Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Refleksja

Opublikowano: czwartek, 02, sierpień 2018

REFLEKSJA O BISKUPIE NATHANIE - 5
Przed modlitwą Anioł Pański / przed Koronką do Miłosierdzia Bożego
Piątek, 17.08.2018

Powojenne losy biskupa Nathana się dopełniają. „Co z nami będzie?” - pytały zatroskane o los biskupa i swój własny siostry zakonne. ”Uczcie się polskiego” - radził. Miał rację. Część z nich – zwłaszcza siostry mówiące gwarą morawską – zdołała się w przyszłości, stając przed komisją weryfikacyjną, uchronić od deportacji. 21 grudnia 1946 roku zostaje wysiedlony do Czech. Nie ratuje go ani to, że nie kwestionował nowego porządku państwowego, ani fakt, że w Branicach, także za rządów nazistów, znajdowali pomoc nie tylko Niemcy, także Polacy, Czesi, Żydzi i przedstawiciele innych narodowości. Po interwencjach administratora apostolskiego i wicewojewody władze ustępują o tyle, że pozwalają wysiedlonemu zabrać swoje rzeczy. Pod warunkiem, że spakuje się w 30 minut. Mieszkanie i kaplica mają zostać zapieczętowane. Biskup pospiesznie żegna się z siostrami. Schodzi także do kuchni, po drodze błogosławiąc wszystkich. Na miejscu został pierścień wyszarpany przez odważne siostry z rąk ubeków nadzorujących wypędzenie kapłana. Przypadnie on później bpowi Janowi Wieczorkowi. Pomocniczy biskup opolski, a później ordynariusz gliwicki (dziś na emeryturze) w miejscu ozdobnego kamienia umieścił relikwie św. Jadwigi Śląskiej. Biskupa Nathana przewieziono na granicę, gdzie kilka godzin czekał na samochód czeskiego bezpieczeństwa. W Opavie zamieszkuje w klasztorze Córek Bożej Miłości. Kiedy stał przez chwilę przed klasztorem oparty o laskę (ma 79 lat), wybiegają do niego siostry. Pytają, czy nie żal mu opuszczać Branice. „Tak przemija wielkość tego świata” - słyszą w odpowiedzi. Na miejscu choruje ciężko, tęskni i ma poczucie, że został wypędzony niesprawiedliwie. Dopytuje, co dzieje się w Branicach. Ale w liście do administratora apostolskiego dziękuje za okazaną mu życzliwość i nie skarży się. „Pan Bóg dał, Pan Bóg wziął. Niech jego imię będzie pochwalone” - pisze. Ostatnią mszę św. celebruje 21 stycznia 1947 roku. Następnego dnia trafia do szpitala. Tu mszę św. w szpitalnej sali odprawia jego sekretarz, ks. Gałeczka. Razem odmawiają brewiarz. Sekretarz zapamiętał poruszającą refleksję chorego: „Bóg wszystko zabrał. Jestem jak Hiob. Ale wiary się nie wyparłem”. Kiedy jego stan się pogarsza, wraca do domu sióstr, gdzie umiera 30 stycznia późnym wieczorem. W jego pogrzebie 4 lutego 1947 roku uczestniczy pomocniczy biskup ołomuniecki Stanisław Zela, który przewodzi modlitwom, 130 kapłanów i tłumy wiernych. Matka prowincjalna, siostra Agata z Branic prosi władze o pozwolenie wyjazdu do Opavy. Wobec odmowy z grupką sióstr przechodzą na czeską stronę przez zmarzniętą rzekę Opę. Matka – by nie zostać rozpoznana - uczestniczy w pogrzebie w habicie czeskich sióstr. Pozostałe zakonnice z Branic idą na pogrzeb w ubraniach cywilnych. „Stwórca wszechświata obdarzył zmarłego biskupa wielkimi talentami. A on ich nie zmarnował” - mówił w kazaniu o zmarłym bp. Zela. Ciało zmarłego biskupa zostało złożone na kilkadziesiąt lat w cudzym grobie. Na cmentarzu w Opawie pochowano je w grobowcu przygotowanym dla pewnej Czeszki, która wyjechała za granicę. „Gdybym nie był kapłanem, nie byłbym w stanie tego wszystkiego zdziałać” - miał powiedzieć o sobie ks. Nathan w 40. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.