Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Download Joomla Templates by NewJackets

Konferencja II

Opublikowano: czwartek, 08 sierpień 2019

CZWARTEK, 15.08.2019 r.
KONFERENCJA II

Odkąd w Kościele w Polsce odnotowuje się spadek liczby osób zgłaszających się do seminariów duchownych w diecezjach i zakonach, pojawiają się próby zdiagnozowania przyczyn takiego stanu rzeczy. Pojawia się wiele teorii i pewnie niejedna pielgrzymkowa Siostra i niejeden pielgrzymkowy Brat, potrafiliby podzielić się własnymi spostrzeżeniami w tym temacie. Zacznijmy jednak u źródła, czyli od Ewangelii i popatrzmy na osoby, które powołuje Chrystus. Ewangelia w większości mówi o tych, którzy odpowiedzieli pozytywnie na wezwanie Pana Jezusa: „Pójdź za mną”. W sumie nie zauważamy niejednokrotnie tych, którzy Chrystusa odrzucili. Przykładem są tutaj chociażby faryzeusze, uczeni w Piśmie. Trzeba pamiętać, że Bóg także dzisiaj powołuje - czy się to nam podoba, czy nie (a są tacy, którym to nie odpowiada) - wszystkich ludzi bez wyjątku. Ale pośród nas żyją tacy, którzy odrzucają Pana Jezusa w punkcie wyjścia, z założenia, nie dopuszczają nawet myśli do siebie, że mogliby pójść za Chrystusem. Wpływa na to (nie)wiara w jakiej wzrastają, negatywne nastawienie do religii w ogóle, ale też do chrześcijaństwa w szczególności. I powiedzieć ktoś może, że odbiegam od tematu, że mamy mówić o powołaniu kapłańskim, zakonnym, misyjnym - nie zapominamy jednak, że do tej wyjątkowej służby powołuje Bóg także tych, którzy Go jeszcze nie znają, ale mają okazję Go poznać i spotkać w Kościele Katolickim. Fakt, że w kościele na całym świecie spotkamy osoby duchowne, które jeszcze niedawno nie miały z Bogiem nic wspólnego, potwierdza tylko prawdę, że Bóg powołuje swoje sługi w każdym środowisku. Przykładem może być ks. Aleksander, który teraz pracuje w Rosji, a pochodzi z Krymu. Urodził się jako prawosławny. Nie jest tajemnicą, że stosunki Kościoła Katolickiego i Prawosławnego nie należą do najłatwiejszych, choć łączy nas jeden Chrystus. A jednak pośród tych trudnych relacji Bóg wzbudził powołanie do bycia kapłanem w sercu Aleksandra, który najpierw przeszedł na katolicyzm, a później został księdzem, bo w Kościele Katolickim odkrył prawdziwego Boga. Wróćmy do Ewangelii. Znajdziemy tam też przykłady osób, które poszły za Panem Jezusem, ale później go opuściły. Sam Chrystus mówi o nich w przypowieści o siewcy (zob. Mt 13, 1-9. 18-23), że są oni jak ziarno, które padło na skały i szybko wzeszło, ale nie miało korzenia i uschło. Od Pana Jezusa odeszło wiele osób, gdy tylko zaczął stawiać wymagania, jak w przypadku młodzieńca, który nie chciał porzucić swojego bogactwa. Chrystusa opuściło też wielu, gdy Jego nauczanie stało się trudne, jak wtedy, gdy mówił, że Ciało Jego jest pokarmem, a Krew - napojem. Ludzie opuszczali Pana Jezusa, gdy natknęli się na trudności. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu życie księdza w Polsce kojarzone było z wygodą, dostatkiem i uznaniem społecznym. Czy tak było? Osąd pozostawiam Wam. Nie ulega jednak wątpliwości, że od co najmniej 20 lat już tak nie jest. Każdy kleryk wstępujący do seminarium już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku pamięta wyzwiska, z jakimi mierzył się na ulicy (przezwisko: Batman było wręcz pochlebstwem w porównaniu z innymi obelgami jakie padały). Dziś jest jeszcze trudniej. Bycie duchownym wiąże się z wieloma wyzwaniami i są osoby, które „na starcie” chętnie odpowiadają na głos powołania, jednak jeśli ich wiara ma słabe korzenie, to w obliczu pierwszych przeciwności poddają się i rezygnują. Współczesne seminaria starają się wychodzić naprzeciw takim osobom. W niektórych jest już tzw. rok propedeutyczny. Zakłada on, że w czasie pierwszego roku formacji, zgłaszający się do seminarium, mają okazję pogłębić swoją wiarę i odkryć, czym w rzeczywistości jest powołanie kapłańskie m. in. obnażając je z mitów i marzycielskich wyobrażeń o kapłańskim życiu „sielskim i anielskim.” Dzięki takim i innym staraniom przeciwności, które wydają się być nie do pokonania, nabierają realnych kształtów i nie są już tak przytłaczające. Warto też w tym momencie zwrócić uwagę na rolę jaką odgrywa rodzina kandydatki i kandydata do życia zakonnego, kapłańskiego, czy też misyjnego. Jeżeli młody człowiek znajdzie w swojej rodzinie wsparcie, to z pomocą bliskich może już na początku drogi pokonać wiele przeciwności. Niestety, zdarza się i tak, że osoba odczuwająca powołanie w sercu zamiast wsparcia odnajduje wśród bliskich krytykę i słowa zniechęcenia. Dzieje się tak, gdy wiara rodziny jest słaba, powierzchowna i płytka, jak ta gleba na skale z przypowieści. Widać tutaj, jak ważne jest pogłębianie wiary w naszych rodzinach. Ks. Marek Dziewiecki zauważa, że wielu młodych „nie dorasta do powołania bycia człowiekiem” i jest to wina dorosłych, czyli osób towarzyszących powołanym. Są wśród nich najpierw rodzice, ale także grupy, wspólnoty a także duchowni, bo i oni przeżywają swoje kryzysy związane z wiarą. Są nawet księża, którzy otwarcie deklarują, że wręcz odradzają młodym ludziom pójście drogą powołania duchownego (!) O czym to świadczy, jeśli nie o kryzysie ich wiary właśnie? Na kartach Ewangelii znajdziemy wreszcie przykłady uczniów, którzy się pogubili. Oczywiście najwyrazistszym przykładem jest osoba Judasza, ale wiemy, że Apostołowie niejednokrotnie wystawiali cierpliwość Pana Jezusa na próbę, błądząc w swoich poczynaniach. Działo się tak za każdym razem, kiedy zaczynali „wymyślać” wiarę i drogę powołania. Tymczasem to Pan Jezus jest Tym, który daje powołanie jako dar, który należy odkrywać. Bóg powołuje kobiety i mężczyzn, by najpierw sami Mu uwierzyli, by być dla innych przewodnikami na drodze wiary. Osoba duchowna ma pokazywać innym Boga, świadczyć o Nim. Nam kojarzy się to z działalnością misyjną. Wyobrażamy sobie, że to na dalekich misjach potrzeba głosić Pana Jezusa, a przecież społeczeństwo, w którym żyjemy potrzebuje bardzo świadectwa wiary osoby zakonnej i kapłana. 25 maja 2006 r., Benedykt XVI powiedział w katedrze warszawskiej: „Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego. […] nie jest wcale konieczne, aby kapłan był zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa”. Osoby pochylające się nad zjawiskiem spadku powołań w Polsce zgodne są co do jednego: w Polsce nie mamy do czynienia z kryzysem powołań, lecz z kryzysem wiary. Stare powiedzenie mówi: „Jakie społeczeństwo, takie duchowieństwo.” Jeżeli zatem w społeczeństwie wiara podupada, to słabnie także kondycja powołań. Jeżeli liczba wierzących spada, to spada też liczba powołań. Oznacza to, że jeżeli chcemy wzmocnić powołania w naszym kraju, to stoi przed nami wielkie wyzwanie, jakim jest wzmocnienie, a nawet odnowa wiary w Polsce. Fakt, że ludzie odchodzą od Boga i Kościoła z powodu przeciwności, jakie napotykają, z powodu wymagań, jakie stawia im wiara. Odchodzą też z powodu zgorszeń, jakie bezsprzecznie pojawiały się i są nadal obecne w Kościele. To wszystko  świadczy o słabości wiary w naszym społeczeństwie, a zatem także pośród duchowieństwa skoro jest ono odbiciem społeczeństwa. Jest wiele osób, których wiara jest na tyle słaba, że nie odnajdują one siły do pozytywnej odpowiedzi na głos powołania. Jednak jednym z najskuteczniejszych sposobów wzmocnienia ich wiary jest troska o naszą wiarę, troska o to, byśmy sami potrafili być wsparciem dla słabych. To zadanie dla wszystkich wiernych bez wyjątku: dla rodzin i samotnych, dla wiernych świeckich oraz dla biskupów, kapłanów i osób zakonnych. Niezastąpioną i bezcenną pomocą w rozeznaniu i decyzji w powołaniu jest modlitwa. Najpierw osobista relacja młodego człowieka z Bogiem. Skoro wiara nie jest ludzkim pomysłem ale łaską, czyli darem Boga, to trzeba o ten dar i jego pomnożenie prosić jak uczniowie prosili Pana Jezusa: „Przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5). Potrzeba również modlitwy o powołania i za powołanych. Każde powołanie jest bezcennym ziarnem na roli Kościoła, czyli nie jest prywatną sprawą osoby powołanej. Za każdym z powołanych staje Kościół-Wspólnota modlących się ludzi. Każdy, kto otrzymał łaskę wiary na chrzcie świętym, kto szuka jej umocnienia i uzdrowienia w Chrystusie, zna wielką wartość kapłana, osoby konsekrowanej. Jeśli Kościół jest naszym domem, duchową rodziną, to nikogo nie dziwi, że troszczymy się o każdego w tej rodzinie – nie wykluczając nikogo. Itych, którzy są teraz dla nas oparciem oraz tych, co sami oparcia potrzebują. Najsłabszym powołanym nie jest ten, kto grzeszy i słabnie w wierze ale ten, za kogo nikt albo tylko niewielu się modli. Dlatego modlitwa o powołania i za powołanych musi być stałym i nieustannym refrenem modlitwy Kościoła. Pierwszym, który modli się za uczniów, za powołanych i za tych, do których będą posłani jest Pan Jezus: „Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi… Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego… Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie…” (zob. J 17, 9. 15.20). Prowadzeni modlitwą Jezusa, poczujmy się odpowiedzialni za siebie nawzajem. Odmawiajmy modlitw wiele ale nikomu, szczególnie żadnemu z powołanych, nie odmawiajmy gdy prosi i gdy modlitwy, jak powietrza i wody potrzebuje.