Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja II

Opublikowano: poniedziałek, 27, czerwiec 2016

PIĄTEK, 18.08.2017 r.

KONFERENCJA II

Pod opieką Maryi trzeba być wrażliwym na społeczny charakter miłosierdzia i na tworzenie kultury miłosierdzia.

Zdążamy na Jasną Górę. Mamy za sobą kilka dni, pełnych wysiłku i zmagania, wyrzeczenia i poświęcenia. Ale też pełnych radości i solidarności. Po co zdążamy? Po co to wszystko? Tylko po to, by się przejść, by się zmęczyć? Chyba nie. Każdy z nas chce odwiedzić Kogoś bliskiego nam, bliskiego każdemu z nas. Idziemy, by prosić, by dziękować, ale również by uczyć się, uczyć się właśnie od Maryi. Przychodzi mi na myśl dom rodzinny, gdzie nasi rodzice uczyli nas, często bez zastanawiania się, tak po prostu, swoim życiem pokazywali nam bardzo konkretnie, jak żyć, co jest ważne, a na co lepiej nie zwracać uwagi. Nie czekali na dziękuję, ale ufali, że w ten sposób przekażą tę najważniejszą wiedzę – mądrość życia. I podobnie jest dzisiaj. Już jutro wejdziemy w bramy Sanktuarium Jasnogórskiego. Usiądziemy i odpoczniemy u naszej Mamy, która cieszy się naszą obecnością, naszym zmaganiem. Chce nas otoczyć płaszczem swej matczynej opieki, jak mama w domu rodzinnym. By każdy wyszedł pocieszony, uspokojony, napełniony darami, których potrzebuje. Taka jest Maryja – Matka Miłosierdzia. Ona też nam przekazuje konkretne wskazówki, chce nas uczyć, jak żyć, jak żyć, by osiągnąć świętość, by osiągnąć niebo. A w dzisiejszym świecie nie jest to takie proste. Nasza rzeczywistość to z jednej strony rozwój naukowy, społeczny, ekonomiczny, techniczny, w medycynie idziemy ciągle do przodu, a z drugiej strony możemy obserwować, wręcz dotykać biedy drugiego człowieka. Dotykać zarówno ubóstwa materialnego, duchowego, ale także cierpienia. Myślę, że każdy z nas dotknął już w swoim życiu cierpienia – samemu dźwigając krzyż cierpienia lub towarzysząc drugiemu człowiekowi. Każdy dzień daje nam wiele możliwości, by wychodzić naprzeciw ludzkiemu cierpieniu, ludzkim potrzebom. Wystarczy otworzyć oczy, swoje serce, a ręce nasze będą pełne pracy, bo dostrzeżemy, jak wiele przed nami do zrobienia. Ojciec Święty Franciszek w Liście Apostolskim Misericordia et misera pisze o rozwijaniu kultury miłosierdzia pośród nas, to znaczy, by w oparciu o spotkanie z drugim człowiekiem mieć oczy szeroko otwarte, nie przejść obojętnie obok jego cierpienia. To nie jest łatwe zadanie, gdyż w dzisiejszej dobie indywidualizmu, anonimowości i skoncentrowania na sobie trudno jest zdobyć się na odwagę, by wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi. Wolimy dziś spędzać czas przyjemnie, zaspokajając własne potrzeby, a tu okazuje się, że mamy zostawić własne potrzeby i spojrzeć życzliwie na potrzeby bliźniego. Ojciec Święty zaprasza nas do bardzo trudnego zadania, ale podpowiada nam, że kultura miłosierdzia rodzi się na kolanach, w wytrwałej modlitwie i otwarciu na działanie Bożego Ducha. To Duch Święty podpowie nam jasno i wyraźnie, jak służyć, by nie upokarzać, nie poniżać, ale roztropnie pomagać. Z naszej strony konieczne jest zaangażowanie. Nie wystarczy mówić o miłosierdziu. Dziś panuje tendencja, by dobrze przemawiać, fakty ubierać we właściwe słowa, ale po co? By zwolnić się z odpowiedzialności i nie podejmować działania? Święci i błogosławieni pokazują nam, że pomóc możemy tylko wtedy, gdy sami wyjdziemy do potrzebujących, gdy dotkniemy ich ubóstwa, nędzy i cierpienia. Myślę, że nasze pielgrzymowanie do Pani Jasnogórskiej jest takim poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, czego chce od nas Bóg. Zdążamy do Tej, która w doskonały sposób odpowiedziała na wolę Boga, ale i doskonale rozwijała wokół siebie kulturę miłosierdzia, służąc tym, którzy potrzebowali Jej pomocy. A dziś chce, byśmy zrozumieli, co jest w życiu ważne. Poczujmy się więc niejako w szkole Maryi. Ona nam coś konkretnego mówi. Popatrzmy na Jej życie. Jakie ono było? Było bardzo zwyczajne, proste, bez fajerwerków. A jednak szczególne, wyjątkowe, święte, szczęśliwe i spełnione. Dlaczego? Gdzie tkwi tajemnica naszego szczęścia tu na ziemi? Czy rzeczywiście w przyjemnościach, które możemy sobie zafundować, pozwalając sobie na rzeczy nieprzeciętne? Czy znajdziemy je w bogactwie, w sukcesach? By odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie go nie znajdziemy, wystarczy przyjrzeć się życiu „wielkich” naszych czasów, którym przygląda się cały świat. Wiemy wszystko, co robią, czego pragną, jak żyją, a jednak nie trudno stwierdzić, że ich pogoń za szczęściem nie przynosi efektu, nie daje im pełnego szczęścia. Gdzie zatem znaleźć szczęście? Maryja pokazuje nam bardzo konkretnie. Jakby chciała powiedzieć: „Żyj prosto, zwyczajnie. Nie musisz czynić wielkich rzeczy, ale czyń je z wielką miłością. Słuchaj Boga, a On cię poprowadzi”. Ale to nie wszystko. Ona w swoim życiu nie myślała tylko o sobie. Słuchała Boga, ale i innych. Wsłuchiwała się w ich potrzeby, ponieważ wierzyła, że służąc potrzebującemu służyła samemu Bogu. Mówiąc krótko, żyła miłością, miłosierdziem. Powiem więcej, była pełna Boga, Jego miłości i łaski i nie mogła się tym nie dzielić. Nie mogła tego zatrzymać dla siebie. Ewangelia podaje nam dwa momenty, w których Maryja zamienia miłosierdzie w czyn. Jednym to odwiedziny u krewnej Elżbiety, która spodziewa się dziecka, a jest już w podeszłym wieku; a drugi to wesele w Kanie Galilejskiej, gdzie podejmuje się interwencji u Jezusa, gdyż dostrzega brak wina, a to oznaczałoby totalną kompromitację gospodarzy – państwa młodych w oczach zaproszonych gości. Maryja sama wypełniona całkowicie Bogiem, Jego miłością, łaską otwiera się na drugiego. Widzi jego potrzeby. Gdy udaje się do Elżbiety, musi pokonać sporo kilometrów i sama jest w stanie błogosławionym. Więc taka wyprawa niesie ze sobą ryzyko, ale Ona się nie waha. Widzi potrzebę więc biegnie, idzie z pośpiechem i pomaga. Zapomina o sobie, by towarzyszyć drugiemu. Ale żeby dać, najpierw samemu trzeba wziąć. Jest pełna łaski, pełna Bożej miłości, pełna Bożego Ducha, dlatego daje, może dzielić się sobą, więcej dzielić się Bogiem. W ten sposób również Jej krewna zostaje napełniona Duchem Świętym, Bożą łaską. Obdarowana daruje dalej. A czy Ty czujesz się obdarowany, obdarowana? Jeśli tak, to czym się dzielisz? Co zanosisz drugiemu człowiekowi? Łatwo wyjąć 5 zł i wrzucić do kubeczka żebraka. Ewentualnie kupić mu kanapkę. Ale spróbuj się dowiedzieć, dlaczego znalazł się w tej sytuacji. Zainteresuj się nim jak człowiekiem, który ma konkretną historię życia. Pamiętam historię pewnego Polaka, który żebrał na schodach przy jednym z kościołów w Rzymie. Był wyjątkowy w swoim ubóstwie. Życzliwością i uprzejmością ujmował ludzi, którzy przychodzili do kościoła i chętnie mu pomagali. Niestety, taki styl życia okazał się dla niego bardzo okrutny. Któregoś poranka został znaleziony martwy na schodach. Umarł z wycieńczenia. Jego osobą, a właściwie historią jego życia zainteresował się pewien dziennikarz, który postanowił dowiedzieć się coś więcej o tym nieznanym ubogim Polaku. I co odkrył? Że ów żebrak ze schodów kościoła w Rzymie wcześniej był profesorem na jednej z polskich uczelni. Był człowiekiem sukcesu, ale tylko do pewnego momentu. Któregoś pięknego dnia w wypadku samochodowym zginęła jego żona i jedyna córka. Stracił najbliższe mu osoby, które nadawały sens jego życiu. Po tej tragedii nie mógł się otrząsnąć. Nie potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości i zamykając się w swoim smutku, trafił na ulicę. Dziennikarz sam zadał bardzo ważne pytanie: dlaczego nie znalazł się nikt, kto pomógłby temu biednemu, nieszczęśliwemu człowiekowi wcześniej, skuteczniej wrócić na nowo do życia? Jak często przechodzimy obojętnie obok ludzkich tragedii, które czasem dzieją się pod naszym dachem, niedaleko. Usprawiedliwiamy się, że przecież każdy ma prawo do prywatności, do własnego życia, do własnych wyborów. To prawda, ale Maryja pokazuje nam coś innego. Nie była obojętna. Nie wiedziała do końca, czy Elżbieta rzeczywiście będzie potrzebowała Jej pomocy. Ale nie zatrzymała się tylko na myśleniu, albo na pytaniu, czy Jej krewnej niczego nie brakuje. Po prostu ruszyła w drogę, by sama mogła się w ten sposób przekonać i ewentualnie pomóc. I pomogła, pozostała u niej trzy miesiące, aż do rozwiązania. W Kanie Galilejskiej Maryja również pokazuje nam bardzo jasno, jak służyć, jak być miłosiernym. Jest na weselu, może cieszyć się obecnością bliskich, rozmawiać z nimi, bawić się, a Ona przyjmuje rolę pośredniczki. Dostrzega potrzebę państwa młodych i co robi? Idzie do Jezusa i prosi Go o interwencję. I choć otrzymuje bardzo niezrozumiałą odpowiedź, ufa swemu Synowi, a służącym mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” Jest to postawa człowieka solidarnego z potrzebującymi. Prosi najpierw Syna, a potem sługi, byleby tylko pomóc. Warto tu zaznaczyć także, że są to ostatnie słowa, które Maryja wypowiada w Ewangelii. To oznacza, że jest to przesłanie również dla każdego z nas. „Zrób wszystko, cokolwiek Mój Syn ci powie”. Nie mówi: postaraj się, daj z siebie przynajmniej 50%, no może 20%. Mówi: zrób wszystko, daj z siebie wszystko, a Jezus powie ci, co masz czynić. Po prostu podejmij działanie. Najpierw otwórz szeroko oczy i rozejrzyj się. Spróbuj dostrzec potrzeby innych, ludzi z tak zwanego marginesu, wykluczonych ze społeczeństwa, spróbuj dostrzec wyzwania, które stawia ubóstwo naszego środowiska, biedę materialną, ale i moralną. A potem pytaj na kolanach Jezusa, co masz zrobić, czego On, Król miłosierdzia, który wszystkim czynił dobrze, od ciebie oczekuje, a On ci podpowie i da siły, potrzebne łaski. Tego uczy nas Maryja. Ktoś tak pięknie Ją określił: Maryja to ręce Bożego miłosierdzia. Jezus uczynił Ją Matką Kościoła, więc Ona dalej czyni to, o co mówi Jej Syn. Opiekuje się każdym z nas. Pełna łaski wyprasza to, czego potrzebujemy u Syna. Jest naszą pośredniczką. Możemy do Niej udać się z każdą naszą potrzebą. Jest blisko jak mama i przytula cię pod swój płaszcz, byś poczuł/poczuła się bezpiecznie. Daje tyle, ile potrzebujesz  i to, czego potrzebujesz, ale w zamian prosi o jedno, byś dzielił się tymi darami dalej, byś czynił tak jak Ona, dawał tak jak Ona, byś pocieszał tak jak Ona, byś służył tak jak Ona. Wykorzystajmy te ostatnie dni pielgrzymowania i posłuchajmy, o co nas dzisiaj prosi, do czego zaprasza. Spróbujmy uczynić nasz świat piękniejszy, bardziej miłosierny, bardziej ludzki. W pojedynkę będzie trudno, ale jeśli połączymy nasze siły, to będzie dużo prościej. Zaufajmy Tej, która nie szczędzi wysiłków, by nas ratować, by nas napominać, by nas uczyć.