Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja I

Opublikowano: czwartek, 08 sierpień 2019

 NIEDZIELA 11.08.2019 - KONFERENCJA I
Sakrament Chrztu świętego – człowiek świątynią Ducha Świętego.

Życie w mocy Bożego Ducha i w świetle słowa Bożego. Św. Paweł, w liście do chrześcijan w Rzymie, pisze: Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha – do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha - do życia i pokoju. (…) Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. (…) A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha (Rz 8, 5-6. 9a. 11). Rozwój w nas tego, co Boże, co z Ducha Świętego, jest powolnym procesem a nie jednorazowym wydarzeniem. Nasz wzrost według miary Ducha zamierzył Bóg, ponieważ On jest miłośnikiem procesu, czyli niepowtarzalnej drogi rozwoju każdego ze swych dzieci. Źródłem życia nie jest praca komórek ludzkiego ciała ale Boskie Tchnienie, czyli Duch Święty. Całe życie tu, na ziemi, mamy właśnie na to, by rozwijać w sobie to, co Boże, żyjąc według Ducha a nie według ciała. Cała nasza istota tęskni za takim życiem, które jest pełne szczęścia i nigdy się nie skończy. Tę tęsknotę mamy z Boga! To tęsknota za Nim. Bo nikt i nic na tym świecie nie jest na tyle wielkie, żeby nas wypełnić aż po brzegi… Jeden ze swoich listów, św. Paweł skierował do Kościoła w Efezie. Według chrześcijańskich przekazów, to właśnie tam Maryja, pod opieką św. Jana, doczekała kresu ziemskiego życia. To stamtąd, z Efezu, z ciałem i duszą została wzięta do nieba. Właśnie w liście do Efezjan czytamy: …nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha (Ef 3, 19-22). To „wspólne budowanie” jest życiem według Ducha, procesem rozwoju, który domaga się nieustannego odradzania się w tym jednym, jedynym życiu, jakie mamy. Stąd bierze się bezcenna wartość każdej chwili, każdego dnia na ziemi; dlatego, że jest nie do powtórzenia oraz że właśnie tu dany nam jest bezcenny Dar Ojca – Duch Święty, „dusza” naszego wzrastania. Stąd też bierze się nieodzowna rola wspólnoty w rozwoju wiary i życia; bo nikt nie rozwija się dobrze sam, w pojedynkę… Kiedy właściwie w nas funkcjonuje miłość samego siebie oraz miłość bliźniego, wyraża się to właśnie w trosce o rozwój samego siebie i naszych bliźnich. Priorytetem jest miłość Boga, czyli pogłębianie więzi i relacji z naszym Stwórcą i Zbawcą. To jest samo serce duchowości, czyli nieustannego odradzania się, wzrastania i życia według Ducha. Jak naucza nasz biskup Andrzej: To odrodzenie nie jest tylko jednorazowym wydarzeniem w życiu ludzkim, lecz długotrwałym procesem zmierzającym do całkowitego usunięcia grzechu i utrwalenia nowego życia. Jako takie ogarnia człowieka coraz pełniej, prowadzi do „życia w mocy Bożego Ducha”, na miarę Jego prowadzenia i opartego na Jego życiodajnej mocy. Życie to jest dziełem Ducha Ożywiciela, a jednocześnie wyrazem naszego osobistego zaangażowania, naszych osobistych decyzji, wyrażających wierność wobec Chrystusa i Jego Ducha. Stąd różnorakie nasze wyzwania i zadania, których kierunek dobrze wytycza św. Paweł w Liście do Galatów (5, 25): „Mając życie od Ducha, do Ducha też się stosujmy”. Chodzi o to, by być stale otwartym na Bożą miłość, ale też na każdy Boży dar. To oznacza konieczność podejmowania stale trudu rozeznawania tego, co Boże, uszanowania Bożego ładu i konsekwentnego rozwijania tego, co mówi Duch do Kościołów… Nie zapominajmy, że OD DNIA CHRZTU ŚWIĘTEGO jesteśmy nie tylko WYBRANI ale i OBDAROWANI przez Boga, wyposażeni na całą drogę naszego chrześcijańskiego życia. Ponadto, jak dopowiada Biskup, w SAKRAMENCIE BIERZMOWANIA  …zostajemy napełnieni Duchem Świętym i umocnieni Jego darami, a wskutek tego upodobnieni do Chrystusa. Podobieństwo to wyraża się w tym, że jest odtąd naszym udziałem pełnia darów Ducha, w mocy którego Chrystus zrealizował powierzoną Mu przez Ojca misję zbawienia. To znaczy, że jest w nas cały potencjał mocy Ducha Świętego, który uzdalnia nas i zobowiązuje do realizacji potrójnej misji Chrystusa: prorockiej, kapłańskiej i królewskiej, do realizacji której zostaliśmy wezwani z momentem przyjęcia chrztu świętego i stania się dziećmi Bożymi. Od dnia bierzmowania tę naszą godność itożsamość mamy objawiać światu, starając się żyć jak Jezus i w ten sposób otwierać świat na Jego miłość. Do realizacji tego pięknego, ale jakże trudnego zadania jest nam dana wielka moc. Jesteśmy w stanie być istawać się coraz bardziej świadkami Chrystusa w mocy Bożego Ducha. Trzeba jednak dobrze uchwycić, co to znaczy. I wiedzieć, co czynić, aby wielkiej mocy Ducha Świętego nie zmarnować (bp A. Czaja). Na czym polega „ŻYCIE WEDŁUG DUCHA”? Św. Jan Paweł II, pojęcia „DUCHOWOŚĆ” użył w swoim nauczaniu aż 115 razy; w encyklikach, adhortacjach i listach apostolskich. Nie mówimy tu nawet o innych dokumentach mniejszej rangi. Wiemy, jak bardzo zależało mu na tym, abyśmy chrześcijaństwo, wiarę, Kościół przeżywali coraz głębiej. Uczył nas najpierw nie samymi natchnionymi słowami ale swoim życiem zanurzonym w całości w Bogu; życiem, które czerpał z Ducha Bożego i które prowadził według Ducha. Dojrzała duchowość chrześcijańska, życie według Ducha to coraz ściślejsze jednoczenie się z Chrystusem, który prowadzi nas do Ojca w mocy Bożego Ducha. Ale ta komunia byłaby niepełna a nawet zakłamana, jeśli oderwalibyśmy ją od budowania pięknych relacji z drugim człowiekiem, ze wspólnotą wiary w Kościele. Św. Jan Paweł II, 18 sierpnia 2002 r., na Błoniach w Krakowie, dopominał się o to aby „sprawa człowieka” nie była nigdy, przenigdy odłączona od miłości Boga. „ODRZUCENIE… POGARDA… ELIMINACJA…” - te twarde słowa, w języku chrześcijańskim, dotyczą wyłącznie grzechu ale nigdy grzesznika! …Nikt cię nie potępił?» (…) «Nikt, Panie!» (…) «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!» (por. J 8, 10-11). 24 Dokonuje tego „Bóg Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą i zesłał DUCHA ŚWIĘTEGO na odpuszczenie grzechów…” przez posługę Kościoła odpuszczając nam grzechy… Św. Jan Paweł II, już w pierwszych latach papieskiej posługi, w jednej z trzech programowych encyklik swego pontyfikatu, w „Dominum et Vivificantem” (traktującej o Duchu Świętym), napisał: Dzięki udzielaniu się Boga, duch ludzki, który «zna to, co ludzkie», spotyka się z «Duchem, który przenika głębokości Boże» (por. 1 Kor 2, 10 n.) (nr 58). Tak cudownie zostaliśmy stworzeni przez Boga, że jako ludzie mamy nie tylko ciało i psychikę ale również duszę – wymiar głębi, który nas upodabnia do Boga i wyróżnia pośród ziemskich stworzeń. Dlatego biblijny autor psalmów ze zdumieniem ukazuje tę niezwykłą relację, w którą człowiek może wejść z samym Bogiem: GŁĘBIA przyzywa GŁĘBIĘ hukiem Twych potoków (Ps 42, 8); (w niektórych tłumaczeniach czytamy: „hukiem wodospadów”). W tym Świętym Duchu, który jest Darem przedwiecznym, Bóg Trójjedyny otwiera się dla człowieka, dla ducha ludzkiego (św. Jan Paweł II, dz. cyt. 58). W innym dokumencie, poświęconym formacji i życiu kapłanów Święty Papież z pisze - nie tylko o duchownych: Całe życie chrześcijańskie jest «życiem duchowym», czyli życiem ożywianym i kierowanym przez Ducha ku świętości i ku doskonaleniu miłości (Pastoresdabovobis 19). Wynika z tego, że Chrześcijanin to nie tylko ten,kto żyje tak, JAK NAUCZA Chrystus ale to ten, kto żyje tak, JAK ŻYJE Chrystus; kto ŻYJE JEGO ŻYCIEM. Warto w różnych codziennych, życiowych sytuacjach stawiać sobie samemu pytanie: „Co zrobiłby Jezus? Teraz. Na moim miejscu? W mojej sytuacji?” Wierzący odkrywa więc, że jest w nim wielka potrzeba karmienia się słowem Bożym. Ono jest lampą dla każdego kroku i światłem na każdej ścieżce (por. Ps 119, 105). Jak „karmić się” słowem Bożym? A jak zdrowo się odżywiać? Najlepiej codziennie, w regularnych posiłkach… Słowo Boże najlepiej „spożywać” w liturgii, we wspólnocie – to jest zasadniczy „posiłek wiary”. Ale warto także „karmić się” Słowem także w osobistej modlitwie. I znów, przez analogię do zdrowej diety, sprawdzoną praktyką jest: „Małymi porcjami ale często!” W zdrowym odżywianiu jest tak, że aby jedzenie dobrze strawić, by organizm z pożytkiem je przyswoił, trzeba je najpierw dobrze pogryźć, przeżuć w ustach. Ze słowem Bożym jest dość podobnie. Ono nie może być kolejną porcją informacji, które w różnej postaci ale w hurtowych ilościach docierają codziennie do naszych uszu. Stąd potrzeba by nawet jeden, krótki fragment Pisma św., czasem wręcz jedno słowo, długo w sobie nosić, często do niego wracać, rozważać, przyswajać, „oswajać” się z nim, czyli pozwolić by w nas żyło swoim życiem. Trzeba to robić „pod prąd” dzisiejszym, nerwowym ponagleniom, że wszystko musi być szybko, natychmiast, skutecznie, najlepiej „na wczoraj”… Trzeba w miejsce nerwowej kumulacji uczyć się mądrej medytacji. Stąd to samo słowo, zdanie, zdarzenie trzeba usłyszeć w różnych „tonacjach” dnia, w zmiennym „rytmie” naszego życia, w wielogłosowym „chórze” naszych emocji. Dopiero wtedy dotrze do nas ukryte w słowie Bożym orędzie, przesłanie, Boże wyznanie miłości przeznaczone tylko i wyłącznie dla nas i tylko na ten właśnie czas, na tę chwilę. Wtedy doświadczymy również piękna przebywania z Bogiem „twarzą w twarz.” W ten sposób, z radosnym zdumieniem odkryjemy, że Bóg jest zawsze na bieżąco z tym, co się w nas dzieje. To my zwykle jesteśmy „spóźnieni” na pociąg o nazwie: „moje życie” i nie nadążamy za naszym autentycznym szczęściem, za naszym prawdziwym dobrem. „Ścigamy się” z życiem innych i dobiegamy do „mety” dnia, do wieczora, najczęściej osamotnieni i potwornie zmęczeni. Ale nie jest to zmęczenie zwycięzcy. Dlaczego? Bo zwykle biegniemy po swojemu, czyli w przeciwną, niż Jezus, stronę. Tak, jak św. Piotr w słynnej scenie z „Quo vadis?” Odkrył, że idzie w złym kierunku, dopiero wtedy, gdy zobaczył, że Jezus idzie w przeciwnym niż on. Ale był już na tyle mądrym apostołem, że nie pouczał Jezusa, że źle idzie ale sam natychmiast zmienił kierunek i poszedł za Jezusem. Ponieważ chrześcijanin nie idzie z duchem czasu ale z Duchem Świętym. I nie chodzi o nieustanne, bezrefleksyjne kontestowanie nowoczesnych technologii, mody i wszystkiego, co dzisiejsze ale o ich właściwe miejsce w naszym życiu. Są takie rzeczy, których nie kładzie się na ołtarzu. A ołtarzem dla Pana jest serce człowieka; twoje i moje serce. Czy naprawdę jest tylko dla Niego? Bez tylu rzeczy naprawdę da się żyć! Natomiast bez Ducha Świętego nie sposób żyć naprawdę, czyli życiem wiecznym, które Bóg chce zacząć w nas na długo przed zgonem… Dlatego by prowadzić życie według Ducha Bożego, konieczne jest mądre  ROZEZNAWANIE DUCHOWE. Na czym ono polega? Mamy wielu dobrych sprzymierzeńców w dobrym rozeznaniu. Są nimi: – Przykazania Boże, – nauka Chrystusa żyjącego w Kościele, – życie świętych i błogosławionych - na czele z Maryją, – głos sumienia oświeconego łaską, – pójście za codziennymi natchnieniami Ducha Świętego. Każdego dnia, wieczorem, na modlitwie, w rachunku sumienia pytamy: kto naprawdę zasiada na tronie mojego serca? Kto kierował dzisiaj moim życiem? Czy naprawdę Chrystus? a może to tylko mój egoizm? Jeżeli stwierdzę, że dziś znowu, w takiej czy innej sytuacji, zwyciężyło moje „widzimisię”, że popełniłem grzech, bo postąpiłem samolubnie i odmówiłem pierwszeństwa Jezusowi, nie pozwoliłem się prowadzić Duchowi Świętemu, to wtedy uznaję i wyznaję mój grzech, żałuję i proszę Boga o przebaczenie. By żyć według Ducha potrzeba bowiem sakramentu pokuty. Warto zadbać o stały rytm pokuty i pojednania… Nie każdy rachunek sumienia musi kończyć się spowiedzią ale każda dobra spowiedź potrzebuje dobrego rachunku sumienia. Najtrudniej jest wtedy, gdy nie robimy go codziennie. Ale rachunek sumienia to nie tylko kwestia pamięci umysłu. To sięgnięcie do pamięci wiary, miłości, rozwoju, pamięci relacji… To nie ma być „rozgrzebywanie” swojej przeszłości, „rozdrapywanie ran” ale dialog z dobrym Bogiem o swoim życiu, o swojej przeszłości, o swoich ranach. „Moje zranienia” to nie tylko skutki bolesnych ciosów, które otrzymałem z zewnątrz i noszę je w sobie i bolą mnie bardzo. „Moje” są również i te rany, które zadałem innym a we mnie pozostają na długo nie wybaczoną krzywdą. O nich też warto z Bogiem rozmawiać. Zwłaszcza, że niektóre z nich długi czas w ogóle nas nie bolą, więc wydaje się nam, że nie istnieją bo nie są nasze… W życiu według Ducha, konieczne jest też „DUCHOWE ODDYCHANIE”. Często właśnie tak nazywa się modlitwę. Ale tak też możemy nazwać doskonały, czyli z miłości, a nie tylko z obawy przed karą, żal za grzechy. Głęboko „oddychając Duchem” możemy doświadczyć ożywczego strumienia Bożej radości i zapewniamy stałość swojemu życiu według Ducha i kierownictwu Chrystusa w naszym życiu. „Duchowe oddychanie” nie jest po to, by utwierdzić nas w mętnym, jak płytka woda, przekonaniu,  że jesteśmy doskonali! „Duchowe oddychanie” utwierdza nas natomiast w przekonaniu, że jesteśmy kochani przez Boga, niezależnie od tego, jacy jesteśmy. I to jest punkt wyjścia, „blok startowy” do prawdziwego nawrócenia. Bóg nie kocha nas dopiero po fakcie; On kocha nas już w trakcie. Zawsze i bezwarunkowo. Im głębsza łączy nas więź z Bogiem, wtedy tym mniej jest nam obojętne, jacy jesteśmy, jak żyjemy. I nie ze względu na wygórowane, chore ambicje. Prawdziwa miłość nie tylko utwierdza ale i uwalnia. Im bliżej jesteśmy Boga, tym większy mamy „apetyt” na taką wolność, która nie jest „samowolką”; robieniem wszystkiego co nam się podoba. Mocniej chcemy wtedy tego, co się Bogu podoba. Mniej smakują nam wtedy płytkie doznania a bardziej dążymy do głębokich przeżyć. Jakże potrzeba nam uwolnienia od fałszywego obrazu samego siebie, od chorobliwych lęków przed opinią otoczenia! Potrzebujemy uwolnienia od samych siebie uwięzionych w wersji, która w niczym nie przypomina Bożego obrazu w nas. I to uwolnienie zapewnia nam Duch Święty „bo gdzie jest Duch Pański - tam wolność” (por. 2 Kor 3, 17). Tak też rodzi się w nas i pogłębia pragnienie świętości, dążenie do niej. Im dojrzalsza więź z Bogiem, tym zdrowsza świadomość grzechu i dróg z niego wyprowadzających. Życie według Ducha jest też NIEUSTANNĄ WALKĄ z wrogami naszego zbawienia. Tymi wrogami, według Pisma Świętego, są: świat, ciało i szatan, albo też - jak mówi św. Jan - potrójna pożądliwość: pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota (por. 1 J 2, 16). Jedną z pierwszych herezji w dziejach chrześcijaństwa jest duchowość gnostycka. Duchowość ta wykazała zadziwiającą długowieczność, a jej podstawowa myśl jest następująca: bogaty wachlarz uczuć i wątek relacji muszą pozostać obce chrześcijańskiemu życiu; jego doskonałość zakłada odważne zerwanie ze światem. Krótko mówiąc, nie można się brukać sprawami światowymi. Najlepiej się izolować od świata, od ludzi, którzy myślą nie tak, jak ja, postępują nie tak, jak powinni, których nie jest łatwo kochać itp. Takie i podobne podejście, wyrosłe z lęku a nie z mocy Bożego Ducha, jest „klimatem” każdej sekty. W takim – nie-Boskim – duchu, gorliwa ewangelizacja staje się zakamuflowaną propagandą jakiejś 28 mętnej ideologii a nie głosem Boga, który woła każdego człowieka po imieniu. Przyjęcie takiej pseudoduchowości sprawia, że lekarstwo staje się groźniejsze od choroby… Żyjąc według Ducha nie należy polegać na emocjach, poruszających tylko zmysły, ale na wierze dopuszczającej do głosu również rozum. Określone emocje można wywoływać, stosując różne formy manipulacji. Wiara natomiast opiera się na słowie Bożym rozumianym w duchu Tradycji, czyli w odniesieniu do wiary Apostołów, a więc wiary całego Kościoła. Nie należy jednak lekceważyć uczuć – również tych trudnych do zrozumienia i przeżycia (gniew, zazdrość…) bo budzących nasz niepokój sięgający aż po wrażliwość sumienia. Uczucia, same w sobie, nie mają wartości moralnej np. sam gniew wobec kogoś nie jest od razu pogardą czy krzywdzącą go agresją. Dopiero decyzje i działania podejmowane pod wpływem uczuć są albo dobre, albo złe. Uczucia zawsze budzą się „po coś”, z jakiegoś konkretnego powodu. Trzeba się uczyć dobrze je odczytywać. Jako że są wyrazem inteligencji, budzą się zawsze „na czas”, jednak często nie wtedy, gdy jesteśmy gotowi je dobrze odczytać. Dlatego nie są przez nas w ogóle lub źle rozumiane. Warto więc dojrzewać w cnocie pokory i cierpliwości by „dać czas” samemu sobie na zrozumienie trudnego „języka uczuć”. To najważniejszy „język obcy”, którego warto i trzeba się uczyć. Ponieważ lepiej rozumiejąc siebie, możemy lepiej o sobie decydować, bardziej odpowiedzialnie żyć. I mądrzej kochać. Zdrowym „pulsem” życia według Ducha jest NIEUSTANNE DZIĘKCZYNIENIE: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was (1 Tes 5,18). Jest to niesłychanie ważna postawa. To wręcz znak rozpoznawczy chrześcijańskiego stylu życia. Słyszymy to w samym sercu codziennej Eucharystii (Dziękczynienia), gdy na początku Modlitwy Eucharystycznej, kapłan rozpoczyna pieśń wdzięczności: Zaprawdę godne to isprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie składali dziękczynienie Tobie, Boże Ojcze Wszechmogący… Eucharystia, od początku Kościoła, jest szkołą modlitwy i życia chrześcijańskiego. „Eucharystyczny styl bycia” wyraża się w gotowości do daru z siebie w miłości, w świadectwie wiary nie uciekającej przed cierpieniem. Dziękczynienie jest więc nie tylko aktem pamięci zapisującym „komu” i„co” zawdzięczamy. Dziękczynienie pozwala nam lepiej odczytać jak bardzo jesteśmy obdarowani. Świadomość bycia obdarowanym przez 29 Boga i ludzi utrzymuje na „zdrowym” poziomie poczucie naszej własnej wartości. To bezcenny „antydepresant” chroniący nas przed destruktywną frustracją, rozpaczą i beznadzieją. Pierwszym Darem w Eucharystii nie jest to, co my dajemy Bogu ale co Bóg nam daje. Największym Darem jest On sam w Chrystusie, który umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował (por. J 13, 1). Nieustanne dziękczynienie to bardzo owocna praktyka, bo jeżeli zawsze staram się dziękować, to wtedy też przyjmuję Boży sposób patrzenia i wartościowania w swoim życiu. Papież Franciszek, zachęcając wierzących do świętości, przypomina, że „w swej istocie świętość, to przeżywanie w zjednoczeniu z Nim tajemnic swojego życia”. Dlatego Franciszek zachęca każdego nas: Pozwól, by łaska twego chrztu owocowała na drodze świętości. Pozwól, aby wszystko było otwarte na Boga i dlatego wybierz Jego, wybieraj Boga wciąż na nowo. Nie zniechęcaj się, ponieważ masz moc Ducha Świętego do tego, by świętość była możliwa. Ona w głębi jest owocem Ducha Świętego w twoim życiu (por. Ga 5, 22-23)(…) Nie lękaj się dążyć wyżej, dać się miłować i wyzwolić przez Boga. Nie bój się pozwolić, aby cię prowadził Duch Święty. Świętość nie czyni cię mniej ludzkim, ponieważ jest spotkaniem Twojej słabości z siłą łaski (zob. Gaudete et exsultate,15 i 34). Ignacy IV Hazim, patriarcha Antiochii, na spotkaniu ekumenicznym w Uppsali w 1985 r. powiedział: Bez Ducha Świętego... Bóg jest daleko, Chrystus pozostaje w przeszłości, Ewangelia jest martwą literą, Kościół jest tylko organizacją, władza - dominacją, misja - propagandą, liturgia - niczym innym jak tylko wspomnieniem, życie chrześcijańskie - moralnością niewolnika. W Duchu Świętym... Bóg jest blisko,  zmartwychwstały Chrystus jest tu i teraz, Ewangelia jest mądrością i mocą życia, Kościół jest żywym Ciałem, odbijającym życie Trójcy Świętej, władza - posługą jednania, misja - Pięćdziesiątnicą, liturgia - pamiątką, uobecnieniem i zapowiedzią, życie chrześcijańskie - przebóstwiane w relacjach synostwa i braterstwa. Słowo „przebóstwienie”, którym często i chętnie posługuje się teologia chrześcijańskiego Wschodu, wskazuje na bardzo ważną konsekwencję chrztu św. w naszym życiu. To nie było tylko formalne, urzędowe włączenie nas do Kościoła. Wielkim misterium tego sakramentu jest niezwykłe działanie Ducha Świętego w nas. Nie było to „ubóstwienie” – przecież wraz ze mną nie pojawił się na świecie „nowy bóg” (!) Przebóstwienie to realna, duchowa przemiana w nas. Konsekwencje tej przemiany realizują się w każdym z sakramentów. Np. w Komunii św. Chrystus przychodzi do naszego życia nie tylko by osobiście w nas mieszkać, żyć i działać – bynajmniej nie bez naszej woli. On przychodzi by dokonywać wewnętrznej przemiany każdego z nas. Tempo tej przemiany zależy nie tylko od Niego. Jezus chce, by każdy z nas miał w swej świętości osobisty udział. W adhortacji „Ecclesia de Eucharistia” (nr 17) św. Jan Paweł II pisze: Gdy w Komunii św. przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa, przekazuje On nam także swego Ducha. [...] W ten sposób, przez dar swojego Ciała iswojej Krwi, Chrystus pomnaża w nas dar swojego Ducha, wylanego już w chrzcie św. i udzielonego jako „pieczęć” w sakramencie bierzmowania. Pojęcie „przebóstwienia” uświadamia nam bardzo ważny wymiar życia według Ducha. Najczęściej kojarzymy je z tym, co tylko my mamy w nim do zrobienia; nawrócenie, zmiana postępowania, czynienie dobra, nade wszystko miłość Boga i bliźniego. Przecież stawanie się świętym to nasze zadanie na całe życie, to codzienny obowiązek każdego z nas… To wszystko prawda o dążeniu do świętości. Ale jest też inny, niezwykle istotny wymiar świętości. Nie tylko to, co robi człowiek w sobie, ze sobą i dla siebie ale co Bóg robi w człowieku, przez człowieka i z człowiekiem w mocy Ducha Świętego. W tym sensie życie według Ducha to życie Boga w nas. Ks. Jan Twardowski, jak przystało na kapłana-poetę streszcza to w zdaniu: Kiedy ktoś się modli Pan Bóg w nim oddycha 31 Oczywiście Bóg nie działa „automatycznie”, bez udziału naszych decyzji. Ale to my, swoimi decyzjami nieustannie zapraszamy Go do działania w mocy Ducha Świętego w nas. Świadomie poszerzamy terytorium Jego działania w naszym świecie. Św. Faustyna Kowalska, apostołka Bożego Miłosierdzia, modliła się: Jezu mój, przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz (Dzienniczek 163). Od początku Kościoła to właśnie święci i błogosławieni są żywymi przykładami na czym polega życie według Ducha. Najpiękniejszą pośród świętych jest Maryja, Matka Chrystusa i Kościoła. Jest dla nas wzorem upodabniania się do Chrystusa, czyli „stawania się najpiękniejszą, czyli Bożą wersją samego siebie”. Maryja, otwarta na działanie Ducha Świętego, jest proroczą zapowiedzią, kim ma być Nowy Człowiek w Chrystusie. TotaPulchra („Cała Piękna”) pokazuje swym szczęśliwym życiem w Bogu, jak wspaniały jest człowiek w planie Boga, w Jego zamyśle, w Jego Sercu. Jesteśmy piękni Twoim pięknem, Panie (św. Jan Paweł II). Nigdy o tym nie zapominajmy! Zawsze dziękujmy – zwłaszcza za łaskę chrztu świętego! Nieustanie, codziennie zabiegajmy o Boże piękno! Bo to jest owocem Nowego Życia w Duchu i w mocy Zmartwychwstałego.