Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja I

Opublikowano: niedziela, 13, sierpień 2017

NIEDZIELA 13.08.2017

KONFERENCJA I

Radość jako owoc miłosierdzia (J 8,1-11)
„Miłosierdzie” i „nieszczęśliwa” to dwa słowa, których używa św. Augustyn, aby opisać spotkanie Jezusa z cudzołożnicą. Nie mógł znaleźć piękniejszych i bardziej zgodnych ze sobą słów, by uzmysłowić tajemnicę miłości Boga, wychodzącego na spotkanie grzesznika: „Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie”. Ileż w tym opisie Bożego współczucia i sprawiedliwości! Tak napisał papież Franciszek w liście apostolskim „Misericordia et misera” na zakończenie Jubileuszu Miłosierdzia. Spotkali się kobieta i Jezus. Ona cudzołożnica i zgodnie z Prawem podlegająca karze ukamienowania; On, który poprzez swoje nauczanie i całkowity dar z siebie, zbawił nas na krzyżu. Jezus gestem pisania palcem po ziemi bez jednego słowa doprowadził faryzeuszy do porzucenia kamieni i uratował kobietę od śmierci (nr 1). W codziennym życiu dobrymi gestami wyrażamy miłość wzajemną, jako owoc działania Bożego Ducha, np.: przytulenie, objęcie, podanie ręki, ucałowanie. Natomiast działanie złego ducha wyraża się w złych gestach, np.: zaciśnięta pięść, uderzenie, przemoc, a nawet krzywda i rozbój wyrządzone innym ludziom. Dobry gest wyciągniętej, otwartej ręki wyraża powitanie i życzliwość. To gest na zgodę i pojednanie. To gest znaku pokoju i serdecznej miłości. Wyrażamy tym gestem także dobre życzenia z okazji urodzin, imienin, świąt. Tym gestem otwartej ręki wyrażamy miłość wzajemną oraz współczucie w trudnych chwilach życia, a także radość z sukcesu i powodzenia w życiu. To także gest pożegnania z ukochaną osobą. Rodzice przytuleniem, uściskiem i dotykiem okazują dzieciom swoją miłość. Wszyscy potrzebujemy dobrych wzajemnych gestów. Serce dziecka, jego duchowa natura najpierw słyszy przez odczucie ciała, że jest chciane i kochane. Nadzieja – ten oddech duszy – rodzi się w dziecku najpierw przez ciepły dotyk. Dopiero wówczas, gdy dziecko czuje, że jest chciane – również chce istnieć. Tak, więc zaproszenie do życia przychodzi w ciele i poprzez ciało. Dzieci potrzebują dotyku, spojrzenia, słów miłości, by się rozwijać. Potrzebują pieszczenia, głaskania, przytulenia, wycałowania, czułości. Wszyscy potrzebujemy dobrego dotyku, aby się rozwijać. Dobrym gestem wyrażamy naszą miłość do Boga podczas modlitwy. Tym gestem złożonych rąk wyrażamy nasze uwielbienie Boga, podziękowanie za opiekę nad nami, a także nasze błaganie i żal za grzechy. Matka i ojciec kreślą ręką znak krzyża na głowie swojego dziecka – tak dzieje się przy chrzcie, przed Pierwszą Komunią św. dziecka, tak dzieje się przed wyjściem narzeczonych z domu do kościoła przy zawieraniu małżeństwa, gdy rodzice ich błogosławią. Drodzy młodzi idący w pielgrzymce, drogie dzieci, proście często swoich rodziców o błogosławieństwo, bo ten dobry gest ma w sobie moc Ducha Bożego. W ten sposób rodzice doświadczą działania Bożego przez siebie. Papież Franciszek na początku swego pontyfikatu wypowiedział słowa, które są jego osobistym świadectwem: Orędziem Jezusa jest miłosierdzie. Dla mnie – mówię to z pokorą – najmocniejszym orędziem Pana jest miłosierdzie. On sam powiedział: «Nie przyszedłem dla sprawiedliwych». Sprawiedliwi usprawiedliwią się sami. On przyszedł do grzeszników. Po ludzku nie jest nam łatwo zaufać niezgłębionemu miłosierdziu Boga. Jednak, jak dodał, musimy się na to zdobyć: „«Ojcze, jeśli znałbyś moje życie, tak byś nie mówił». «Dlaczego, cóż takiego zrobiłeś?». «Popełniłem wiele zła!». «To i lepiej! Idź do Jezusa: On będzie zadowolony, jak mu o wszystkim opowiesz! On wszystko zapomni. On ma niespotykaną zdolność zapominania, ucałuje cię i obejmie, i powie: Ja też Cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej. Tylko tę radę ci da». Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem nam. To nas męczy proszenie Go o wybaczenie (Misericordia vultus). Pozwólmy się dotknąć miłosierdziu Chrystusa w sakramencie pokuty i pojednania. Jednak, aby to się stało trzeba prosić Jezusa o przebaczenie, żałować za swoje grzechy i wyznać je. Można wskazać na trzy zasadnicze elementy autentycznego żalu za grzechy. Pierwszy to dostrzeżenie i uznanie zła, które prowadzi do odkrycia jaką stratę ponosimy w grzechu. Drugim elementem jest przyznanie się do tego zła. To jest moje zło, moje dzieło, moja wina. Dlatego biję się ręką w swoje piersi, wyznając swój grzech. Wreszcie trzeci element to wzięcie odpowiedzialności za popełniony zły czyn, słowa i myśli, która prowadzi do próby naprawienia popełnionego zła. Istotą więc żalu za grzechy jest umiejętność wzięcia pełnej odpowiedzialności za swój zły czyn. Trzeba tę odpowiedzialność wziąć przede wszystkim w swoim sumieniu, przed sobą. Trzeba wziąć odpowiedzialność przed ludźmi i trzeba tę odpowiedzialność wziąć przed Bogiem. Umiejętność wzięcia odpowiedzialności za zły czyn świadczy o wielkości i dojrzałości człowieka. Każdy z nas jest słaby i każdy może popełnić grzech, i Bóg się temu nie dziwi. Natomiast oczekuje od nas wzięcia odpowiedzialności za zły czyn, za nieodpowiednie słowo, za błędną decyzję, za złe myśli. To jest niezwykle istotna rzecz. Nie jest sztuką brać odpowiedzialność za dobre czyny, bo one przynoszą nam chwałę. Wielką sztuką jest umiejętność wzięcia odpowiedzialności za swój zły czyn. To jest dowód odwagi, to jest dowód mądrości, to jest dowód nadziei w miłosierdzie Boże. Jezus spojrzał cudzołożnej kobiecie w oczy i czytał w jej sercu: znalazł tam pragnienie zrozumienia, uzyskania przebaczenia i wyzwolenia. Nędza grzechu została okryta miłosierdziem miłości. Ze strony Jezusa nie ma żadnego osądu, który nie byłby naznaczony litością i współczuciem dla stanu grzesznicy. Ludziom, którzy chcieli ją osądzić i skazać na śmierć, Jezus odpowiada długim milczeniem, które pozwala głosowi Boga ujawnić się w sumieniach, zarówno w sumieniu kobiety jak i jej oskarżycieli, którzy porzucili kamienie i wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić (por. J 8,9). Jezus nie potępił kobiety, ale wezwał do nawrócenia: Idź, a od tej chwili już nie grzesz! W ten sposób pomaga jej z nadzieją patrzeć w przyszłość (Misericordia et misera 1). Jakże wielka radość wzbudziła się w sercu cudzołożnicy! Przebaczenie sprawiło, że wreszcie poczuła się wolna i szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Łzy wstydu i bólu przemieniły się w uśmiech kogoś, kto wie, że jest kochany. Miłosierdzie budzi radość, bo serce otwiera się na nadzieję nowego życia. Radość przebaczenia jest niewypowiedziana, ale ujawnia się w nas za każdym razem, kiedy jej doświadczamy. U jej początków jest miłość, z którą Bóg wychodzi nam na spotkanie, przerywając otaczający nas krąg egoizmu, abyśmy i my stali się narzędziami miłosierdzia (Misericordia et misera 3). My jesteśmy podobni wiele razy do syna marnotrawnego, który odchodzi od Ojca niebieskiego, gdyż każdy grzech jest odejściem od Ojca. Nie to jest jednak istotne, kiedy i jak odchodzimy od Ojca, ale najważniejsze jest to, że wracamy do Niego. Niech brzmi nam w uszach wezwanie: wróć synu, wróć z daleka, bo Twój Ojciec czeka. Wszystko jedno, w jakim stanie, czy obrzuceni błotem grzechu, poniżeni i wytykani palcami, ważne jest to, abyśmy chcieli się nawrócić. Reszty dokona już On sam, który widzi z daleka wracającego syna, wzrusza się głęboko, wybiega mu naprzeciw, rzuca mu się na szyję, przytula do siebie i całuje go. Oto potęga miłości. On daje synowi najlepszą suknię, pierścień na rękę i sandały na nogi. Przywraca godność syna dobrym dotykiem przytulenia. Tak samo i nam da nową szatę godową, tak jak dał powracającemu synowi. Sam włoży nam pierścień swej łaski na rękę, sam nas zjednoczy z sobą i na uroczystej uczcie nakarmi pokarmem dającym życie wieczne. On od przebaczenia w sakramencie pokuty prowadzi nas do radosnego spotkania na Eucharystii. Obyśmy tylko uznali w Nim kochającego nas Ojca. Zdumiewa nas to miłosierdzie Ojca względem marnotrawnego syna. W naszym ludzkim odczuciu chyba tak byśmy nie postąpili. Może nasza reakcja byłyby podobna do reakcji starszego syna. Może oburzylibyśmy się na pozorną niesprawiedliwość Ojca. Bardzo często przecież jesteśmy skłonni do wydawania sądów potępiających innych, zapominając o tym, że kiedyś i my będziemy sądzeni. Oburzenie starszego syna na zachowanie Ojca przebaczającego synowi marnotrawnemu wszystkie jego wybryki, może było i słuszne, ale nigdy nie może być usprawiedliwione. Przecież Ojciec, który dał synowi życie, nie chciał żadną miarą zdecydować się na to, by to życie w nim zgasić. Dlatego dostrzegając w nim iskierkę dobrej woli, postanowił ją rozdmuchać w wielki płomień miłości. Wracającego przyjął do swojej wspólnoty oświadczając z radością, że trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły i znów ożył, zaginął a odnalazł się (Łk 15,32). Wspaniałe są słowa ojca kończące przypowieść o synu marnotrawnym. Właściwie to przypowieść ta powinna się nazywać przypowieścią o miłosiernym ojcu, który cieszy się z powrotu swojego syna do domu, a nie o synu marnotrawnym, bo nie syn, ale ojciec jest w niej główną postacią i właściwym bohaterem. Bóg przecież pokornym i skruszonym sercem nie gardzi, ale jest hojny w przebaczeniu. Jedną z najbardziej cennych rzeczy, jakie potrzebujemy w życiu, jest umiejętność przebaczania, która obejmuje trzy sfery przebaczenia: Boże, samemu sobie i drugiemu człowiekowi. Pewna dwuletnia dziewczynka modląc się wieczorem Modlitwą Pańską, tak ją rozpoczynała: Ojcze nasz, który się nie gniewasz… Mimo że mama poprawiała ją, chcąc nauczyć poprawnej wersji tej modlitwy, to dwulatka długo nie chciała dać się przekonać, obstając przy swoich słowach. Bóg rzeczywiście nie gniewa się na nas, ponieważ Jego naturą jest wybaczanie nam. Pięknie ujął to papież Franciszek, mówiąc: Bóg nigdy nie zmęczy się tym, by nam przebaczać. Pozwólmy się dotknąć Jego miłosierdziu. Jakże znaczące są dla nas starodawne słowa, którymi kierowali się pierwsi chrześcijanie: „Przyoblecz się w radość, która zawsze znajduje łaskę u Boga i zawsze mu jest miła. I w niej się rozpływaj, albowiem każdy człowiek wesoły pełni dobre uczynki i dobre żywi myśli…Wszyscy żyć będą dla Boga, którzy odrzucą od siebie smutek, i tylko w radość się przyobleką” (Pasterz Hermasa, XLII, 1-4). Doświadczenie miłosierdzia daje radość. Nie pozwólmy, aby nam ją odebrały różne smutki i zmartwienia (Misericordia et misera 3). W kulturze często zdominowanej przez technikę jest jakby coraz więcej różnych form smutku i samotności, w które popadają ludzie, także wielu młodych. Przyszłość rzeczywiście zdaje się być zakładnikiem niepewności, która nie pozwala na osiągnięcie stabilizacji. W ten sposób często rodzą się uczucia melancholii, smutku i nudy, które mogą powoli doprowadzić do rozpaczy. Potrzebni są świadkowie nadziei i prawdziwej radości, aby odpędzić iluzje, które obiecują łatwe szczęście ze sztucznymi rajami. Głęboka pustka wielu osób może być wypełniona przez nadzieję, jaką nosimy w sercach. Istnieje wielka potrzeba poznania radości, która objawia się w sercu dotkniętym przez miłosierdzie. Doceńmy zatem słowa Apostoła: „Radujcie się zawsze w Panu” (Flp 4,4) (Misericordia et misera 3). Jezus uczy nas, że w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,7), dlatego nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię. Walczmy na pielgrzymce o wiarę w Ewangelię, bo Ona jest Dobrą Nowiną o zbawieniu i źródłem prawdziwej radości. Słowo Boże w ustach Jezusa to dobra, radosna nowina. Można zauważyć pewną prawidłowość, że tam, gdzie ludzie śpiewają tam też zasiadają do wspólnego biesiadowania. Dlatego wielbiąca Boga wspólnota gromadzi się również przy stole Pańskim, aby świętować radość przebaczenia, która jest owocem miłosierdzia Ojca niebieskiego.