkreślić sens słowa „wszczepienie”, zaczerpniętego z praktyki ogrodniczej. To jest uszlachetnienie dzikiej gałęzi, by rodziła lepsze owoce. Wszyscy zostaliśmy „uszlachetnieni”, czyli uświęceni w Chrystusie, by rodzić coraz wspanialsze owoce świętości. Wszyscy też, jak latorośle, poprzez wspólny pień, czyli przez Chrystusa, czerpiemy z tej samej „gleby” życia Bożego – od Ojca w Duchu Świętym. Innym obrazem, również wydobytym z kart Pisma świętego, jest budowla – Chrystus jest fundamentem (kamieniem węgielnym – zob. Dz 4, 11), a my poszczególnymi elementami tej budowli. Każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje powołanie i zadania do wykonania, każdy jest na swój sposób niezastąpiony, a jednocześnie powiązany z innymi. Trochę jak cegły w budowli – gdy którejś zabraknie, powstaje dziura. A bez fundamentu wszystko runie. Jest też obraz wyjaśniający komunię Kościoła, który korzysta ze znanej wszystkim z lekcji fizyki zasady naczyń połączonych. Przypomnijmy sobie. Mogą te naczynia mieć różne kształty i objętość, ale poziom cieczy jest we wszystkich taki sam. Konsekwentnie też, jeżeli dolewa się ciecz do jednego naczynia, jej poziom rośnie we wszystkich, a gdy jedno z naczyń jest dziurawe i ciecz wycieka, poziom obniża się we wszystkich. Odnosząc tę zasadę do Kościoła, ową „cieczą” jest Jego świętość, nieustannie wydobywająca się z Chrystusa, jak ze źródła, w mocy Ducha Świętego i jest nam udzielana. Każdy jest za ten dar odpowiedzialny i może, współpracując z łaską Bożą, albo tę świętość Kościoła pomnażać albo pomniejszać. W ten sposób też możemy siebie nawzajem duchowo ubogacać albo zubożyć, czyli być dla drugich zgorszeniem. Ta prawda przypomina też, że nie ma „prywatnej świętości” i„prywatnego grzechu” w Kościele. Nikt z ochrzczonych nie może powiedzieć ani pomyśleć, że moje złe i grzeszne życie nie powinno nikogo obchodzić. Skoro każdy z nas jest cząstką żywego organizmu, Mistycznego Ciała Chrystusa, to mój grzech „zaraża” i osłabia duchową chorobą całe ciało. Dosadnie i nieco sarkastycznie można by porównać, że jakiś człowiek 40 „cały” (!) był zdrowy, tylko… serce miał chore i umarł. Warto pamiętać o takim wymiarze odpowiedzialności za swoją świętość i za swój grzech, ale też o możliwości wzajemnej pomocy, którą możemy się obdarzać, zwłaszcza w chwilach słabości.
  2. Jesteśmy w drodze. Ten bosko–ludzki, a zatem święty i grzeszny zarazem organizm Kościoła to wciąż żyjący i działający Chrystus. A On jest nieustannie w drodze; „…Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę ukresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze” (por. Łk 13, 32-33). Od swych początków, przez kolejne epoki, Kościół zmierza do wiecznej Ojczyzny – do Nieba. Jest też nieustannie wezwany do apostolstwa, czyli do dawania świadectwa, do – idąc za myślą św. Piotra – bycia zawsze gotowym do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest (por. 1 P 3, 15). Przez całe życie każdy z nas jest ciągle w tej drodze, jest pielgrzymem. Francuski myśliciel Gabriel Marcel (zm. 1973) podpowiedziałby nam tytułem swej książki, że każdy człowiek jest Homo viator (Człowiek w drodze). Zaś amerykański trapista z I poł. XX w. Thomas Merton uzupełniłby istotę tej naszej ludzkiej kondycji prawdą, że „nikt nie jest samotną wyspą”. Podobnie jak Ernest Hemingway tytuł swej powieści „Komu bije dzwon”, Merton zaczerpnął tę myśl z medytacji anglikańskiego kaznodziei i poety metafizycznego, Johna Donne’a (1572-1631). Warto ją przytoczyć w pełnym treści kontekście: Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo, jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie. (No manisan Island, intire of itselfe; everymanis a peece of the Continent, a part of the maine; if a Clod bee washedaway by the Sea, Europe is the lesse, as well as if a Promontoriewere, as well as if a Mannor of thyfriendsor of thineownwere; anymansdeathdiminishes me, because I aminvolved in Mankinde; And thereforeneversend to know for whom the belltolls; It tolls for thee). Do ostatecznego celu zmierzamy więc razem, właśnie we wspólnocie Kościoła „jedni drugich brzemiona nosząc” (por. Ga 6, 2). Raz jeszcze dobrze byłoby zawołać: „O Panie Boże dzięki Ci, żeś mi Kościoła otwarł drzwi!” - Takiego Kościoła – Twojego Koscioła! Ojciec Święty Franciszek we wspomnianej już na początku adhortacji do młodych (Christusvivit) zacytował (nr 201) proste porównanie jednego ze świeckich uczestników Synodu Biskupów o młodzieży, który pochodził z Wysp Samoa. Mówił on: Kościół jest jak kajak, w którym osoby starsze pomagają utrzymać kurs, odczytując położenie gwiazd, a młodzi wiosłują z całych sił, wyobrażając sobie, co ich czeka dalej. Każde pokolenie wnosi przecież w życie Kościoła inne wartości i jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Trzeba tylko umieć siebie nawzajem słuchać i w duchu pokory, jedni od drugich, przyjmować to, co najlepsze. Młodzi zaś nie mogą zapomnieć, że ich zadaniem jest „wiosłowanie”, czyli aktywna obecność w życiu Kościoła i zaangażowanie w Jego nieustanną drogę ku przyszłości. Na zakończenie tej samej adhortacji papież pisał (nr 299), cytując własne słowa z przemówienia z 11 sierpnia 2018 r. do młodych w Rzymie: Drodzy młodzi, będę szczęśliwy widząc, że biegniecie szybciej niż ci wolni i lękliwi. Biegnijcie „pociągani przez to Oblicze, tak bardzo umiłowane, które adorujemy w świętej Eucharystii i rozpoznajemy w ciele cierpiącego brata. Niech was ponagla Duch Święty do tego biegu naprzód. Kościół potrzebuje waszego zapału, waszych intuicji, waszej wiary. Potrzebujemy tego! A kiedy dojdziecie tam, gdzie my jeszcze nie dotarliśmy, miejcie cierpliwość, żeby na nas zaczekać.
  3. Nasze pielgrzymowanie. Ta ostatnia myśl papieża wskazuje na konieczny dynamizm Kościoła, na nieustanną gorliwość w dążeniu do celu, na potrzebę mocnego wysiłku i odwagi. Ale nie da się jej dosłownie zastosować do naszego pielgrzymowania ku Jasnej Górze. Nie można przecież w Pielgrzymce biegać ani wyprzedzać jedni drugich, bo ktoś ma lepszą kondycję albo większy zapał. Pielgrzymka rządzi się nieco innymi prawami i swoim utartym porządkiem. Przypomnijmy sobie kilka najważniejszych zasad – wiele z nich ujętych jest w regulaminie pielgrzymkowym podanym w „Legitymacji pielgrzyma”:
  • • pielgrzymujemy w grupie za znakiem krzyża i staramy się nie rozwlekać długości swojej grupy (zawsze będzie jednym za szybko, a innym za wolno – trzeba się dostosować!);
  • • na drogach zajmujemy tylko połowę jezdni i nie utrudniamy ruchu pojazdów – wiąże się z tym zachowanie zasady, że w przypadku doganiania swojej grupy, kolejne wyprzedza się prawą stroną;
  • • bez ważnych powodów nie powinno się zmieniać swojej grupy – ma ona przecież przygotowany program (to mają być „rekolekcje w drodze”!) i kolejne jego punkty tworzą pewną całość, zwłaszcza że nie można w Pielgrzymce tylko śpiewać albo „iść na luzie”;
  • • trzeba się zawsze dostosować do poleceń przewodnika grupy i porządkowych;
  • • ci, którzy są w Pielgrzymce od lat, powinni szczególnie zaopiekować się tymi, którzy są po raz pierwszy, ale też niezależnie od ilości przebytych pielgrzymek, trzeba umieć prosić w potrzebie o pomoc;
  • • zwracamy się do siebie słowami: „siostro”, „bracie” (chyba że ktoś jest z inną osobą po imieniu) – troszcząc się o prawdziwie „rodzinny” klimat w duchu wspomnianej już „communio”;
  • • staramy się w miarę sił i możliwości dzielić obowiązkami wynikającymi ze wspólnego pielgrzymowania np. noszenie sprzętu nagłaśniającego czy podejmowanie wyznaczonych służb.

Pielgrzymka jest zawsze zaproszeniem do wejrzenia w głębię własnego serca i wezwaniem do rekolekcyjnego nawrócenia, stąd zachęta, po odpowiednim przygotowaniu, do przeżycia Sakramentu Pojednania w drodze, by czystym sercem uczestniczyć w codziennej Eucharystii i móc przyjąć łaski jakie Bóg dla nas na ten czas przygotował, a potem złożyć u stóp Jasnogórskiej Pani swoje postanowienia. Przez lata, doświadczeni przewodnicy powtarzali pielgrzymom proste hasło: „Tylko Szwedzi szli na Jasną Górę bez spowiedzi!”. W pierwszej części obrzędów sakramentu Chrztu świętego, kapłan a po nim rodzice i chrzestni kreślą na czole dziecka znak krzyża – przynależności do Chrystusa. Jest też znak krzyża prostym i pięknym zobrazowaniem tajemnicy Kościoła. Pionowe ramię przypomina o naszym zakorzenieniu w Chrystusie i celu, do którego zmierzamy. Poziome ramię przypomina, że jesteśmy rodziną Bożych dzieci rozprzestrzenioną na całym świecie. Obie te belki muszą być ze sobą mocno związane, bo inaczej nie będzie krzyża. Tym spoiwem niech będzie dla nas realizowanie podwójnego i najważniejszego przykazania – miłości Boga i bliźniego, aż dotrzemy do wiecznego celu.