Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja II

Opublikowano: czwartek, 08 sierpień 2019

PIĄTEK, 16.08.2019 r.
KONFERENCJA II

Kilka miesięcy temu całą Europę, a nawet świat, obiegła dramatyczna informacja: oto 17- letnia Holenderka, NoaPothoven, uprosiła swoich rodziców i lekarzy by pozwolono jej umrzeć. O eutanazję prosiła wielokrotnie, aż w końcu pozwolono by ta młoda dziewczyna zagłodziła się na śmierć na ich oczach. Bezpośrednią przyczyną było nieumiejętność poradzenia sobie przez Noa z obciążeniem molestowania i gwałtu jakiego doznawała w dzieciństwie oraz choroby anoreksji i depresji. Watykan, komentując wydarzenie w Holandii, głosem Papieskiej Akademii Życia, oświadczył,: Śmierć Noi jest wielką porażką dla każdego społeczeństwa obywatelskiego i dla ludzkości. Św. Matka Teresa z Kalkuty, misjonarka Indii oraz całego ubogiego i odrzuconego świata, opisała kiedyś pewne wydarzenie. Siostra podeszła do pewnej zrozpaczonej pacjentki, która w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym prosiła Siostry Miłosierdzia o śmierć. Siadła na łóżku, obok chorej i po chwili rozmowy, nawiązując do jej prośby, zapytała: „A co się stało, że chce Pani umrzeć?” Po chwili, szlochając, pacjentka szczerze wyznała: „Proszę Siostry, mnie tu nikt nie odwiedza i nie mam nikogo, kto by do mnie mógł przyjść”. Obie te sytuacja są jakby przedłużeniem, adaptacją do naszych czasów, wydarzenia opisanego w ewangelii wg św. Jana. Znajdujemy tam niezwykły dialog Chrystusa z chromym przy sadzawce Betesda. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych, którzy czekali na poruszenie się wody. Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: «Czy chcesz stać się zdrowym?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje łoże i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził (J 5, 2-9). Jakże szczere i dramatyczne jest wyznanie chromego: „Panie, nie mam człowieka…” (zob. J 5, 7). Największym problemem ludzkości i chyba każdego pojedynczego człowieka nie jest jego status materialny, religijny ale… brak głębokich, ludzkich, odpowiedzialnych relacji z bliźnim! Gdy odwiedzamy, z wizytą duszpasterską, naszych wiernych, rozmawiając z chorymi w czasie comiesięcznych odwiedzin z Komunią św., stwierdzamy, że największym problemem ludzi współczesnego świata nie jest sama choroba np. wszędobylski nowotwór, ale „rak” obojętności i zamknięcia się na potrzeby tych którzy „mają się źle”, którzy potrzebują ciepła obecności i bliskości swoich z rodziny, swoich przyjaciół, swoich znajomych i sąsiadów. Dużo można by mówić na temat przyczyn naszej, coraz większej, obojętności na cierpienie innych. Dziwne to w ogóle i wręcz diabelskie, że z roku na rok zwiększane są nakłady i odsłony plotkarskich gazet, portali internetowych, wiadomości o życiu celebrytów, coraz więcej zaglądania do życia prywatnego gwiazd i gwiazdeczek, do ich „garnków” i siłowni, do sypialni i toalety, do garażu i piwnicy… a z drugiej strony coraz więcej braku jakiegokolwiek zainteresowania kimś, kto mieszka obok mnie! To ktoś, kto jest moim sąsiadem. Czy wiem, jakie ma problemy i w czym mógłbym mu pomóc? Coraz częstszy brak troski o swoich dziadków, staruszków mieszkających nawet w bliskim sąsiedztwie. Nasze Państwo stwarza coraz lepsze warunki dla otwierania i prowadzenia domów tzw. „Złotej jesieni”, które, według wielu, stają się jedynym wyjściem aby „pozbyć się” kłopotliwej i absorbującej obecności dziadków czy rodziców w swoim domu. Tam nam przeszkadzają, denerwują. Zapewne jest wiele przyczyn takiej sytuacji ale jedna jest niewątpliwa i pierwsza: zapaść lub śmierć wiary! Przypomina się przysłowie: Gdy rzeka wysycha, umierają pobliskie kwiaty, trawa i drzewa, a gdy umiera wiara to usycha nadzieja, miłość i czułość… To trafne porzekadło na pewno dotyka i obnaża postawy wielu tych, którzy fizycznie są blisko osób cierpiących ale mentalnie i duchowo zostawiają cierpiących samym sobie. To jeden z największych grzechów nas – ludzi zdrowych - wobec chorych. Jeśli natomiast tego braku wiary doświadczać będzie sam chory to pozostanie zupełnie bezradny wobec cierpienia. Widać to właśnie w społeczeństwach, które utraciły już korzenie wiary. W samej Holandii dziecko od 12 roku życia ma prawo (!) prosić o eutanazję! W małej Belgii liczba samobójstw wśród młodych wzrasta ok. 15% rocznie! Co roku, od 2013, wzrasta o ponad 1000 rocznie! Pogarszającą się kondycję psychiczną samych tylko dziewcząt nie tylko w Polsce, ale i na świecie, potwierdzają dane zebrane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Wynika z nich, że ostatnia dekada odwróciła piramidę przyczyn śmierci kobiet między 15. a 19. rokiem życia i pierwsze miejsce w rankingu zajęło… samobójstwo! W całej Europie samobójstwo stało się drugą, co do liczby, przyczyną zgonów osób młodych. I stale ten procent rośnie. Doszliśmy do absurdu, bo uciekając od Boga tak bardzo wystraszyliśmy się cierpienia, staliśmy się tak bardzo bezradni wobec cierpienia, że sami siebie zabijamy, lub żyjemy w odrętwieniu i bólu, nie widząc ani sensu, ani wartości takiego życia. A społeczeństwo, jak zauważa społeczna diagnoza Watykanu, nie zdaje egzaminu przywracania nadziei i chęci życia takim osobom, bo samo ich nie widzi. Marginalizuje osoby starsze, nagłaśnia tylko to co dochodowe, gładkie, błyszczące i napędzające pozytywny pijar (PR, ang. public relations). Wolontariat. Jednym z najpiękniejszych z możliwych zachowań człowieka wierzącego i praktykującego wobec takich zagrożeń widzenia świata i życia w takim świecie jest czynna miłość bliźniego. Jej konkretnym wyrazem jest podejmowanie różnych form wolontariatu, czyli nieopłacanej działalności na rzecz osób bezradnych, chorych i potrzebujących. Niedawno, kilkoro młodych ludzi poszło do Domu Pomocy Społecznej w małej miejscowości. Jest tam około 50 dziewcząt o różnym stopniu upośledzenia, bardzo czekających na odwiedziny, zabawę, rozmowę z innymi ludźmi, nie tylko ze znanymi im wychowawcami i opiekunami. Nie sposób zapomnieć wielkiej radości, jaką przeżywały odwiedzone dziewczęta… Ich radość przerodziła się z kolei w euforię młodych wolontariuszy, którzy z wielkimi obawami poszli po raz pierwszy w niecodzienne odwiedziny. Wszystkich ogarnęła i podniosła fala szczęścia i radości ze spotkania z osobami niepełnosprawnymi, których najłatwiej jest zostawić samym sobie… Zachęcamy więc: otwórzcie oczy, wykażcie się tym, o czym mówił św. Jan Paweł II, czyli WYOBRAŹNIĄ MIŁOSIERDZIA. I nie musi to być zaraz daleki, misyjny wyjazd czy poszukiwanie Domu Starców czy innej instytucji. Rozejrzyj się wokół siebie i zauważ wreszcie, że bardzo często to twój sąsiad czy sąsiadka żyją obok ciebie samotni i chorzy, starsi i opuszczeni; często niepełnosprawni… Nie mów, że ich nie ma! Po prostu podejdź i zapytaj wczym możesz pomóc. Nie zrażaj się natychmiastowa odmową, czy nawet szorstkim potraktowaniem, którego możesz doświadczyć. Nie rezygnuj zbyt łatwo; w miłości potrzeba odwagi – proś Ducha Świętego o dar męstwa. Możesz upiec ciasto z okazji i bez okazji i zapukać do drzwi… Możesz umyć okna na święta… Ogarnąć porządki w mieszkaniu starszej osoby… Ale najpierw i przede wszystkim: zagadaj i przyjdź na pogaduchy do sąsiadki. Uwalniaj ludzi (również siebie) z niewoli izolacji, lęku, fałszywego wstydu… Jest tyle możliwości by głosić Dobrą Nowinę o Jezusie nie wypowiadając nawet Jego imienia. Odkryj dzięki nowym oczom wiary, że Jezus ma imię staruszki, kaleki, bezdomnego. Że ma oczy pogardzanego dziwaka czy zalęknionego dziecka… STAŃ SIĘ APOSTOŁEM MIŁOSIERDZIA! Nie przegap swej wielkiej szansy! Większej niż Bóg nie da ci nikt! Wstań! Rusz się! I idź! Sakrament chorych. Pewien ksiądz podzielił się kiedyś słuszną uwagą, że w swojej parafii ma kilkaset osób, które nie mogą o własnych siłach przyjść do kościoła. Często nie są osobami przykutymi do łóżka ale nie mają tyle siły lub zdrowia by pójść, przeżyć i jeszcze samemu wrócić. Większość z nich chętnie by uczestniczyła we Mszy św. i życiu parafialnym ale nie ma jak. Tymczasem, w tej samej parafii, kapłan - raz w miesiącu - z Komunią św. i posługą sakramentalną proszony jest do zaledwie 25 osób! A zatem ogromna większość z pragnących pozostaje bez sakramentalnej bliskości Jezusa. Bardzo często dlatego, że nikt z bliskich nie zainteresował się tym, nie zaprosił kapłana, nie przypilnował by otworzyć drzwi, przygotować biały obrus i krzyż ze świecami… Inny ksiądz, w rozmowie przy organizowaniu pogrzebu, zapytał rodzinę: „Czy zmarła była osobą wierzącą? Ależ tak! Oczywiście! I to bardzo! - usłyszał w odpowiedzi. A kiedy ostatni raz była u spowiedzi, Komunii? Odpowiedź rodziny: „Jak była ostatnio w szpitalu czyli… kilka lat temu!” Mimo, że rodzina wiedziała, że ich mama i babcia, była osobą wierzącą i pragnęłaby przyjmować Jezusa, NIKT się o to nie postarał! Itak, niestety, wygląda często nasza opieka nad potrzebującymi, nawet gdy (niestety coraz rzadziej) postaramy się by była z nami w domu, by uprać, nakarmić, wykupić leki. Zbyt często się zdarza, że o potrzebach duchowych zapominamy. Nie dbamy o nie. Często, nawet gdy podejmujemy trud opieki, brak w niej dostrzeżenia najgłębszych potrzeb osoby. Że oprócz ciała, trzeba zatroszczyć się także o dusze naszych bliskich. Oprócz wspólnej rozmowy i modlitwy trzeba zapewnić dostęp do źródła mocy każdego chrześcijanina – do Sakramentów Świętych. To przez nie Chrystus daje i przymnaża swoich łask. Dla chorych czyni to przez specjalny sakrament, dla nich ustanowiony - Namaszczenia Chorych. To nie jest ostatni sakrament („ostatnie namaszczenie”) ale obdarowanie nowymi darami; jest konkretnym wsparciem dla chorego. Dlatego nie jest zastrzeżony tylko dla umierających, będących w stanie agonalnym. Jest to sakrament dla poważnie chorych (gdy schorzenie, niezależnie od wieku, zagraża życiu) oraz dla ludzi starszych, nawet, gdy nie są śmiertelnie chorzy. Sakramenty są dla żywych! Błędną postawą, wynikającą często z lękliwie przeżywanej wiary, jest czekanie na chwile ostatnie; zwlekanie z wezwaniem kapłana aż do chwili śmierci. Jezus jest Dawcą życia a nie śmierci! Owszem, umierających przeprowadza przez granicę życia doczesnego ku wieczności. Ale nie przychodzi by zabijać i niszczyć życie… Nie utożsamiajmy lęku przed śmiercią z bojaźnią Bożą. Lęk przed śmiercią jest naturalnym odruchem osoby żyjącej. Odruchowo czuje, że człowiekowi ze śmiercią „nie do twarzy”. I ma rację! Śmierć nie jest zamysłem Boga ale trującym owocem szatańskiej zawiści do człowieka. Bóg jest „Miłośnikiem życia” (zob. Mdr 11, 26) a nie śmierci. Bojaźń Boża nie jest owocem lęku przed śmiercią ale owocem i wyrazem wiary, która nie wyobraża sobie by życie i wieczność przeżywać bez Boga czy wbrew Bogu. Jakie łaski otrzymuje człowiek w sakramencie namaszczenia chorych? Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone (Jk 5,14-15). Udzielenie sakramentu chorych nie ma na celu - jak się nieraz sądzi - wyłącznie przygotowania człowieka na śmierć, lecz również umocnienie go w jego cierpieniach. Człowiek niebezpiecznie chory potrzebuje szczególnej łaski Bożej, aby pod wpływem lęku nie upadł na duchu i podlegając pokusom nie zachwiał się w wierze. Dlatego Chrystus w sakramencie namaszczenia daje swoim wiernym, dotkniętym choroba, potężną moc i obronę. Sakrament ten udziela choremu łaski Ducha Świętego, która pomaga całemu człowiekowi do zbawienia, a mianowicie umacnia ufność w Bogu, uzbraja przeciw pokusom szatana i trwodze śmierci. Dzięki tej pomocy chory może nie tylko znosić dolegliwości choroby, ale także je przezwyciężać i odzyskać zdrowie, jeżeli to jest pożyteczne dla zbawienia jego duszy. Jeżeli jest to potrzebne, namaszczenie odpuszcza grzechy istaje się dopełnieniem chrześcijańskiej pokuty. W sakramencie namaszczenia chorych człowiek dostępuje udziału w zbawczej męce i śmierci Chrystusa. Kościół zachęca wszystkich cierpiących, chorych i umierających, aby świadomie łączyli się z męką i śmiercią Chrystusa i w ten sposób przysparzali dobra całemu ludowi Bożemu, przyczyniając się do jego zbawienia. Sakrament ten jest niejako konsekracją chorego, aby przez swoje cierpienia skutecznie przyczyniał się do zbawiania świata oraz aby także przez śmierć sam wszedł do chwały niebieskiej. Wielu teologów twierdzi, że przez sakrament namaszczenia chorych Chrystus gładzi człowiekowi, przyjmującemu go w dobrej dyspozycji, nie tylko grzechy, ale również i wszystkie należne za nie kary, dzięki czemu zaraz po śmierci przechodzi on do chwały nieba.