Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja II

Opublikowano: czwartek, 02, sierpień 2018

PIĄTEK, 17.08.2018 r.
KONFERENCJA II

Czy można prawdziwie żyć bez Ducha Świętego? Duch Święty strumieniem „wody żywej”. W Ewangelii (odczytywanej w wigilię Uroczystości Zesłania Ducha Świę-tego ) słyszymy następujące słowa Pana Jezusa: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza (J 7, 37-39). Ewangelista dodał, że Pan Jezus powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego… Jeśli ktoś jest spragniony i wierzy w Pana Jezusa - niech przyjdzie. Oczywiście nie chodzi tu o pragnienie zwykłej wody (tak bardzo potrzebnej - ot choćby tu, na naszym pielgrzymkowym szlaku). Chodzi o pragnienie czegoś głębszego, o pragnienie życia szczęśliwego, spełnionego. O pragnienie życia, w którym człowiek przeżywa radość, w którym każdy kolejny dzień ma jakąś inną barwę radości, jest jakąś inną odsłoną radości. Powiedzmy wyraźnie: nigdy człowiek dla samego siebie nie stanie się źródłem takiego życia, bo takim życiem może obdarzyć tylko sam Bóg. Najgłębsze ludzkie pragnienia może tylko Bóg wypełnić i zaspokoić. Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie… Pragnienie miłości, pragnienie akceptacji, pragnienie radości, pragnienie spełnionego życia może zaspokoić tylko Pan Bóg. Człowiek nie da sam sobie np. radości. Człowiek może „dać sobie” przyjemność (może ją też kupić). Ale nie kupi się prawdziwej radości, takiej która nadaje życiu smak. Radości nie można kupić, zrobić, czy wyprodukować. Można się na nią otworzyć - bo ona jest darem Pana Boga. Najgłębsze pragnienia człowieka może zaspokoić tylko Pan Bóg - bo On jest źródłem radości, miłości, szczęścia i sensu. On jest samą Miłością, On jest Sensem życia. A skoro tak jest, to postawmy pytanie: czy można żyć pełnią życia bez Boga? czy można prawdziwie żyć bez Ducha Świętego? Jeżeli bez pomocy Ducha Świętego człowiek nie jest w stanie powiedzieć, że Panem jest Jezus, to tym bardziej nie można prawdziwie żyć bez Ducha Świętego, bez Jego pomocy. Nie można prawdziwie żyć bez darów Ducha Świętego (także bez Jego owoców). Prawdziwie, to znaczy życiem które jest przeżywane w prawdzie. W prawdzie o sobie - o tym kim jestem, kim się mogę stać, do czego zostałem stworzony, powołany. Czy możemy żyć prawdziwie, czy możemy żyć w prawdzie bez Ducha Świętego? Nie możemy. Bez Ducha nie możemy żyć prawdziwie - to znaczy życiem, w którym przeżywamy autentyczną radość, doświadczamy miłości, dojrzałą miłością darzymy innych. Bez Ducha Świętego nie możemy żyć życiem spełnionym, życiem prawdziwym - życiem które ma smak. Życiem, w którym człowiek dotyka autentycznego szczęścia, sensu, doświadcza spełnienia. Nie można żyć w prawdzie bez Ducha Świętego. Nie można żyć w prawdzie bez Boga. Żyjemy w takim kontekście cywilizacyjnym, w którym to, o czym mówimy, nie jest takie oczywiste. Niektórym ludziom wydaje się, że mogą żyć „po swojemu” - bez Boga, bez Jego Ducha. Nieraz człowiek odwraca się od Boga, odwraca się od swego Stwórcy. Czyni to nie tyle przez taki czy inny grzech (bo przecież każdy grzech jest odwróceniem się od Stwórcy, a zwróceniem ku temu co stworzone), ale człowiek (w tym odwracaniu się od Boga) może dojść do momentu w którym odepchnie od siebie miłość Boga, dojdzie do momentu, w którym sam siebie będzie uważał za Boga i uzna, że sam sobie wystarczy. To bardzo groźna postawa - bo to postawa, która zamyka człowieka nawet na Boże przebaczenie. To postawa, która współbrzmi z tym, co Jezus nazywa grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Jest taka scena w Ewangelii (Mk 3,22), w której to faryzeusze nie potrafią dostrzec jakiegokolwiek dobra w działaniu Pana Jezusa. Więcej! Przypisują Jezusowi, że posługuje się On mocą Belzebuba (czyli samego diabła). W odpowiedzi na taką postawę faryzeuszów Jezus mówi, że wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone, kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego (Mk 3, 28-29). Czym jest ów grzech przeciwko Duchowi Świętemu? Na czym on polega? Chodzi o to, że człowiek odwraca się od Boga aż do pogardy Bogiem, człowiek gardzi samym Bogiem. Jest przekonany, że sam sobie ze wszystkim doskonale poradzi - a więc do czego Bóg mu jest potrzebny? sam sobie ze wszystkim doskonale poradzi, sam - bez Boga. Jak ma Bóg przebaczyć komuś, kto o to przebaczenie nawet nie prosi? Św. Papież Jan Paweł II w książce Pamięć i tożsamość tak pisze:
Bóg w Jezusie Chrystusie pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każdym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi. Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach. Potrzebuje pomocy Ducha Świętego. Jeżeli odrzuca tę pomoc, wówczas dopuszcza się grzechu, który Chrystus nazwał „bluźnierstwem przeciwko Duchowi”, oznajmiając równocześnie, że jest on nieodpuszczalny. Dlaczego nieodpuszczalny? Dlatego, że wyklucza w samym człowieku pragnienie odpuszczenia. Człowiek odpycha miłość i miłosierdzie Boga, gdyż sam uważa się za Boga. Mniema, że sam sobie potrafi wystarczyć. (Jan Paweł II, Pamięć i torzsamość) Grzech przeciwko Duchowi Świętemu wyraża postawa człowieka, który żyje według zdań: Ja nie potrzebuję Pana Boga, nie potrzebuję Go do niczego. Bóg mi nie jest do niczego potrzebny, sam sobie w życiu wystarczę i poradzę. I nie chcę od Boga niczego - ani Jego łaski, ani przebaczenia, ani Jego miłości. W encyklice Dominum et vivificantem Jan Paweł II pisał tak: Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu jest grzechem popełnionym przez człowieka, który broni rzekomego „prawa” do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach, i który w ten sposób odrzuca odkupienie. Człowiek pozostaje zamknięty w grzechu, uniemożliwiając ze swej strony nawrócenie - a więc i odpuszczenie grzechów, które uważa za jakby nieistotne i nieważne w swoim życiu. Jest to stan duchowego upadku, gdyż bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie pozwala człowiekowi wyjść z samozamknięcia i otworzyć się w kierunku Boskich źródeł oczyszczenia sumień i odpuszczenia grzechów. Jak Bóg ma przebaczyć komuś, kto nawet o to przebaczenie nie prosi? Niestety, człowiek może się tak bardzo w życiu zagubić, że nie tylko odwróci się od Boga, ale nawet wzgardzi samym Bogiem. Rzeczywiście - bardzo groźna postawa ducha. Odwrócić się od Boga, odepchnąć Jego miłość, samego siebie uznać za Boga. Żyjemy w czasach, w których być może ludzie (wprost) nie deklarują takiej postawy „nie chcę Boga, nie potrzebuję Boga, obejdę się bez Niego”, może wprost (słowami) tego nie deklarują, ale jednak - poprzez swoje uczynki - tę postawę wybierają (nie tyle słowem wybierają, co swoimi uczynkami). Dzieje się tak wtedy, kiedy człowiek (lekceważąc Przykazania Boże i Ewangelię) ulega pokusie życia „po swojemu”, „na luzie”, życia „dla ciała” i „według ciała”. Co tak naprawdę znaczy to „życie na luzie”? O jaki „luz” tu chodzi? O luz moralny - taki styl życia, w którym nie pytam o dobro i zło czynu, może nawet nie potrafię już odróżnić precyzyjnie dobra od zła. Zło nazywam dobrem i według tego żyję. Może nawet zupełnie nie interesuje mnie dobro i zło. Żyję „według ciała” - interesuje mnie wyłącznie to, co przyjemne (to uważam za dobre dla mnie). Tego szukam. Za tym podążam (chyba nie trzeba dodawać, że taka postawa to wyjątkowe kalectwo ludzkiego ducha). Żyję „według ciała” - to znaczy żyję „idąc za zachciankami ciała”. Innymi słowy: „robię to, co mi się podoba.” Robię to, co chcę, na co w danej chwili mam ochotę. Na marginesie - kto robi to, co się jemu podoba, to co chce? Trzy osoby - niemowlak, człowiek psychicznie chory i pijak. Te trzy osoby robią (w każdym razie próbują robić) dokładnie to, co im się w danej chwili podoba. Czy takie życie jest życiem dojrzałym? Nie! To jest właśnie życie „według ciała”, „na luzie” (bez norm, bez zasad, uważając swoje własne zachcianki za jedyny drogowskaz). Do czego takie życie prowadzi? Tutaj z odpowiedzią spieszy do nas św. Paweł, który w liście do Galatów pisze tak: Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniew, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą (Gal 5, 19-21). Życie w oderwaniu od Boga, życie bez Ducha Świętego prowadzi do zniszczenia siebie, ale także do zniszczenia relacji z Bogiem i z bliźnimi. Człowiek może zniszczyć swoje życie doczesne, a nawet życie wieczne - może przegrać całą wieczność. Oczywiście: Ewangelia zawsze niesie nam światło i nadzieję. Dlatego w tym momencie przywołajmy biblijną scenę, jaka miała miejsce po grzechu pierworodnym (kiedy to człowiek po raz pierwszy odwrócił się od swego Stwórcy). Pamiętamy, że Adam (kiedy zgrzeszył nieposłuszeństwem Bogu) ukrył się przed Nim, schował się przed Bogiem. I wtedy Bóg (z potrzeby swego ojcowskiego serca) wyszedł, aby go odnaleźć. Szukał Adama wołając do niego: Gdzie jesteś?. To bardzo ważne pytanie, pytanie które „idzie w głąb człowieka”. Ono nie tyle dotyczyło tego, gdzie Adam się ukrył - za którym drzewem schował się przed Bogiem, za którym pięknym krzewem (jakich na pewno nie brakowało w raju), za którym krzewem zaszył się, żeby go Bóg nie odnalazł. Pytanie gdzie jesteś? to tak naprawdę pytanie: „Gdzie się ukrywasz? Co się z tobą stało? Gdzie się znalazłeś w swoim życiu? Gdzie jesteś na drodze twego duchowego rozwoju? Gdzie jesteś na drodze twej wiary? czy nie zabłądziłeś w swym życiu tak bardzo, że trudno będzie o dobre rozwiązanie?” - to właśnie oznacza pytanie gdzie jesteś? Odpowiedź na to pytanie nie jest potrzebna Panu Bogu - On wie wszystko, a zatem wie również gdzie ukrył się Adam w rajskim ogrodzie. Odpowiedź na to pytanie potrzebna jest Adamowi, aby sobie uświadomił, gdzie znalazł się w swoim życiu i gdzie znalazł się na drodze swej osobistej wiary. Odpowiedź na to pytanie potrzebna była Adamowi - i w tej odpowiedzi zawarta jest nadzieja. Gdzie jesteś? Czy nie uległeś pokusie życia „na luzie”, „według ciała”, według swoich zachcianek, po swojemu? Zawsze wtedy, kiedy człowiek zaczyna wchodzić w grzechy, zaczyna swoje życie czynić życiem grzesznym (może jeszcze robi to bardzo świadomie, z premedytacją: chce tych grzechów, pragnie je powtarzać, zżył się ze swoimi grzechami, zaczyna mu być dobrze z grzechem, przyzwyczaił się do grzechu), to znaczy, że już uległ pokusie życia „na luzie”, „dla ciała”, to znaczy, że wchodzi na drogę, na której (prędzej czy później) zniszczy siebie, zniszczy relacje z Bogiem, bliźnimi, zniszczy swoje życie doczesne, a nawet życie wieczne. Stanie się tak, gdy człowiek odrzuci natchnienia Ducha Świętego - natchnienia do rachunku sumienia, do refleksji nad sobą, do postanowienia poprawy, do sakramentu pokuty (w którym wszystko można na nowo uporządkować). Jak pisał Jan Paweł II: Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach. Potrzebuje pomocy Ducha Świętego - aby stanąć w prawdzie o sobie potrzebuje pomocy Ducha Świętego. Zawsze wtedy, gdy prosimy Ducha Świętego o Jego pomoc, o Jego światło, o to by pomógł nam zobaczyć gdzie jesteśmy? - gdzie jesteśmy na naszej drodze wiary, zawsze wtedy wchodzimy w obszar nadziei. Kiedy pytanie zadane Adamowi (gdzie jesteś?) odniesiemy do siebie, usłyszymy je (jako zadane także nam), kiedy spróbujemy na nie odpowiedzieć - wejdziemy w obszar nadziei. Jeśli usłyszymy to pytanie stawiane nam, kiedy przejmiemy się tym pytaniem - to będzie oznaczało, że Duch Święty już działa w naszym sercu. I warto Mu pozwolić na to działanie. Warto nie uciekać od pytania „gdzie jesteś?” To bardzo istotne pytanie, kluczowe pytanie, zadane nie tylko Adamowi, ale i zadawane nam samym. Przed tym pytaniem należy tylko umieścić imię każdej i każdego z nas. Bóg to pytanie nieustannie nam zadaje. „Adamie, Ewo, Tomaszu, Katarzyno, Piotrze, Anno - gdzie jesteś?” W odpowiedzi nie chodzi o topografię - dobrze wiemy, że od kilku dni pielgrzymujemy na Jasną Górę i geograficznie jesteśmy już coraz bliżej naszego celu. W odpowiedzi chodzi o to: „Gdzie jesteśmy w pielgrzymce naszego życia? W którym miejscu jesteśmy na drodze swej osobistej wiary?” Czy bliżej mi do życia „po swojemu”, „na luzie”, według zachcianek ciała? czy jednak lepiej będzie żyć w duchu Ewangelii, stając w prawdzie o sobie, otwierając się na natchnienia Ducha Świętego - jednym słowem żyć prawdziwie? Czy lepiej pędzić życie w dobrowolnie wybranym mroku? czy lepiej doświadczać w swoim życiu owoców Ducha Świętego? Jest czas, aby się nad tym wszystkim zastanowić. Jest czas, aby (z pomocą Ducha Świętego) zrobić rachunek sumienia. Jest czas, by prosić Ducha Świętego, by pomógł nam żyć w prawdzie.