Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja I

Opublikowano: niedziela, 13, sierpień 2017

PONIEDZIAŁEK, 14.08.2017 r.
KONFERENCJA I
Z Maryją w drodze.


WPROWADZENIE Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią – pewnie jeszcze mocno brzmią nam w uszach i w sercach te słowa wielokrotnie śpiewanego przed rokiem na pielgrzymim szlaku hymnu Światowych Dni Młodych 2016 w Krakowie. Dobrze też pewnie pamiętamy nasze spotkania, które przeżywaliśmy w parafiach z grupami młodzieży z różnych stron świata, a potem wspaniałe spotkanie na Górze św. Anny i niezapomniany marsz ulicami Opola na sobotnie misterium i koncert uwielbienia na błoniach. Ten marsz tak naprawdę był entuzjastyczną procesją, w której nieśliśmy otrzymane od Pasterza naszej diecezji znaczące symbole – Krzyż i Ikonę Matki Bożej. Te znaki, nieprzypadkowo obecne są i w naszym tegorocznym pielgrzymowaniu. Ileż radości było w naszych sercach w to sobotnie popołudnie w Opolu i ile poczucia wielorakiej jedności Kościoła? Ile wzruszenia malowało się na twarzach ludzi, którzy zatrzymywali się na ulicach lub wyglądali przez okna? Przeżywaliśmy te diecezjalne dni w duchu Nazaretu. Chcieliśmy nasze serca i nasze parafie uczynić domem dla tych, których Boża Opatrzność do nas przysłała. Choć nieco prowokacyjnie brzmiał cytat z Ewangelii wypisany na jutowych workach, które otrzymali pielgrzymi: Can anything good come from Nazareth? – Czy może być coś dobrego z Nazaretu? (J 1,46), to bardzo staraliśmy się o to, by nasi goście czuli się wśród nas naprawdę jak w domu i mogli doświadczyć wiele dobra. To doświadczenie domu przenosi nas duchowo do prawdziwego Naza-ret w Galilei, gdzie dziś wznosi się nowoczesna (z lat 60-tych XX wieku) bazylika Zwiastowania z betonowymi ścianami i kopułą w kształcie odwróconego kwiatu lilii. Sercem tej bazyliki jest położona na jej najniższym poziomie kaplica, z ołtarzem na tle skalnej ściany groty – tradycja przekazuje, że to jest fragment domu, w którym mieszkała Maryja w godzinie Zwiastowania. Na podstawie ołtarza wypisane są słowa: „Hic Verbum Caro factum est” – czyli „Tutaj Słowo stało się Ciałem”. To był dom Maryi, w którym doszło do niezwykłego spotkania tej galilejskiej Dziewczyny z tajemnicą Woli Bożej. W tym domu, wraz z słowem i postawą „fiat” Maryi – „Niech mi się stanie według Twego słowa” – rozpoczął się najważniejszy etap w dziele zbawienia człowieka. Z tego domu uczy nas Maryja, jak trzeba otworzyć się na Boga i na Jego wolę. Tego otwarcia na Boga i na człowieka uczyliśmy się w naszych domach i w naszej diecezji przed rokiem podczas ŚDM. Warto sobie postawić pytanie: „Ile z tego otwarcia zostało we mnie do dziś?” A może jeszcze inaczej: „Czy moje serce jest domem dla Boga? – i dla potrzeb bliźniego?” Do postawienia takich pytań skłania nauka Ojca Świętego Franciszka, który w liście apostolskim wydanym na zakończenie ubiegłorocznego Jubileuszu Miłosierdzia „Misericordia et misera” zachęca do kontynuowania postawy miłosierdzia, zwłaszcza przez konkretną realizację znanych z katechizmu uczynków miłosierdzia, tak co do ciała, jak co do duszy. Zapatrzeni w Maryję, chcemy to rozważyć w kontekście tegorocznej tematyki naszej Pielgrzymki.

1. MARYJA W DRODZE. Nie wiemy, jak długo trwała scena Zwiastowania i jak długo nosiła Maryja w sobie tę niezwykła tajemnicę w ścianach nazaretańskiego domu. Pewnie niedługo, bo jak wiemy z kart Ewangelii, podczas Zwiastowania dowiedziała się od Anioła, iż Elżbieta oczekuje narodzenia swego dziecka – św. Jana Chrzciciela – i wtedy poszła w daleką drogę, aby pomóc swej krewnej, ale też by podzielić się radością z obecności Boga na ziemi pod Jej sercem. Takiej radości nie da się zatrzymać dla siebie! Przypominają się słowa apostołów Piotra i Jana postawionych przed Sanhedrynem, gdy zabroniono im głoszenia Ewangelii: „Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (por. Dz 4, 20). Zauważmy: jeszcze nie padły z ust Jezusa słowa misyjnego nakazu: „Idźcie i głoście” (to hasło przewodnie tegorocznego programu duszpasterskiego w naszej Ojczyźnie) a Maryja już realizuje misję dzielenia się dobrem otrzymanym do Pana. Wielkiej Bożej łaski nie zatrzymuje dla siebie. Ona jest w drodze – z Bogiem do drugiego człowieka. Taki jest misyjny duch Ewangelii. Owocem tego spotkania w progu domu Elżbiety jest jej radość serca i poruszenie dziecięcia w łonie oraz uwielbienie Boga wyśpiewane przez Maryję w hymnie „Magnificat” – „Uwielbia dusza moja Pana”. Mimo wszelkich różnic – od wieku obu tych kobiet, aż po świadomość Elżbiety - Matka mojego Pana przychodzi do mnie? (por. Łk 1,43) – owocem spotkania jest radość i uwielbienie Boga.
2. NASZA DROGA Z MARYJĄ. To jest dla nas wskazówka i zadanie. Wyszliśmy, jak Maryja z Nazaretu, z naszego rodzinnego domu, aby przemierzyć pielgrzymi szlak – jedni po raz pierwszy (i tych bardzo serdecznie witamy z obietnicą niesienia pomocy w potrzebie!), inni po raz kolejny, może już jubileuszowy. Wyszliśmy z potrzeby serca, niektórzy pewnie ze szczególnymi intencjami. Wyszliśmy, by dosłownie wypełnić przekazane nam przez Chrystusa zadanie: ”Idźcie i głoście!” Na tegorocznym pielgrzymim szlaku będzie nam o tym przypominać śpiewana przed laty piosenka ewangeliczna: „Idźcie już stąd na ulice, na place waszych miast …” Ale warto u początku tej drogi wrócić do co dopiero postawionego pytania: Czy w moim sercu jest miejsce dla Boga? Czy jest w nim sam Bóg ze swoją łaską? Czy przez to jesteśmy rzeczywiście podobni do Maryi? Jeśli jeszcze nie ma w kimś Bożej łaski, to byłoby dobrze jak najprędzej i najsumienniej przygotować się do sakramentu Pokuty i swoje serce otworzyć dla Bożego przebaczenia. Dawniej, na pielgrzymim szlaku pieszym z Warszawy do Czarnej Madonny, przewodnicy zachęcali do Sakramentu Pojednania wołaniem: „Tylko Szwedzi szli na Jasną Górę bez spowiedzi!” – i to daje do myślenia. Tym bardziej, że Pielgrzymka ma być „rekolekcjami w drodze”, ma przemieniać nasze serca i uwalniać je od zła, ma otwierać je na Boga i na bliźniego. Przeżywany w drodze Sakrament Pokuty może stać się niepowtarzalnym doświadczeniem naszego religijnego życia, gdy nie czuje się na plecach presji kolejki przy konfesjonale, gdy będzie to bardziej rozmowa ze spowiednikiem niż tylko „wyrecytowanie” grzechów, gdy możemy dołączyć do naszego żalu i postanowień cały trud pielgrzymowania. Przypomnijmy sobie zachętę powtarzaną przez papieża Franciszka: „Bóg nie męczy się przebaczaniem!” Tak naprawdę, dopiero z serca wypełnionego Bożą obecnością może się wyrywać ku niebu śpiewane razem z Maryją radosne: „Wielbij dusza moja Pana!” I może się rodzić radość dzielona z drugim człowiekiem. I jak na progu domu Elżbiety, nieważne stają się wtedy różnice wieku, wykształcenia czy innych społecznych wymiarów. To ma być wspólna radość, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, jesteśmy siostrami i braćmi w Chrystusie. Taki jest też wieloletni, nie tylko w naszej Pielgrzymce, zwyczaj, że zwracamy się do siebie jako do sióstr i braci – bez „pań” i „panów”, bez „magistrów”, „mecenasów” i „doktorów”. Oczywiście, nie chodzi o to, by wszyscy byli od razu ze sobą na „ty”, ale byśmy pielęgnowali w sobie poczucie bycia rodziną, gdzie jeden na drugiego może liczyć i się nie zawiedzie. Od Maryi chcemy się uczyć wrażliwości na potrzeby bliźniego i sposobu, aby im zaradzić, a papież Franciszek z krakowskiego okna na ul. Franciszkańskiej w lipcowy wieczór przypomniał nam rok temu trzy podstawowe słowa, które tworzą dobry klimat naszych międzyludzkich kontaktów: „dziękuję”, „przepraszam” i „proszę”. Nie zapominajmy o nich, także w kontaktach z gospodarzami goszczącymi nas na szlaku Pielgrzymki.

3. PIELGRZYMOWANIE SZKOŁĄ KOMUNII. Idziemy razem, trzymamy się za ręce, codziennie głębiej poznając Boży szlak… – ile razy, w naszym życiu i w naszym pielgrzymowaniu, śpiewaliśmy już słowa tej piosenki... Jakże mocno przypominają one wymiar wspólnoty na pielgrzymim szlaku, nawet wtedy, gdy niekoniecznie dosłownie trzymamy się za ręce. Ale koniecznie trzeba tworzyć wspólnotę serc, prawdziwą komunię zbudowaną na fundamencie miłości Boga i bliźniego. To wcale nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza gdy jego realizację skonkretyzuje fizyczne zmęczenie po wielu kilometrach drogi, bolące nogi i niewygody na noclegu, niespełnione osobiste oczekiwania w tematyce lub klimacie prowadzenia grupy i proponowanych śpiewach… Można by wyliczać różne problemy chyba w nieskończoność. Na takie chwile „zdołowania” warto – jak antidotum – przypomnieć sobie dwie myśli. PIERWSZA – wyrażona jest łacińskim skrótem: OAMDG (Omnia ad maiorem Dei gloriam), co znaczy: „Wszystko na większą chwałę Bożą!” – taka świadomość pomoże znowu podnieść w górę głowę i serce. DRUGĄ myśl wyraził kilka lat temu, podczas naszej Pielgrzymki, pewien ojciec, gdy do swoich trzech zmartwionych brakiem noclegu synów, powiedział: „Chłopcy, na pielgrzymce to nam się nic nie należy!” Te dwie myśli są streszczeniem dwóch bardzo ważnych wymiarów ducha, bez których nie ma prawdziwego pielgrzymowania. Bez nich droga na Jasną Górę stanie się zwyczajnym, może trochę pobożnym, rajdem. A przecież nie o to, chyba, chodzi. a) PIERWSZY wymiar, konieczny dla ducha pielgrzymowania, dobrze określa słowo „INTENCJA.” Każdy musi na początku tej drogi postawić sobie po prostu kilka pytań: Dlaczego idę? Po co idę? Co niosę w swoim sercu? Komu chcę duchowo pomóc i kto prosił mnie o modlitwę?
Zapewne wielu z nas ma gotowe odpowiedzi na te pytania i układają się one w intencje dziękczynne, przepraszające lub błagalne. Mogą one pozostać anonimową tajemnicą naszych serc, znaną tylko Bogu i Maryi, ale można też w grupie podzielić się nimi i wtedy w wymiarze prawdziwej komunii zwielokrotni się moc modlitwy na pielgrzymim szlaku. Niech pewnym sygnałem i zachętą będzie fakt, który przed laty miał miejsce w czasie Pielgrzymki Wrocławskiej. Do pewnego domu zapukała z prośbą o nocleg matka z trójką dzieci, najmłodsze było jeszcze w wózku. Gospodyni, zdziwionej i zaniepokojonej taką odwagą (a może i desperacją) tej matki, ta opowiedziała krótko historię sprzed kilku lat. Gdy z pewnymi kłopotami urodził się jej najstarszy syn, po niedługim czasie znalazła się ona z tym dzieckiem w Centrum Zdrowia Dziecka. Tam po dokładnych specjalistycznych badaniach lekarze ze smutkiem orzekli, że to dziecko nie ma szans na przeżycie. Dotknęła je wyjątkowo złośliwa i rzadka choroba, na którą w danym momencie medycyna nie zna lekarstwa. Zapłakana matka, tuląc swoje chore dziecko, wracała pociągiem do Wrocławia. Na pewnej stacji przysiadła się do przedziału siostra zakonna i widząc smutek owej kobiety zapytała, co się stało. Usłyszała całą tę historię, a po chwili powiedziała: „Jeszcze jest Pan Bóg i Matka Najświętsza – niech się pani gorąco modli, nawet o cud!” Na kolejnej stacji zakonnica wysiadła, ale usłyszana zachęta i obudzona nadzieja w sercu tej matki, pozostały. Po powrocie do domu dużo się modliła, a gdy w parafii zobaczyła plakat zapraszający na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę, nie zastanawiała się długo. Zabrała swoje chore i coraz słabsze dziecko i wyruszyła w drogę. Cała grupa, jak to na Pielgrzymce, pomagała jej w drodze i żarliwie się z nią modliła. A na zakończenie, w kaplicy Cudownego Obrazu, wszyscy ze łzami w oczach wołali w intencji tego dziecka „Zdrowaś Maryjo …” „To jest ten mój, obecny tu, najstarszy syn!” – usłyszała na zakończenie opowieści jeszcze bardziej zdumiona gospodyni, a owa matka dodała, że od tego czasu każdego roku jest na pielgrzymce i będzie chodzić tak długo, jak tylko siły pozwolą. Żaden komentarz do takich faktów nie jest potrzebny... Tegoroczne pielgrzymowanie, które wpisuje się w Jubileusz setnej rocznicy Objawień Fatimskich, zobowiązuje nas do poszerzenia horyzontów w naszych pielgrzymkowych intencjach. Nie wystarczy dziękować, przepraszać i prosić, choćby w najświętszych i naprawdę ważnych sprawach. Trzeba na nowo usłyszeć głos Matki Najświętszej z Fatimy i głos poprzedzającego te objawienia Anioła – z wielkim wołaniem o ducha wynagrodzenia za grzechy nasze i świata, raniące Serce Jezusa i Maryi. Trzeba się poczuć osobiście wezwanym do żarliwej modlitwy o nawrócenie grzeszników i o pokój dla świata. Niech ten duch wynagrodzenia oraz intencje, dotykające wielkich problemów Kościoła i świata, obok naszych osobistych, będą naprawdę i na co dzień obecne i ważne w tegorocznej Pielgrzymce. A może nie tylko w Pielgrzymce? b) DRUGIM wymiarem, koniecznym dla ducha pielgrzymowania, jest OFIARA. Przypomnijmy mądre słowa ojca do zmartwionych synów: „Chłopcy, na pielgrzymce, to nam się nic nie należy!” Nie jest łatwo zbudować w sobie i wokół siebie taką postawę. Tak bardzo na co dzień jesteśmy społeczeństwem roszczeniowym, że przynosimy te nawyki także na Pielgrzymkę, zapominając o jej ofiarnym charakterze. Jakże niebezpieczne jest też w tym świetle przekonanie, że sam fakt podjęcia trudu pielgrzymowania jest już takim poświęceniem się, że mogę jako pielgrzym oczekiwać od wszystkich wokół nieustannej pomocy. Tymczasem trzeba sobie u progu naszej drogi uświadomić podstawową prawdę – tak, jak nie ma prawdziwej miłości bez ofiary (i dopóki człowiek sobie tego nie uświadomi, to jest ciągle na etapie zakochanego egoisty, a nie kochającego partnera), tak nie ma też bez ofiary prawdziwego pielgrzymowania. A ofiara jest nie tylko rezygnacją z dozwolonych dóbr (choć taka we wspomnianym co dopiero wynagrodzeniu za grzechy świata jest konieczna!) Ofiara jest zawsze darem serca, które tej drugiej osobie zdaje się mówić: „Chcę, aby Tobie było dobrze!” Ofiara jest często rezygnacją z własnego „ja” dla dobra drugiego „Ty” (jakże to jest ważne na Pielgrzymce, gdy trzeba podporządkować swoje oczekiwania i podjąć program, który proponowany jest całej grupie!) Ofiara jest godzeniem się z radością na minimum, które jest nam dane. Ofiara jest specyficznym „paliwem”, by mogła płonąć miłość. Realizuje się w konkretach bardzo różnorodnie. Od drobnych gestów zauważenia słabości lub potrzeb bliźniego, przez umiejętność dzielenia się każdym łykiem wody czy kromką chleba, przez cierpliwość w znoszeniu różnych niedogodności ze strony bliźniego, przez „ugryzienie się czasem w język”, by kogoś nie zranić lub nie sprawić przykrości, aż po ofiarne bycie „dla” w trudnych i czasem niewygodnych sytuacjach. Ten duch ofiarny ma się też przejawiać w stroju, w którym idziemy, by nie przypominał plaży nawet w największe upały, oraz w zachowaniu regulaminu, który wyraźnie zabrania korzystania z napojów alkoholowych i palenia papierosów. Tego ducha ofiarnego ma nam przypominać znaczek pielgrzymkowy – niech będzie on przypięty do bluzki blisko naszego serca lub do czapki na głowie, a nie do plecaka czy tylnej kieszeni spodni, bo łatwo nim wtedy tarzać po ziemi. Niech wraca do naszych serc tak często śpiewane wezwanie: „Ofiaruję Tobie, Panie mój, całe życie swe, cały jestem Twój!”

4. PIELGRZYMOWANIE JEST MISJĄ. Wróćmy na zakończenie naszej refleksji do przewodniego hasła programu duszpasterskiego w naszej Ojczyźnie: „Idźcie i głoście.” Zakłada ono kontynuację tegoż programu z roku ubiegłego, gdy świętowaliśmy 1050-lecie Chrztu Polski. Konsekwencją przyjętego Chrztu jest misja – dzielenie się otrzymanym dobrem. Znakiem tej misji jest namaszczenie świętym olejem – pewnie wszyscy otrzymali takie na Chrzcie Świętym, a wielu też w Sakramencie Bierzmowania. To zobowiązuje do zaangażowania się na rzecz głoszenia światu Ewangelii, do bycia – jak mówi papież Franciszek – uczniami-misjonarzami. Nie chodzi tylko o świadectwo i ewangelizację w wymiarze słowa. Chodzi także o świadectwo i ewangelizację w czynach miłości, o napełnianie środowiska wokół nas „wonią Chrystusa”. Zapał misyjny trzeba odnawiać wewnątrz wspólnoty ludzi wierzących, ale też trzeba wychodzić na obrzeża, do tych, którzy żyją poza Kościołem lub zatracili swoją wiarę. Wszyscy uczestniczymy w potrójnej misji Chrystusa: kapłańskiej, prorockiej i królewskiej, choć każdy według swych możliwości i powołania będzie ją realizował inaczej ale zwolnić się z misji nie może nikt. To dzieło misyjne ma być głoszeniem słowem i czynem Ewangelii nadziei, tak jak czynił to św. Brat Albert Chmielowski, Patron tego roku w 100. rocznicę jego śmierci, opiekun nędzarzy Krakowa i „Brat naszego Boga”, jak nazwał go w swym dramacie z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku Karol Wojtyła. Do jego osoby i dzieła jeszcze na tegorocznym szlaku pielgrzymim nawiążemy, podobnie jak do wciąż aktualnej wymowy objawień fatimskich sprzed 100. lat, przypominającej naszą odpowiedzialność za każdą ludzką duszę i za zbawienie świata.

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA. Przypomnijmy sobie słowa „Litanii do Matki Boga i ludzi”, chyba dobrze oddające rozważane tu prawdy. Możemy je wspólnie teraz zaśpiewać: Matko, która nas znasz, z dziećmi Twymi bądź. Na drogach nam nadzieją świeć, z Synem swym z nami idź! Z wszystkich niewiast wybrana – przyjdź i drogę wskaż. Córko ludu Bożego – do Syna swego nas prowadź. Służebnico pokorna – pokój światu daj!